fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Walka o każdego, kto jest zdolny nosić broń

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Wojsko samo z sobą konkuruje o kandydatów, dlatego system naboru do armii powinien się zmienić. Teraz armia eksperymentuje na żywym organizmie.

Wojska Obrony Terytorialnej wprowadzają nowatorski system wsparcia dla kandydatów. Do włożenia munduru namawiają rekruterzy, którzy mają łowić kandydatów i pomagać im szybko ominąć biurokratyczne rafy systemu naboru do wojska. Własną rekrutację prowadzi też Narodowe Centrum Bezpieczeństwa Cyberprzestrzeni, osobno szukaniem kandydatów zajmują się wojskowe komendy uzupełnień.

Gołym okiem widać, że trwa walka o każdego zdolnego do noszenia broni, a wojskowi mają świadomość, że bez wysiłku i niestandardowych działań nie wykonają ustalonych przez resort obrony norm uzupełnienia etatów w wojsku. W tym roku liczebność armii powinna wzrosnąć o kilka tysięcy osób.

Kreatywne działania podejmuje właśnie WOT, który maksymalnie upraszcza system rekrutacji. W brygadach powstały nieetatowe mobilne zespoły rekrutacyjne. Headhunterzy pomogą kandydatom wypełnić wniosek o powołanie do służby, a następnie w ich imieniu złożą dokumenty do wojskowych komend uzupełnień. A potem będą opiekowali się kandydatem do czasu złożenia przysięgi.

Około 60 rekruterów to żołnierze Terytorialnej Służby Wojskowej, którzy w cywilu pracują w działach HR. Kwartalnie każdy z nich powinien złowić co najmniej dziesięciu kandydatów. Na co będą oni mogli liczyć? Na pewno nie na prowizję od złowionej osoby, ale np. pochwałę od dowódcy, dodatkowy urlop albo okolicznościową nagrodę finansową przyznawaną najlepszym żołnierzom.

Jak na razie to program pilotażowy. Skuteczność działania łowców głów poznamy za kilka miesięcy.

Sposób ten wart jest zainteresowania, bo może wytyczyć drogę dla całych Sił Zbrojnych. Jego celem nie powinno być jednak tylko ominięcie zbiurokratyzowanych WKU, ale też głęboka reforma systemu naboru do armii.

Jest taka nadzieja. Przypomnijmy, że działające od początku roku biuro do spraw programu „Zostań żołnierzem Rzeczypospolitej" MON w istocie ma taki cel. Już za miesiąc powinny powstać wojskowe centra rekrutacji, czyli huby, w których kandydaci do wojska zostaliby obsłużeni w ciągu kilkunastu, kilkudziesięciu godzin.

Pierwszym krokiem – co wydawało się dotychczas niemożliwe – będzie złożenia aplikacji przez internet. W obiekcie wojskowym, np. w WKU lub hostelu, kandydaci do armii (zarówno do zawodowej służby zawodowej, uczelni wojskowej, jak i terytorialnej służby wojskowej WOT) przejdą wstępną selekcję. Zaliczą badania lekarskie, test psychologiczny. Tam też otrzymają skierowanie do konkretnej jednostki wojskowej.

Założenie jest takie, że wojskowe centra rekrutacji organizowane byłyby w każdym województwie w różnych lokalizacjach kilka razy w miesiącu, w zależności od liczby chętnych. Następnie osoby, które przeszłyby selekcję, kierowane byłyby na szkolenie podstawowe. Z kolei obieg dokumentów odbywałby się w formie elektronicznej.

Jeżeli celem reformy jest maksymalne uproszczenie i ujednolicenie procedur rekrutacyjnych, to jednocześnie aktywnie działające zespoły łowców głów powinny obejmować nie tylko kandydatów do WOT, ale do wszystkich rodzajów wojsk. Bo teraz można odnieść wrażenie, że różne instytucje wojskowe starają się zwerbować tych samych kandydatów w swoje szeregi. Przykład? Łowcy WOT mają szukać chętnych podczas spotkań z organizacjami proobronnymi, harcerzami czy uczniami klas mundurowych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA