fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Zgon w Meksyku. Nie ma najmniejszych podstaw do twierdzenia, że Polakowi wycięto organy

fot. shutterstock
Nie ma cienia podejrzenia ani dowodu, że śmierć młodego Polaka w Meksyku była zabójstwem dla zyskania organów - twierdzi polska prokuratura.

 To była śmierć z powodu zatrucia tlenkiem węgla – twierdzi krakowska prokuratura, która bada okoliczności śmierci 20-letniego Grzegorza M., z małej wsi koło Tarnowa.

Tydzień temu Onet ujawnił dramatyczną historię młodych Polaków, którzy pojechali do pracy do Meksyku. Portal napisał, że dwóch z nich miało wycięte narządy wewnętrzne. „Mężczyzna, który stracił życie, prawdopodobnie miał wyciętą nie tylko nerkę, ale również inne organy” – relacjonowali dziennikarze.

Krakowska Prokuratura Okręgowa, która wszczęła śledztwo „w sprawie śmiertelnego wypadku w trakcie delegacji służbowej, do którego doszło na terenie Meksyku w dniu 13 do 14 lutego br.” twierdzi, że nic takiego nie miało miejsca - żadne dowody nie wskazują na zabójstwo w celu pozyskania organów.

Według wstępnych ustaleń śledczych, które częściowo poznali dziennikarze „Rzeczpospolitej”, trzech mężczyzn wysłała do Meksyku firma z Bochni, dla której pracowali. Na miejscu mieli oni wynajęte mieszkanie - trzypokojowe, z łazienką i pralnią (gdzie był piecyk gazowy - sprawny, lecz pomieszczenie nie miało wentylacji). Do lokalu dotarli zmęczeni około północy. Każdy zajął inny pokój. Według informacji „Rzeczpospolitej” nad ranem mężczyzna, który spał w pokoju najbardziej oddalonym od pomieszczenia z piecykiem gazowym, ocknął się, zobaczył nieprzytomnych kolegów i wezwał pomoc. 20-letni Grzegorz zmarł, drugi z mężczyzn trafił do szpitala - stwierdzono u niego zatrucie tlenkiem węgla, został odratowany.

Polak, który wezwał pomoc wrócił już do kraju. Według naszych informacji m.in. w oparciu o jego relację śledczy odtworzyli przebieg feralnej nocy. - Na podstawie dotychczasowych materiałów dowodowych pozyskanych z Meksyku drogą dyplomatyczną nie ma najmniejszych podstaw do twierdzenia, że zmarłemu Polakowi wycięto jakiekolwiek organy. Nie ma żadnego dowodu, który dawałby podstawę do stawiania tezy, że śmierć nastąpiła z innej przyczyny niż zatrucie tlenkiem węgla – mówi nam osoba znająca sprawę.

Prokuratura wszczęła śledztwo z artykułu o „narażeniu życia albo zdrowia pracownika i nieumyślnego spowodowania śmierci”. Otrzymała już dużą część dokumentacji od śledczych z Meksyku. Co z niej wynika i czy można ufać, że czynności wykonano rzetelnie? - Sądząc z przesłanych materiałów wszystko zrobiono zgodnie ze sztuką, prawidłowo i profesjonalnie – twierdzi nasze źródło. - Meksykanie wszystko obfotografowali, przesłuchali świadków – dodaje.

Na miejscu zdarzenia miał być koroner i prokurator. Dokonano oględzin ciała, i całego mieszkania – z tych czynności jest pełna dokumentacja fotograficzna. - Ze zdjęć oględzin wynika, że na ciele zmarłego nie ma ran, cięć ani obrażeń mogących wskazywać na to, że ktoś usunął mu narządy wewnętrzne. W mieszkaniu nie znaleziono śladów krwi – słyszymy.

Meksykanie przeprowadzili również sekcję zwłok mężczyzny, a jej wyniki przesłane zostały do Polski.

–  Najpierw robi się oględziny zewnętrzne, później sekcję zwłok. Pobiera się krew i mocz do badań, zabezpiecza się fragmenty organów do badań toksykologicznych. Jednym z elementów sekcji zwłok jest badanie zawartości różnych substancji we krwi. To badanie wykazało obecność hemoglobiny tlenkowęglowej, co, mówiąc potocznie świadczy o zatruciu czadem – opisuje nam jeden ze śledczych.

Nawet przy ograniczonym zaufaniu do meksykańskich śledczych, wersja o usunięciu narządów wydaje się nieprawdopodobna. - Organy osoby zatrutej tlenkiem węgla nie nadają się do przeszczepu. A zatrucie czadem wydaje się pewne, bo miał je również Polak, który trafił do szpitala – zaznacza nasz rozmówca.

Lada dzień ciało zmarłego przyleci do kraju, wtedy polska prokuratura zleci (najpewniej krakowskiemu Zakładowi Medycyny Sądowej) własną sekcję zwłok. - Rodzina ma prawo wiedzieć co się stało i uciąć makabryczne plotki – słyszymy. Zwłaszcza, że złożyła ona zawiadomienie, że „zginął śmiercią nagłą tragiczną”.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA