fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Ważny głos Polonii w wyborach

Głosowanie w komisji wyborczej przy parafii pod wezwaniem NMP Matki Kościoła na Ealingu w Londynie
PAP
Gdyby o wynikach wyborów do parlamentu decydowali tylko nasi rodacy przebywający za granicą, układ sił w Sejmie i Senacie byłby zgoła inny.

Z ogłoszonych w poniedziałek przez Państwową Komisję Wyborczą rezultatów głosowania wynika, że za granicą wygrała Koalicja Obywatelska (39,1 proc.), PiS (25,3 proc.), SLD (20,4 proc.), Konfederacja (11,1 proc.), PSL (4,1 proc.).

Zagranica głosowała na listę do Sejmu z Warszawy (okręg 19), a do Senatu na śródmiejską listę kandydatów (okręg 44).

Wśród liderów list do Sejmu zwyciężyła Małgorzata Kidawa-Błońska z KO (27,6 proc.), drugi był Jarosław Kaczyński – lider PiS (18,4 proc.), kolejny był reprezentujący SLD Adrian Zandberg (11,6 proc.), następnie Janusz Korwin-Mikke – Konfederacja (6,7 proc.), a ostatni Władysław T. Bartoszewski z PSL (2 proc.).

Kidawa-Błońska najwięcej głosów otrzymała od Polaków z Wielkiej Brytanii i Niemiec. Z kolei na Kaczyńskiego najwięcej głosowało Polonusów z USA.

Mobilizacja Polaków

Prawo i Sprawiedliwość odniosło zwycięstwo w USA, zdobyło ponad 50 proc. głosów zarówno do Sejmu, jak i Senatu. Partia ta zebrała najwięcej głosów do Sejmu w Nowym Jorku, ale już w Waszyngtonie do izby wyższej parlamentu większość miała Koalicja Obywatelska. W okręgu obejmującym Chicago na kandydata PiS do Senatu głosowało 75,3 proc. osób, a Koalicji – 20,3 proc, za to w Los Angeles czy w Teksasie zdecydowana większość postawiła na Koalicję.

W Szwecji głosowało ponad 6 tys. osób i zdecydowanie wygrała tam Koalicja Obywatelska, najwięcej głosów zdobył kandydat tego ugrupowania do Senatu Kazimierz M. Ujazdowski. W Rzymie głosowało prawie 3,5 tys. osób, zaledwie kilkudziesięcioma głosami wygrało PiS od Koalicji Obywatelskiej. Z kolei w Palermo zdecydowanie wygrali zwolennicy Grzegorza Schetyny. Ugrupowanie to wygrało też np. w Barcelonie, na Majorce, a także na Malcie czy Mińsku na Białorusi.

W niedzielę przed wieloma polskimi placówkami dyplomatycznymi ustawiały się kolejki, media społecznościowe zalały filmy setek osób czekających na głosowanie.

Anna, pracownica jednej z firm energetycznych w Essen, głosowała w Dusseldorfie, kolejka do konsulatu miała tam około południa mniej więcej 100 metrów. Tomasz Krzyżak, szef działu krajowego „Rzeczpospolitej", który znajdował się w niedzielę w Rzymie, relacjonował, że w kolejce trzeba było spędzić nawet 2–3 godziny. Inni wrzucali zdjęcia osób w kolejkach, które rozpoczynały się kilkaset metrów od lokali do głosowania. Tak było w Londynie, Sztokholmie, Barcelonie, Lizbonie.

W Wielkiej Brytanii do wyborów postanowiło przystąpić niemal 100 tys. osób, to o połowę więcej w stosunku do liczby zarejestrowanych w wyborach przed czterema laty. Głosy oddawali zarówno Polacy od lat mieszkający w tych miejscach, jak i studenci, pracownicy sezonowi oraz turyści.

Tak nas widzą

Dla zachodnich mediów nie trzeba wchodzić w zbytnie subtelności, aby rozszyfrować wynik wyborów. A czasem nawet ustalać podstawowe fakty.

– Partia Prawo i Sprawiedliwość Jarosława Kaszinskiego (pisownia jak w oryginale), u władzy od końca 2015 r., zachowa swobodę kontynuacji rewolucji konserwatywnej i nacjonalistycznej, podporządkowania sobie niezależnych instytucji: już ogłoszono kontynuację reformy sądownictwa. To ta reforma spowodowała, że w ubiegłym roku został uruchomiony artykuł 5. (!!!) traktatu o UE – donosi znany z finezji w sprawach francuskich portal publicznego radia France Culture.

Wysłanniczka głównego dziennika Hiszpanii „El Pais" nie ma z kolei wątpliwości: „Polska przyklepała w tę niedzielę przy urnach przechył autorytarny ultrakonserwatywnego rządu, choć partia będzie mogła kontrolować nieco mniej politykę kraju".

Bo też dla wysłanników zachodnich mediów sukces partii rządzącej tłumaczy się prosto.

„Wyniki zdają się przyznawać rację politycznej strategii partii łączącej duży wzrost wydatków społecznych w niektórych obszarach, w tym wprowadzenie drogiego programu dodatków dla dzieci, z nacjonalistyczną i tradycyjną retoryką i bezkompromisowym, autorytarnym stylem prowadzenia polityki, który zaostrzył istniejące podziały w polskim społeczeństwie – pisze „Guardian". Ale przyznaje: „Te wyniki stanowią także ukoronowanie fatalnych czterech lat dla polskiej mainstreamowej opozycji, którą zmobilizowały wielkie demonstracje w 2016 i 2017 r. przeciw próbom PiS-u przejęcia bezpośredniej kontroli nad demokratycznymi instytucjami państwa, w szczególności sądownictwem, ale która nie zdołała opracować przekonywającego alternatywnego programu".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA