fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Uczniowie musieli pójść do pracy

Urzędnicy miejscy z Mysłowic mogli zabrać dzieci do pracy. Urząd zorganizował m.in. pokazy filmów. Dzieci mogły też przebywać razem z rodzicami
PAP, Andrzej Grygiel
Sporo firm zorganizowało opiekę dla dzieci swoich pracowników, ale mogą to robić tylko przez kilka dni.

Do warszawskiego Zarządu Dróg Miejskich przyszło wczoraj 70 dzieci. Firma postanowiła zorganizować im zajęcia, by ich rodzice mogli zająć się pracą. Dzieci uczyły się udzielania pierwszej pomocy na fantomach, animatorzy organizowali im różnego rodzaju gry i zabawy. – W naszej firmie pracuje ponad 500 osób, z czego duża część ma dzieci w wieku szkolnym – tłumaczy rzeczniczka ZDM Karolina Gałecka. – Gdyby te osoby musiały wziąć urlop ze względu na strajk nauczycieli, odbiłoby się to w znaczny sposób na szybkości działania naszej instytucji – dodaje.

Czytaj także: Rząd zderza się ze strajkiem nauczycieli

Na podobne rozwiązanie zdecydowały się Tramwaje Warszawskie. – Ponad 30 proc. motorniczych ma dzieci w wieku od 2 do 8 lat. Jest to 436 osób ze wszystkich 1377 prowadzących tramwaje w stolicy. A codziennie do obsłużenia wszystkich kursów w rozkładzie jazdy potrzebujemy aż 880 osób – tłumaczy Maciej Dutkiewicz, rzecznik firmy.

– Taką opiekę będziemy zapewniali dzieciom przez kilka najbliższych dni – zapewnia Karolina Gałecka. – Dzięki temu rodzice będą mieli możliwość znalezienia im opieki w przypadku przedłużającego się strajku – mówi.

Solidarność rodziców

Nie wszyscy jednak mieli taką możliwość. Pani Anita, sprzedawczyni z Ostrołęki, musiała zostawić dwie córki u siostry. – Nasz szef powiedział, że w sklepie nie ma miejsca dla dzieci, a jeśli ktoś weźmie urlop na czas strajku, to może już nie wracać do pracy – opowiada. – Moja siostra może się zająć dziećmi przez dwa–trzy dni, ale później będzie trzeba szukać jakichś innych rozwiązań. Płatna opieka odpada, bo i tak ledwo wiążę koniec z końcem – mówi.

Ładna pogoda zachęciła rodziców, którzy zostali w domach, do wyjścia z dziećmi na dwór. Darmowe wejściówki dla dzieci ze strajkujących szkół udostępniły muzea, siłownie czy ogrody zoologiczne.

– Mnie strajk nie przeszkadza, prowadzę dom i nie pracuję, więc jestem w stanie zaopiekować się dziećmi – mówi Anna Chłopecka z Kielc. – W klasie mojego najstarszego syna jednak były dość duże problemy ze znalezieniem opieki dla dzieci. Jeszcze wczoraj byliśmy z innymi rodzicami na gorącej linii, próbując „rozdzielić" dzieci tych, którzy nie mogą wziąć wolnego w pracy. Ja wzięłam trzech kolegów syna – tłumaczy.

– Z jednej strony doskonale rozumiem, że zarobki nauczycieli są żenujące i mają oni prawo protestować, z drugiej – przecież dzieci to nie jest kilo mięsa, które można zamknąć w chłodni na tydzień, aż z powrotem właściciel otworzy sklep – denerwuje się inna z mam. – Boję się oddawać dzieci pod opiekę obcym ludziom.

Nauka w domu

Samorządy przekonują, że nie ma się czym martwić. – Zaangażowaliśmy wolontariuszy, emerytowanych pracowników oświaty z przygotowaniem pedagogicznym, skontaktowaliśmy się z placówkami kultury, które dzięki dodatkowym imprezom kulturalnym, sportowym i edukacyjnym na terenie miasta pomogą zapewnić opiekę jak największej liczbie dzieci i młodzieży – wymienia Grzegorz Kryger, wicedyrektor Wydziału Rozwoju Społecznego w Urzędzie Miejskim w Gdańsku.

Nauczyciele przekonują, że nie mają innego wyjścia. Woleliby pracować z dziećmi, jednak są zdegustowani i obrażeni na to, jak traktuje ich rząd.

– Rozmawiałam z nauczycielami z mojej szkoły. Oni widzą, że rząd nie traktuje ich poważnie – tłumaczy dyrektor 76. LO im. Marszałka Józefa Pilsudskiego w Warszawie Izabela Nowak-Piłka. – Dlatego rozumiem ich decyzję o strajku, podobnie jak rodzice i sami uczniowie.

Jak dodaje, wcześniej dzieci obawiały się, że przez strajk będą mogły mieć problemy z zaliczeniem przedmiotów. – Nie mogliśmy do tego dopuścić, więc stworzyliśmy tzw. karty pracy – tłumaczy. – Część zadań dzieci muszą wykonać samodzielnie w domu lub w szkole, a część pod nadzorem nauczyciela – tłumaczy. – Te drugie będą się liczyły jako klasówki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA