fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Obóz Moria. Uchodźcy nie są mile widziani w Unii

Kluczem nowego pakietu migracyjnego Unii ma być zniechęcanie samych imigrantów
AFP
Dramat imigrantów w obozie Moria na wyspie Lesbos nie zmiękczy serc europejskich polityków. Ani Grecja, ani reszta Unii nie zamierzają ułatwiać życia uchodźcom.

Korespondencja z Brukseli

Pożar w Morii zaskoczyć mógł tylko tych, którzy problemem ośrodków na greckich wyspach nigdy się nie interesowali. Bo zarówno organizacje pozarządowe, jak i politycy od dawna ostrzegali, że coś musi się wydarzyć w przepełnionych obozach na greckich wyspach. Zdaniem policji sami imigranci podłożyli ogień, zmęczeni serią przeciwepidemicznych restrykcji w miejscu, które już dawno nie miało nic wspólnego z zasadami humanitaryzmu. Na razie pod zarzutem podpalenia aresztowano pięciu z nich.

200 osób na jedną toaletę, brud, kolejki po paczki żywności (niewystarczające dla wszystkich), przemoc i gwałty – to była codzienność na Lesbos. Ale ci, którzy myśleli, że podkładając ogień, poruszą sumieniem Europy i zmuszą Grecję do przeniesienia ich na stały ląd, skąd może łatwiej będzie przedostać się do bogatszych krajów Północy – ostatecznego celu każdego imigranta, raczej się rozczarują.

Niemcy obiecują przyjęcie tylko nieletnich, chorych i ich rodzin w liczbie do tysiąca. Być może niektóre inne państwa Unii Europejskiej zdecydują się na podobny krok, ale w obozie Moria było około 12 tys. uchodźców. Co ciekawe, sama Grecja również nie jest zainteresowana relokacją imigrantów do bogatszych państw kontynentu. Obawia się bowiem, że w dłuższej perspektywie zwiększy to napływ imigrantów z kierunku tureckiego do niej, a w krótszej – zachęci do podpaleń w innych, przepełnionych obozach na greckich wyspach.

Komisja Europejska od miesięcy przygotowuje nowy pakiet legislacyjny dotyczący migracji. Miał on zostać ogłoszony 30 września, wydarzenia na Lesbos spowodowały przyspieszenie jego prezentacji. Nie wygląda jednak na to, by poruszające obrazy z pogorzeliska w Morii zmieniły nastawienie Unii do problemu migracji.

– W czasie dyskusji ambasadorów państw członkowskich tradycyjnie Hiszpania czy Włochy apelowały o zdecydowane kroki w polityce migracyjnej, w tym solidarność wszystkich państw członkowskich i relokację. Ale inni po prostu pytali, jak można by pomóc w tej konkretnej sprawie – mówi nam nieoficjalnie wysoki rangą dyplomata z południa Europy.

Komisja Europejska nie ujawnia na razie szczegółów pakietu, ale jedno jest pewne już od dawna: nie będzie w nim systemowej i obowiązkowej relokacji, czyli konieczności przyjmowania uchodźców z państw granicznych Unii przez wszystkie pozostałe państwa członkowskie. Taka propozycja była w pakcie migracyjnym przedstawionym przez poprzednią Komisję w 2016 roku, nawet z sankcjami finansowymi za każdego nieprzyjętego uchodźcę. Ale przez lata nie dało się dojść do żadnego kompromisu z powodu oporu Polski i innych krajów Grupy Wyszehradzkiej, za którymi chętnie skrywały się inne państwa Unii. Rozumieją to już państwa Południa. – Relokacja jest ważna, ale to nie może być kluczowy komponent pakietu. Bo inaczej zablokujemy się w starej dyskusji – mówi nam wspomniany dyplomata. Jego zdaniem możliwe są inne formy solidarności, ale poważne. – Nie mówimy o wysyłaniu kilku koców – zauważa.

Kraje Południa przez lata mogły się zgadzać na brak relokacji i ponoszenie w pełni ciężaru przyjmowania migrantów, bo faktycznie istniało ich wtórne przemieszczanie się na północ Europy. Jednak przy uszczelnianiu ruchu na granicach wewnętrznych Unii i przy większych obowiązkach związanych z rejestracją imigrantów nie chcą znaleźć się w sytuacji, gdy muszą u siebie zatrzymywać dziesiątki tysięcy osób. Dlatego kluczem nowego pakietu ma być zniechęcanie imigrantów.

– Będzie rozszerzone używanie procedur granicznych i administracyjnego zatrzymania w strefach granicznych. Priorytetem jest ograniczenie wtórnego przemieszczania się. Jak im to uniemożliwić, jak ich do tego zniechęcić? To jest kontrowersyjne, jeśli chodzi o zgodność z prawem azylowym i z europejską kartą praw podstawowych – mówi „Rzeczpospolitej” Roberto Cortinovis, ekspert European Policy Center w Brukseli. Jeśli to się uda, to powinien zmniejszyć się napływ imigrantów, którzy zrozumieją, że nie da się łatwo opuścić ośrodków zatrzymania.

W pakiecie może znaleźć się próba przekupienia państw granicznych: za pomoc finansową i organizacyjną zgodziłyby się one na pozostawienie problemu u siebie. Trochę tak jest teraz w ośrodkach na greckich wyspach, ale na dużo większą skalę.

– To może być politycznie trudne do zaakceptowania np. dla rządu włoskiego: powiedzenie swojej opinii publicznej, że zostajemy sami z tym problemem, nawet jeśli z unijnymi pieniędzmi – uważa Cortinovis.

Dlatego pakt, jeśli ma być przyjęty, musi zawierać też inne formy solidarności ze strony pozostałych państw Unii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA