fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Prof. Wyrzykowski: Trzeba bronić konstytucji

Fotolia.com
Musimy zacząć powtarzać zmodyfikowane wezwanie Katona, nie o zburzenie Kartaginy, lecz o respekt dla ustawy zasadniczej – uważa profesor.

W dniach 14–15 grudnia odbył się II Kongres Praw Obywatelskich organizowany przez rzecznika praw obywatelskich we współpracy z OBWE/ODHIR. Rzecznik wykonuje swój konstytucyjny mandat w warunkach, które wymagają szczególnej refleksji nad stanem wolności i praw jednostki.

Dużo, ale nie wszystko

Od trzech lat Konstytucja RP jest trwale, intencjonalnie naruszana, w procesie zarówno stanowienia prawa, jak i stosowania. Nie mamy kryzysu konstytucyjnego. Ten miał miejsce w listopadzie i grudniu 2015 r. Od tamtej pory obserwujemy wzmożony proces wyłączania poszczególnych norm i mechanizmów konstytucji i zmianę konstytucyjnego porządku państwa bez formalnej zmiany konstytucji. Dzieje się to w trybie ustawodawstwa zwykłego. Jest to możliwe dlatego, że wyłączony został najważniejszy bezpiecznik współczesnego państwa: sądowa kontrola konstytucyjności prawa.

Analiza wniosków do Trybunału Konstytucyjnego w sprawach ustaw uchwalonych w ostatnich trzech latach prowadzi do następującej obserwacji – wątpliwości dotyczyły ponad 30 norm konstytucyjnych. Wszystkie przykłady naruszonych przepisów, w tym zasad podstawowych, związane są – u swojej podstawy – z odrzuceniem ich funkcji gwarancyjnych o charakterze ustrojowym, systemowym i instytucjonalnym. A każdorazowo, w samej istocie, chodzi o wolności i prawa jednostki.

Nienachalna miłość władzy politycznej do konstytucji ma swoje konsekwencje. Obserwujemy proces „wrogiego przejęcia" porządku konstytucyjnego. Zawiódł mechanizm ochrony konstytucji – jej statusu jako prawa najwyższego i skutecznie działających instytucji obrony konstytucji, włącznie z zobowiązaniami wynikającymi z norm prawa międzynarodowego. Okazuje się, że wbrew temu, co kiedyś stwierdził TK, „ustawodawcy wolno dużo, ale nie wolno wszystkiego", uważa on, że wszystko mu wolno. Odbywa się to w trybie parlamentarnym, który jest zaprzeczeniem zasady przyzwoitej legislacji.

Elementem składowym tego procesu jest coraz powszechniejsza wykładnia norm konstytucyjnych wroga samej istocie konstytucji. To rzeczywistość będąca wyrazem zamierzonej strategii zarówno jawnej, jak i ukrytej, stosująca przewrotną retorykę, skrajny instrumentalizm i w całości oparta na złej wierze. Przykłady: tzw. reforma TK czy wymiaru sprawiedliwości, prawo łaski, zgromadzenia cykliczne.

Wrogie przejęcie porządku konstytucyjnego to także obserwowane, z coraz mniejszym zdziwieniem, ale coraz większym przerażeniem, oszustwa argumentacyjne. Przykład to twierdzenie, że sędziom nie wolno wypowiadać się w sprawach związanych z konstytucyjnym i ustawowym porządkiem prawnym, bo to materia polityczna, a wobec sędziów obowiązuje zakaz angażowania się w politykę.

Inna pułapka argumentacyjna dotyczy nieudolnego usiłowania uzasadnienia pozbawienia stanowiska I prezesa SN ze względu na osiągnięcie wieku emerytalnego, obniżonego z naruszeniem konstytucyjnej gwarancji nieusuwalności sędziów. Według przewrotnej argumentacji prezesem może być wyłącznie urzędujący sędzia, natomiast prof. M. Gersdorf jest uważana przez władzę polityczną za sędziego w stanie spoczynku, zatem z natury rzeczy (to ważny element) nie może być I prezesem SN. To pozornie logiczne, założenia intencjonalnie pomijają zarówno wspomnianą konstytucyjną gwarancję nieusuwalności sędziów, jak i istotę konstytucyjnie gwarantowanej sześcioletniej kadencji I prezesa SN, ale także prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego. To nadużycie interpretacyjne, mające pozór żelaznej logiki, by zrealizować cel zakazany przez konstytucję – manipulowanie, a tym bardziej skrócenie w jakiejkolwiek formie i pod jakimkolwiek pozorem kadencji prezesów sądów.

Rzecz nie w przeciwdziałaniu przemianom, ale w uniemożliwieniu nałożenia na te procesy maski legalności. Nie ma zgody na żaden bal maskowy. Bo ani to partytura Giuseppe Verdiego, ani przy pulpicie nie stoi Arturo Toscanini.

Zamknij usta, obywatelu

Ostatni przykład to domniemanie konstytucyjności ustaw. Argument brzmi: dopóki TK nie wypowiedział się w sprawie konstytucyjności ustawy, ta zachowuje przymiot konstytucyjności. Stwierdzenie to zawiera w sobie jeszcze jedno. Obywatelu – skoro o konstytucyjności orzeka Trybunał, nie masz prawa zabierać głosu w tej sprawie. Tyle że orzeczenie o niekonstytucyjności prawa kończy postępowanie przed TK, ale nie musi kończyć dyskusji o problemie rozstrzygniętym przez sąd konstytucyjny.

To mechanizm zamykania ust obywatelom: przecież każdy jest interpretatorem konstytucji. Zamykanie ust jest sprzeniewierzeniem się konstytucyjnej zasadzie, iż władza należy do narodu. Powtarzam: w konstytucji wszystko jest o nas. My jesteśmy konstytucją.

Jeżeli polityk usiłuje wyłączyć prawnikom możliwość wypowiedzi na tematy prawa, należałoby zastosować przyjętą w tej postawie logikę i pozbawić lekarzy możliwości wypowiadania się w sprawach zdrowia, nauczycielom w sprawach metodyki i treści nauczania, a politykom – w sprawach politycznych.

Oszustwo argumentacyjne jest pułapką i szantażem. Gdy raz się mu poddamy, nigdy nie wyjdziemy z korkociągu zła i słabości. Oszustwo argumentacyjne ma zniszczyć podstawy rozumu publicznego. Bywa, że niszczy skutecznie. Gdy mówimy o prawie, myślimy także o prawnikach. O ich roli, zadaniach, etosie i odpowiedzialności. Także o stosowanych przez nich metodach argumentacji i nadużyciach argumentacyjnych. Dlatego, że budowa demokracji potrzebuje prawników. A destrukcja prawników nie wymaga. Wystarczą absolwenci.

Gdy powstaje powszechne przekonanie, że wyłączony został mechanizm skutecznej kontroli konstytucyjności prawa, ustawodawca zuchwale realizuje działalność niemającą podstaw w konstytucji. Wcześniej są tylko próby, testowanie granic. Gdy ten etap nastąpi, proces naruszania prawa osiąga stan, który Gustaw Radbruch określił jako stan ustawowego bezprawia. Najpierw jest ustawowe bezprawie, potem bezprawie konstytucyjne.

Obserwujemy stopniową erozję mechanizmów zabezpieczających konstytucyjny porządek prawny i moralny. Zastanawiamy się, jakie mechanizmy można było zawrzeć w konstytucji, by nie dopuścić do obserwowanych zmian. Powstaje jednak pytanie, ile zamków trzeba założyć w państwie prawa, by ustrzec się przed szkodami wyrządzonymi przez tych, którzy nie respektują reguł. Ile? Trzy, pięć, dziesięć...

Państwo konstytucyjne nie tworzy zbędnych mechanizmów. Ono tworzy przesłanki niezbędne dla realizacji jego zasad i wartości. Nie jest państwem konstytucyjnym takie, w którym te zasady nie są rozumiane i przestrzegane.

W ostatnich trzech latach uwaga opinii publicznej, w Polsce i w Europie, była skoncentrowana na kwestii rządów prawa. W tle sporu o praworządność następował stopniowy proces erozji polskiego parlamentaryzmu.

Parlament jest reprezentantem suwerena. Suwerenne jest tylko takie państwo, którego organy działają na podstawie i w granicach prawa. Nie może nazywać się konstytucyjnym państwem suwerennym takie, którego konstytucja jest naruszana przez jego organy.

Znane objawy pozorów porządku parlamentarnego to nagłe wprowadzanie projektu ustaw pod obrady Sejmu; trzy czytania ustawy ustrojowej nowelizującej ustawę o Sądzie Najwyższym w ciągu 3 godzin i 40 minut; brak możliwości jakiejkolwiek analizy treści i skutków regulacji; drakońskie sankcje za zachowania uznane przez marszalka Sejmu za „niewłaściwe" – obniżenie pensji do 50 proc. czy kara 3 tys. zł za przedłużenie wypowiedzi o 40 sekund itp.

Wracając do Kongresu Praw Obywatelskich, powraca obraz posiedzenia Sejmu, które nabrało charakteru symbolu. Piątkowe popołudnie, 19 lipca 2018 r., godzina 17.20. Punkt porządku obrad Sejmu: informacja rzecznika o stanie państwa w zakresie wolności i praw obywatela. Przed chwilą zakończyły się głosowania, sala była pełna. O godz. 17.20 jest na niej ok. 12–14 posłów. W sumie mniej niż 3 proc. składu izby. A szczodrość marszałka Sejmu wyraża się w przyznaniu rzecznikowi 15 minut na przedstawienie sprawozdania liczącego 800 stron.

Pokazuje to skalę rozumienia istoty wolności i praw jednostki przez parlament. To jest także wyraz lekceważenia rzecznika będącego konstytucyjnym organem państwa. Zaczynamy się do tego przyzwyczajać. Przecież nie ma w konstytucji bezpośrednio sformułowanego „nakazu przyzwoitego zachowania". A skoro nie ma nakazu, nie ma też zakazu zachowania nieprzyzwoitego. Ani Arystoteles, ani Schopenhauer nie mogli pojąć tej logiki, nie tylko z powodu nieznajomości języka polskiego. Nieobecność posłów to coś więcej niż niegrzeczność. To wyraz pogardy dla obywatelek i obywateli.

Tak mi już zostało

Konstytucja ma wymiar normatywny, ale także symboliczny. Im bardziej traci znaczenie normatywne, tym większe staje się symboliczne.

Pamiętam wiec na Uniwersytecie Warszawskim 8 marca 1968 r. Wtedy pierwszy raz skandowałem „konstytucja". I tak mi już zostało. Dziś znów konstytucja stała się najbardziej widocznym i najbardziej przejmującym znakiem sprzeciwu wobec żywiołu politycznego. Stała się kłopotem dla niektórych. I znakiem nadziei dla innych. Konstytucja jest wartością moralną – jej naruszenie jest zaprzeczeniem moralności publicznej i rodzajem zgorszenia publicznego.

Na początku grudnia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się konferencja poświęcona postawom i losom sędziów i adwokatów w ostatnim stuleciu. Przypomniane zostały słowa ks. prof. Józef Tischnera skierowane w stanie wojennym do sędziów: „jesteście solą ziemi. Biada wam, jeżeli o tym zapomnicie. A czas próby jest krótki". Dzisiaj powiedziałby do wszystkich obrońców praw człowieka: „Wy jesteście solą ziemi. Nigdy o tym nie zapomnieliście. A ponury czas próby jest nieustająco źródłem dumy z waszych postaw i źródłem nadziei".

Autor jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA