fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Uniwersytet Harvarda zaoferował gościnne wykłady Chelsea Manning, a potem się z tego wycofał

Wikimedia Commons/Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International license, fot. Tim Travers Hawkins
Decyzja uniwersytetu, by zaprosić do prestiżowego programu dla gościnnych wykładowców Chelsea Manning, a potem cofnąć to zaproszenie, wywołała poruszenia opinii publicznej.

Legiony jej zwolenników uważają 29-letnią Manning (wcześniej znaną jako Bradley Manning) za bohaterkę, podziwiając ją za odwagę, jaką się wykazała, odkrywając rządowe tajemnice. Krytycy podkreślają, że będąc analitykiem wywiadu w amerykańskiej armii, zdradziła USA, bo ujawniła około 700 tys. tajnych rządowych dokumentów. Oskarżono ją o szpiegostwo, kradzież i oszustwa komputerowe, za co została skazana na 35 lat więzienia. Dzięki ułaskawieniu przez Baracka Obamę wyszła na wolność w maju bieżącego roku, po 7 latach odsiadywania kary.

Pomiędzy tymi dwoma grupami znalazł się prestiżowy instytut myśli politycznej Kennedy School's Institute of Politics na Harvardzie, którego władze poddały się naciskom ze strony CIA i cofnęły zaproszenie dla Manning do programu wykładowego. Stypendyści tego programu prowadzą zajęcia i dyskusje ze studentami Harvardu i pojawiają się na ważnych wydarzeniach tej uczelni. Jak wcześniej tłumaczył rektor uczelni, Manning została zaproszona, bo jako osoba, która wywarła wpływ na społeczeństwo, pasowała do misji uczelni. „Obcowanie z ludźmi posiadającymi diametralnie różnie poglądy pomaga nam w stawaniu się lepszymi liderami społecznymi" – uważa Doug Elmendorf.

Zaproszenie do tego programu Manning otrzymała w ubiegły wtorek. W czwartek były dyrektor CIA Michael Morell, który od 2013 r. jest gościnnym wykładowcą Harvardu, oświadczył, że wycofuje się z tego programu, na znak protestu, że uczelnia wyróżniła osobę, która złamała prawo. Z tego samego powodu obecny dyrektor CIA Mike Pompeo i absolwent tej uczelni nie pojawił się w czwartek na planowanym spotkaniu na Harvardzie, a zaproszenie dla Manning zinterpretował jako poparcie dla „zdrajcy narodu" i skrytykował uczelnię za to, że uczy studentów, iż mogą być „stypendystami Harvardu, mimo iż są przestępcami w obliczu prawa".

Podobnie jak w trakcie procesu, a potem w momencie ułaskawienia Manning, głosów krytyki, szczególnie w kręgach konserwatywnych, pojawiło się wiele. Największe oburzenie wywoływało to, że mimo oskarżenia o zdradę kraju i szpiegostwo Manning została wyróżniona przez tak prestiżowy uniwersytet. W końcu pod presją rektor Elmendorf wycofał zaproszenie, tłumacząc w długim oświadczeniu prasowym, że popełnił błąd. Dodał, iż Manning nadal będzie mile widziana w progach uczelni.

Nie wszyscy pochwalają decyzję dziekana. Trevor Timm, szef fundacji Freedom of Press, podkreślał, że nigdy nie stwierdzono, że czyn Manning przyczynił się do zagrożenia czyjegokolwiek bezpieczeństwa. Sama Manning skwitowała decyzję rektora, pisząc na Twitterze: „Tak wygląda wojskowe/policyjne państwo; CIA decyduje o tym, czego się uczyć będą studenci Harvardu".

Aleksandra Słabisz z Nowego Jorku

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA