fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Projekt ws. mandatów kalką petycji z lipca od anonimowego obywatela

Projekt posłów PiS budzi sprzeciw opozycji i aktywistów demonstrujących na ulicach
PIOTR MOLECKI/EAST NEWS
Kontrowersyjny projekt w sprawie likwidacji prawa do odmowy przyjęcia mandatu jest kalką petycji do MSWiA. Jej autor pozostaje nieznany.

Projekt grupy posłów PiS, który ostatnio wpłynął do Sejmu, wywołał burzę, ponieważ wywraca znany i obowiązujący model. Zakłada, że mandat trzeba będzie przyjąć i ewentualnie później można się odwołać do sądu. „Rzeczpospolita" odkryła, że poselskie rozwiązanie jest niemal identyczne z tym, jakie już w lipcu ubiegłego roku zaproponował anonimowy obywatel w petycji, która trafiła do MSWiA.

„Propozycją moją jest wprowadzenie zmiany w KPOW w sprawie mandatów karnych, polegającej na braku możliwości odmowy przyjęcia mandatu karnego i stworzenia instytucji odwołania się od decyzji w formie mandatu do Sądu (...)" – czytamy w petycji, która figuruje na stronie MSWiA (10 lipca 2020 r. wpłynęła tu z Kancelarii Premiera).

Opozycja, także ta demonstrująca na ulicach, sprzeciwia się pomysłowi, argumentując, że jest wymierzony przeciw osobom manifestującym swoje poglądy i ma na celu zastraszanie. Entuzjastami nie są też posłowie koalicyjnego Porozumienia Jarosława Gowina, którzy zapowiadają głosowanie przeciw projektowi.

Autor nieznany

Kim jest jej autor – nie wiadomo, zastrzegł swoją tożsamość. Jednak żongluje wiedzą dotyczącą tematu, wie, ile czasu „tracą" policjanci, kiedy kierowca nie przyjmie mandatu – do czego dziś ma prawo.

Prześledziliśmy treść petycji oraz poselski projekt. Okazuje się, że oba pomysły idą dokładnie w tym samym kierunku. Nawet na odwołanie się do sądu – w obu przypadkach przewidziano na to siedem dni.

Jak autor petycji uzasadnia potrzebę zmian? Przytacza dane o wypadkach, ofiarach, kolizjach i ocenia, że polscy kierowcy nie zasługują na „łagodne traktowanie", co dziś ma miejsce. Często odmawiają przyjęcia mandatu, bo liczą, że gdy pójdą do sądu, ten ukarze ich łagodniej lub sprawa się przedawni.

Z powodu odmów tylko w przypadkach ujawnianych przez policję „rocznie do sądów trafia do rozpatrzenia ponad pół miliona spraw o wykroczenia" – wskazuje autor i ocenia, że zapadające w nich wyroki są „deprawujące społeczeństwo". A policjanci, jeśli ktoś nie przyjmie mandatu, tracą czas – „ok. godziny" – na napisanie wniosku o ukaranie, nie licząc przesłuchań. „W dobie palącego problemu, jakim są wakaty w policji, jest to rozrzutność" – ocenia „anonim".

Brak prawa do odmowy przyjęcia mandatu – jak twierdzi – funkcjonuje w wielu krajach UE i nam przyniesie korzyści – odciąży sądy od spraw „co do zasady oczywistych", a policjantom pozwoli skupić się na śledztwach i patrolowaniu ulic. Poselski projekt też wskazuje na konieczność odciążania sądów.

Projekt posłów PiS wywołał falę krytyki m.in. dlatego, że przerzuca na ukaranych ciężar składania odwołania do sądu – oceniają krytycy. Ale autor petycji uważa, że skoro pozostanie w prawie sama możliwość odwołania się do sądu, to konstytucyjne prawa obywatela będą zachowane.

Anonimowy autor idzie zresztą jeszcze dalej – proponuje zwiększyć wysokość mandatów za wykroczenia, bo obecne na kierowców nie działają.

„W 1997 r., gdy wchodził nowy taryfikator, płaca minimalna była niższa niż najwyższy mandat. Dziś zarabiamy znacznie więcej, a mandaty są na tym samym, niezmiennym poziomie" – zauważa i wskazuje, że maksymalny mandat za prędkość to u nas 500 zł. „W Niemczech, na Słowacji i na Litwie kary są minimum ponadczterokrotnie wyższe, a nie wszędzie zarabia się więcej niż w Polsce" – twierdzi. We Francji – podaje – za przekroczenie prędkości o 50 km/h kierowca traci prawo jazdy, rekwiruje mu się wóz, czekają go drogie kursy przygotowawcze i 1500 euro mandatu. I wypadków jest mniej.

Kara nieuchronna

Obecnie policjant za jedno wykroczenie drogowe może nałożyć do 500 zł mandatu, a przy tzw. zbiegu wykroczeń – do 1 tys. zł. Obywatel proponuje podnieść te kwoty – w pierwszym przypadku do 2 tys. zł, a w drugim do 4 tys.

Wszystko po to, by kara była „nieuchronna i dotkliwa", bo tylko taka działa – polscy kierowcy za granicą są „karni i poukładani".

Jak propozycje oceniło MSWiA? „Zagadnienia poruszone w petycji zostały przekazane zgodnie z właściwością do Sekretariatu Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego" – podaje resort. Rada nie odpowiedziała nam, co zrobiła z pomysłem „anonima". Czy zainspirował on posłów Zjednoczonej Prawicy?

– Nie słyszałam o petycji, ale poparłam projekt, zawiera dobre zmiany – mówi nam posłanka Barbara Bartuś, sekretarz Klubu Parlamentarnego PiS. I opowiada rodzinną historię, gdy jej zięć po niezawinionej przez niego kolizji w szoku przyjął mandat. – Jechał z żoną, małym dzieckiem, był pod presją sytuacji. Kiedy sprawę przemyślał i się odwołał, to sąd oznajmił, że jest na to za późno, i nie rozpoznał sprawy merytorycznie – wskazuje posłanka.

Mariusz Ciarka, rzecznik KGP, przyznaje, że taryfikator mandatów nie był zmieniany od lat.

– Co jakiś czas wraca dyskusja o podwyższeniu stawek kar. Obecnie najniższy mandat sięga 20 zł, a za wiele wykroczeń, w tym za przekroczenie prędkości, grozi maksimum do 500 zł.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA