fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Wojciech Łączewski: Nie jestem sędzią na telefon, nie idę na wojnę z premierem

Fotorzepa, Krzysztof Skłodkowski
Nie idę na wojnę z premierem, ale chcę wiedzieć, czy to jest stanowisko rządu, że się konkretnego sędziego chce pozbyć z zawodu - mówił dziś w Radiu ZET sędzia Wojciech Łączewski na temat swojej skargi do WSA na bezczynność premiera.

Przypomnijmy, w lipcu rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska publicznie powiedziała, jaki jest cel wdrażanej przez rząd PiS reformy sądownictwa. Z jej ust padły słowa: "chcemy, aby już nigdy więcej nie było sędziów na telefon, żeby nie było sędziego Łączewskiego i innych, którzy mają pewne karty, których nie powinien mieć sędzia orzekający, wydający sprawiedliwe wyroki". Według komentatorów chodziło jej o wyrok skazujący Mariusza Kamińskiego i szefów CBA w tzw. aferze gruntowej, który w 2015 r. wydał sędzia Łączewski.

Jak powiedział w "Zetce" Wojciech Łączewski, o słowach Kopcińskiej dowiedział się od przedstawiciela Międzynarodowego Stowarzyszenie Adwokatów, które monitoruje m.in. zagrożenie niezawisłości sędziowskiej w Polsce. Kilka dni później sędzia Łączewski zażądał wyjaśnień od premiera.  Pytał, czy słowa rzeczniczki rządu to stanowisko Rady Ministrów, czy też "należy ją traktować jako eksces Joanny Kopcińskiej". W razie, gdyby słowa rzeczniczki nie były z rządem skonsultowane, sędzia Łączewski chciał wiedzieć,  jakiego rodzaju konsekwencje służbowe premier zamierza wyciągnąć wobec Joanny Kopcińskiej, która - zdaniem sędziego - w swoich słowach zamieściła groźbę co najmniej pozbawienia go urzędu.

- Bo wszystko zależy, kto mówi. Jeżeli określone sformułowanie pada z ust rzecznika rządu... Ja rozumiem, że tak rozbierając to zdanie wypowiedziane przez Joannę Kopcińską, to mogę powiedzieć, że nie jestem na telefon, tylko jestem jakimś innym, który ma jakieś karty, które się komuś nie podobają. To jeżeli ja mam takie karty, to bardzo proszę, są odpowiednie procedury, żeby te procedury wszcząć, rozpocząć. Jak na razie mijają trzy lata, nic się nie dzieje, w związku z powyższym rozumiem, że to jest ocena pani rzecznik. Natomiast jeżeli pani rzecznik rządu zapowiada, że skutkiem działań rządu ma mnie nie być w zawodzie, to znaczy, że mam zostać usunięty, w sytuacji, kiedy konstytucja gwarantuje, że sędzia jest nieusuwalny, oczywiście pomijam procedury dyscyplinarne np., to znaczy, że zaczynamy się niebezpiecznie zbliżać w kierunku określonego świata - mówił w "Zetce" Wojciech Łączewski.

Zdaniem sędziego Łączewskiego, premier powinien odpowiedzieć na jego pytanie w ciągu miesiąca, gdyż sprawa nie jest skomplikowana.

- To jest w Kodeksie postępowania administracyjnego uregulowane, ale ja powiem w ten sposób – ja jestem normalnym człowiekiem, wiem, że Kancelaria Prezesa Rady Ministrów ma wiele rzeczy na głowie i wystarczyło zgodnie z KPA napisać: „Drogi obywatelu Łączewski, zawiadomimy ciebie w stosownym terminie – za trzy miesiące, za cztery miesiące" i ja bym sobie spokojnie czekał. Natomiast tu była cisza. Cisza, cisza, cisza. Wysyłam ponaglenie – cisza, cisza, cisza - mówił sędzia.

Ponieważ sędzia przez ponad 4 miesiące nie otrzymał odpowiedzi od premiera, 23 listopada złożył skargę na bezczynność premiera. Domagał się w niej zobowiązania premiera do natychmiastowego - w ciągu trzech dni - udzielenia odpowiedzi na pismo z lipca oraz ukarania premiera grzywną w wysokości 43 tys. złotych.

- Ja na wojnę z premierem nie idę, bo mnie nie interesuje, kto sprawuje urząd premiera, mnie interesuje, że mamy Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, którą zawiaduje prezes Rady Ministrów i to jest organ. Czy premierem jest pan X czy pani Y, to jest absolutnie nie istotne dla działania tego organu, nie powinno być istotne - zaznaczył Łączewski.

W jego ocenie premier powinien w takiej sytuacji wszcząć postępowanie wyjaśniające.

- Bo ja nie wiem, czy to jest stanowisko rządu, że się konkretnego sędziego chce pozbyć z zawodu - powiedział sędzia.

Tego samego dnia, w którym sędzia złożył skargę do WSA, Kancelaria Premiera zdecydowała się zareagować na jego pismo z lipca. Jak informował Onet, KPRM przekonywała, że "spór o reformę sądownictwa nie jest sporem personalnym", a interpretowanie wypowiedzi minister Kopcińskiej inaczej, niż jako wyrażenie ogólnej opinii jest "dalece niezasadne". Mimo to Wojciech Łączewski nie zamierza wycofywać skargi.

- Tu nie ma problemu, czy ta odpowiedź mnie satysfakcjonuje, czy nie. To jest kwestia tego, że zostały przekroczone terminy. I chodzi o to, żeby Wojewódzki Sąd Administracyjny sprawdził, czy była przewlekłość, bezczynność - powiedział sędzia w Radiu Zet. Jak dodał, nie wie, kiedy sprawa zostanie rozpatrzona.

- Skargę się wnosi za pośrednictwem tego organu, który dopuścił się bezczynności WSA, więc w tym wypadku za pośrednictwem prezesa Rady Ministrów. Nie wiem, kiedy pan prezes Rady Ministrów przekaże do WSA, WSA wezwie mnie wtedy do opłaty. Jeszcze pan premier mówi się odnieść do skargi, powinien przynajmniej się odnieść do tej skargi. A co do tej grzywny,  to jest maksymalna przewidziana bodaj artykułem 149 KPA grzywna w sytuacji stwierdzenia bezczynności organu. Dziesięciokrotność przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce - wyjaśnił.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA