fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

F-35 wypatrywane jak deszcz

Zakup F-35 spowoduje skokowy wzrost możliwości Sił Zbrojnych fot. Donald R. Allen
materiały prasowe
Szef MON ogląda bazę samolotów najnowszej generacji, a polska armia wypatruje ich niemal tak samo jak dzisiaj każdy z nas cienia.

W piątek Siły Powietrzne na krótko znalazły się w sytuacji kryzysowej. Okazało się, że w czasie rutynowego lotu wyłączył się silnik samolotu Su-22. Na szczęście pilot zdołał uruchomić maszynę i bezpiecznie wylądować. Incydent nie spowodował konieczności wstrzymania lotów tych maszyn.

To istotne, bo stan polskich Sił Powietrznych jest w stanie zapaści. Od marca po katastrofie lotniczej uziemione są samoloty MiG-29. Maszyny te nie zostaną wycofane z eksploatacji, ale na razie nie wiadomo, kiedy ponownie będą realizowały swoje zadania.

Nawet gdy zapadnie decyzja o ich powrocie do patrolowania naszego nieba, i tak nie wszystkie będą mogły wykonywać takie zadania. Część tych posowieckich maszyn najpewniej będzie wykorzystywana jako zespół części, które można wymontować. Wojsko nazywa takie zjawisko kanibalizacją.

Polskie niebo skutecznie jest chronione tylko przez „jastrzębie", czyli samoloty F-16. Dlatego niezwykle ważne są rozmowy prowadzone przez MON na temat zakupu samolotów V generacji. Mariusz Błaszczak na ten temat rozmawiał w Eglin Air Force Base w USA. Temat zakupu tych maszyn pojawi się w czasie rozmów polskiej delegacji przy okazji spotkania Duda–Trump w Waszyngtonie.

Amerykanie deklarują, że „rozważają możliwość sprzedaży F-35" do naszego kraju, a MON wysłał już do strony amerykańskiej tzw. LoR (Letter of Request), czyli wykonał pierwszy krok do pozyskania tych maszyn. Kongres w ciągu sześciu miesięcy powinien wyrazić zgodę na sprzedaż. Dopiero wtedy można sformułować projekt ramowej umowy, tzw. LOA (Letter of Offer and Acceptance).

Na razie nie ma pewności, jaka będzie odpowiedź strony amerykańskiej na naszą propozycję i nie wiemy, ile będą one kosztowały (być może cena za sztukę spadnie poniżej 100 mln dol.). Polska planuje kupić 32 takie maszyny.

W trakcie wizyty w Warszawie wiceprezes Lockheed Martin Richard H. Edwards mówił, że w przypadku, gdyby kontrakt został podpisany w 2019 r., pierwsze samoloty trafiłyby do Polski w 2024 r. Jedna z opcji przewiduje wypożyczenie do Polski takich maszyn, aby szkolić na nich pilotów. To istotne, bo teraz nie mamy odpowiedniego personelu i już powinny zapadać decyzje o przygotowaniu pilotów o zupełnie innych nawykach niż te, które utrwalano latami w klasycznym bojowym lotnictwie. Drugą nierozstrzygniętą sprawą jest konieczność stworzenia odpowiedniej infrastruktury. Idealnie byłoby, gdyby wpisywała się ona w budowę tzw. Fortu Trump, a z bazy F-35 w Polsce mogli też korzystać Amerykanie. Potrzebujemy też specjalistów od naprawiania i konserwowania systemu stealth.

Dzisiaj trochę sprzyja nam sytuacja geopolityczna. Być może przyspieszenie dostaw będzie możliwe z tego powodu, że Amerykanie wypchną z kolejki po F-35 Turków, którzy kupują w Rosji system S-400. Pierwsze decyzje już zapadły i piloci tureccy mają przerwać szkolenie prowadzone na F-35 w USA.

Zakup takiego samolotu spowoduje skokowy wzrost możliwości naszych Sił Zbrojnych. Maszyny te będą mogły stać się głównym elementem naszego arsenału odstraszania. Takie samoloty chronione technologiami stealth (zatem trudne do wykrycia) mogą, o ile będziemy posiadali zdolności do pełnego ich wykorzystania, pokonywać tworzone przez Rosjan bariery antydostępowe. Słowem dokonać skutecznego ataku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA