fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

"Antyterroryści wykonują najniebezpieczniejszy zawód w Polsce"

Agnieszka Mikłaszewicz
- Jednostki AT mają dzisiaj bardzo szerokie uprawnienia, jeśli chodzi o walkę z terroryzmem i w zasadzie nie spotkaliśmy się z przypadkami, w których w rażący sposób zmuszeni byliby naruszać prawo. Czy naciągają? Pewnie tak. Pamiętajmy, że antyterroryści działają w skrajnych warunkach, często biorą udział w akcjach, gdzie od ich powodzenia zależy ludzkie życie – mówią serwisowi rp.pl autorzy książki “Antyterroryści. Polskie elitarne siły specjalne w akcji”, czyli Mateusz Baczyński I Janusz Schwertner.

Książka „Antyterroryści. Polskie elitarne siły specjalne w akcji” pojawiła się na półkach 4 września. Dlaczego zdecydowaliście się opisać historie właśnie z ich perspektywy?

Mateusz Baczyński: Wszystko zaczęło się od wywiadu, którego dwa lata temu udzielił mi Wojtek Majer, były szef Biura Operacji Antyterrorystycznych. Liczba historii, które opowiedział mi w trakcie naszej trzygodzinnej rozmowy była taka, że nie byłem w stanie zmieścić ich wszystkich w jednym wywiadzie. A w zasadzie każda z nich to był gotowy scenariusz na film. Dotarło też wtedy do mnie, że antyterroryści to ludzie, którzy na co dzień wykonują najniebezpieczniejszy zawód w Polsce i pokazanie tej pracy z ich perspektywy byłoby pasjonujące. Co czują w trakcie akcji, kiedy decydują się pociągnąć za spust, jak to znoszą psychicznie, czy przekłada się to na ich życie prywatne itd. Tym bardziej że nikt tego wcześniej nie zrobił w taki sposób. Łącznie przeprowadziliśmy kilkadziesiąt rozmów z byłymi i obecnymi antyterrorystami.

Janusz Schwertner: Był taki czas w Polsce, że dziennikarze - my także - oddawali głos głównie gangsterom To oni stawali się narratorami przestępczego świata. To było bardzo pociągające i atrakcyjne, ale w efekcie to oni przejęli nad tą narracją kontrolę. Chcemy to zmieniać. Wiele już wiadomo o najbrutalniejszych mafiach, jakie panoszyły się po Polsce - ale wciąż niewystarczająco dużo o gliniarzach, którzy stawiali im czoła.

W lekturze spotkamy się z rozmowami z funkcjonariuszami AT, czy też ze zbiorem opowiadań, powstałych na bazie tego, co usłyszeliście?

Mateusz Baczyński: Zależało nam na tym, żeby to oni przede wszystkim byli narratorami tej historii, dlatego też spędziliśmy na rozmowach z nimi wiele godzin. Same spotkanie też odbywały się w różnych okolicznościach – nieraz przyjeżdżaliśmy do budynku BOA wieczorami i siedzieliśmy razem z nimi w trakcie dyżurów bojowych – czyli w sytuacji, kiedy w każdej chwili mogło dojść do alarmu, a oni musieliby rzucić wszystko i jechać na akcję. To świetnie oddawało klimat tej pracy i pokazywało, że życie antyterrorystów jest nieprzewidywalne. W jednym momencie siedzisz, jesz kanapkę, gadasz z kumplami, a za chwilę musisz łapać za broń i lecieć helikopterem na drugi koniec Polski odbijać zakładników.  

Janusz Schwertner: Forma tej książki jest zróżnicowana. Są tam i nasze przemyślenia, i duży reportaż dotyczący słynnej strzelaniny w Magdalence, i rozbudowane wywiady z polskimi antyterrorystami. Byłymi i obecnymi. A na końcu olbrzymia rozmowa z grupą kilkudziesięciu występujących anonimowo funkcjonariuszy AT. Jednak - chciałbym to zaznaczyć - obojętne, czy nasi rozmówcy mówią pod nazwiskiem, czy nie, opowiadają o swojej pracy bez ściemy i bez lukrowania rzeczywistości. To są mocne historie, męskie, pokazujące, że trzeba mieć naprawdę twardy charakter, by zdecydować się na taką robotę.

„Strzelaniny, wojny gangów, podkładanie bomb i pościgi to codzienność polskich antyterrorystów. Teraz po raz pierwszy ujawniają tajniki swojej pracy” – taką sentencję znajdujemy na tylnej okładce. Jak udało się wam namówić tych funkcjonariuszy do rozmów?

Mateusz Baczyński: Nie było to łatwe, bo funkcjonariusze AT to bardzo hermetyczna grupa, która niechętnie dopuszcza do siebie ludzi z zewnątrz. Jesteśmy pierwszymi dziennikarzami, przed którymi otworzono drzwi do Biura Operacji Antyterrorystycznych. Tutaj musimy podziękować Dariuszowi Ziębie, obecnemu szefowi BOA, który nam zaufał i pozwolił zbliżyć się jednostki, poznać ludzi, którzy tam pracują i spędzić dużo czasu na rozmowach z nimi. Oczywiście na początku podchodzili do nas nieufnie, ale z czasem zaczęli się otwierać i opowiadać nam nie tylko o swojej pracy, ale też o życiu rodzinnym, o cenie, jaką płacą za tę służbę i absurdach, z jakimi muszą się stykać w policyjnej rzeczywistości. W pewnym momencie było już tak, że opowiadali nam historie, które z naszego punktu widzenia wydawały się kontrowersyjne, a oni sami dodawali jeszcze: “tylko koniecznie napiszcie o tym w książce”. Zresztą szybko zauważyliśmy, że to są faceci, którzy nie mają w swojej naturze owijania w bawełnę i lukrowania rzeczywistości. Walą prosto z mostu, szczerze i bez udawania, co z pewnością jest dużym atutem tej książki.

Przeglądając internet, natrafiłem na opinie, że książce będzie towarzyszyć bardzo duży rozgłos, ponieważ nie znajdziemy cenzury w waszej lekturze. Jak zapatrujecie się na takie opinie?

Mateusz Baczyński: Ta książka to zdecydowanie nie jest broszura promocyjna. Oczywiście, antyterroryści są jej pozytywnymi bohaterami, ale nie unikamy też trudnych tematów. Czytelnicy przeczytają m.in. o nieudanych akcjach, problemach finansowych w jednostce, czy kuriozalnych rozkazach przełożonych. Jeden z byłych antyterrorystów opowiedział nam na przykład, że po służbie dorabiał sobie jako bramkarz na dyskotekach i brał udział w bójkach z gangsterami, którzy przychodzili do tych lokali po haracz. Także tego typu historii też nie zabraknie.  

Janusz Schwertner: W tej książce nie ma cenzury. Oczywiście antyterroryści nie zdradzają nam technik operacyjnych, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. To byłoby głupie i szalenie niebezpieczne. Ale o swoim życiu i najtrudniejszych akcjach opowiadają bez ściemy. Cóż, pozytywna recenzja Patryka Vegi, jaką wystawił naszej książce, zobowiązuje nas do tego, by nie była to opowieść dla małych dzieci (śmiech). A tak poważnie, to w życiu nie wypuścilibyśmy tej książki w świat, gdybyśmy nie dotarli do takich rozmówców i do takich historii, do jakich ostatecznie udało nam się dotrzeć.

Choć premiera książki odbyła się we wrześniu, w internecie pojawiają się już pytania, kiedy powstanie druga część. Może jest już w czasie produkcji i ukaże się przed końcem 2019 roku?

Mateusz Baczyński: Nie wykluczamy tego, że w przyszłości powstanie druga część. Z pewnością jest jeszcze wielu bohaterów, z którymi warto byłoby porozmawiać i mnóstwo nieopowiedzianych historii. Niemniej jednak, chcemy najpierw zobaczyć z jakim przyjęciem spotka się nasza pierwsza książka. Jeśli zainteresowanie będzie duże, to pomyślimy nad kontynuacją.  

Janusz Schwertner: Póki co myślimy o innych projektach, także książkowych. No i od kilku miesięcy prowadzimy program „Gry Uliczne”, który można oglądać w Onecie i na YouTubie. Jeśli komuś będzie mało gangsterskich opowieści, to tam ich nie zabraknie. Właśnie szykujemy drugi sezon, premiera - podobnie jak „Antyterrorystów” - we wrześniu.

Włodzimierz Lenin mawiał: „Celem terroryzmu jest szerzenie terroru”. Podobne odpowiedzi czytelnik będzie mógł znaleźć w waszej książce?

Mateusz Baczyński: Większość antyterrorystów mówi nam wprost, że do zamachu w Polsce dojdzie wcześniej, czy później – pytanie tylko kiedy i jak będziemy na tę sytuację przygotowani. Oni oczywiście muszą nastawiać się na najgorsze, bo na tym polega ich praca. Ale z pewnością nie jest tak, że żyjemy na zielonej wyspie i możemy wychodzić z optymistycznego założenia, że u nas nigdy nic złego się nie stanie.

Janusz Schwertner: Wie pan, jakie jest moim zdaniem najważniejsze pytanie dotyczące współczesnego terroryzmu, jakie zadajemy w tej książce Kubie Jałoszyńskiemu, byłemu szefowi AT? Czy w Polsce dojdzie kiedyś do dużego zamachu terrorystycznego. Czy islamiści wezmą sobie za cel Warszawę albo inne duże miasto. I czy jesteśmy na to przygotowani. No bo jakby posłuchać polityków, to jesteśmy bezpieczną enklawą, najbezpieczniejszym miejscem w Europie, a całe zło dzieje się we Francji, Niemczech… Odpowiedzi, jakich udziela nam Jałoszyński, są umiarkowanie optymistyczne. Mówiąc łagodnie. Choć może dodam od razu, że w tej książce skupiamy się raczej na gangsterach i mafiach, o terroryzmie jest znacznie mniej.

„Terroryzm działa absolutnie niekonwencjonalnymi środkami, państwo swoją armią nigdy z nim nie wygra” – patrząc na słowa Tadeusza Mazowieckiego, byłego premiera Polski chcę zadać pytanie czytelnik w waszej lekturze spotka się z opisem choć jednej tzw. czystej zagrywki ze strony AT?

Mateusz Baczyński: Jednostki AT mają dzisiaj bardzo szerokie uprawnienia, jeśli chodzi o walkę z terroryzmem i w zasadzie nie spotkaliśmy się z przypadkami, gdzie w rażący sposób zmuszeni byliby naruszać prawo. Czy naciągają? Pewnie tak. Pamiętajmy, że antyterroryści działają w skrajnych warunkach, często biorą udział w akcjach, gdzie od ich powodzenia zależy ludzkie życie. W tym kontekście przypominają mi się słowa jednego z nich: „W tej pracy każdy błąd może kosztować wiele. Nie weźmiesz pod uwagę najmniejszego szczegółu i może to się skończyć dramatycznie. I weź teraz idź, powiedz rodzinie swojego podwładnego, że on kurwa nie żyje, bo ty źle przekalkulowałeś siły...”. Myślę, że to dobrze oddaje skalę odpowiedzialności, jaka na nich ciąży. Dlatego przepisy przepisami, ale oni muszą działać przede wszystkim skutecznie, czyli w taki sposób, żeby zneutralizować przeciwnika i bezpiecznie wrócić do domu.

Janusz Schwertner: Pyta pan o „czyste zagrywki”. Mam w głowie opowieści naszych rozmówców, którzy brali udział w zatrzymywaniach najgroźniejszych bandytów: zabójców, pedofilów, porywaczy… Zdarzało się, że zatrzymywali ich raz, drugi, a oni jakimś cudem później wymykali się sprawiedliwości i wracali do społeczeństwa. Powiem tak: owszem, zdarzały się sytuacje, że antyterroryści mieli ochotę wymierzać sprawiedliwość na własną rękę. Potraktować kogoś przy zatrzymaniu „mocniej”, niż pozwalałyby na to przepisy. To są cholernie trudne momenty, gdy obcujesz z taką skalą zła w swojej robocie praktycznie na co dzień. Trzeba bardzo uważać, by samemu nie przekraczać granic.

Zdzisław Wardejn w „Na krawędzi” mówił: „Ja patrzę nawet, jak nie widzę. U ludzi jest inaczej – nawet, jak patrzą, to nie widzą”. Jak przytoczone wyżej słowa pasują do lektury „Antyterroryści. Polskie elitarne siły specjalne w akcji”?

Janusz Schwertner: To nam pan zaserwował wyzwanie intelektualne… (śmiech) Ale nie no, to proste i faktycznie nieźle opisuje robotę antyterrorystów. Ostatnio razem z Mateuszem byliśmy na Przystanku Woodstock. Z opowieści wiemy, że na tę imprezę przyjeżdża spora grupa funkcjonariuszy AT, których zadaniem jest dodatkowe zabezpieczenie imprezy. Widziałeś gdzieś choćby jednego z nich? Ja nie. A oni nas pewnie widzieli. (śmiech)

Mateusz Baczyński: To prawda, z tego co wiem, to mieli na tej imprezie nawet rozstawionych snajperów, ale też żadnego nie wypatrzyłem (śmiech). Natomiast słyszałem, że zdjęli jednego drona , którego wypuścił w trakcie festiwalu jakiś cudzoziemiec. Musiał się nieźle zdziwić, kiedy okazało się, że za tą “niewinną” zabawę zatrzymali go antyterroryści (śmiech).

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA