fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Minister sprawiedliwości obiecywał reformę delegacji sędziów, ale nic się nie zmieniło

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Sędziowie zamiast orzekać, zajmują się urzędniczeniem w resorcie sprawiedliwości.

Ponad 150 etatów sędziowskich ugrzęzło w Ministerstwie Sprawiedliwości. Sędziowie stali się urzędnikami i przestali orzekać.

– Są potrzebni w Ministerstwie Sprawiedliwości – zapewnia Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości. I wymienia dwa powody. Po pierwsze, dzięki temu sprawami sędziów zajmują się osoby, które wiedzą, na czym polega orzekanie. Po drugie, sędzia-urzędnik jeśli nie chce wykonać jakiegoś polecenia, niczego nie traci – może jedynie zostać odwołany z delegacji, urzędnik mógłby w takiej sytuacji stracić pracę.

Opinie na temat delegacji są jednoznaczne od miesięcy. Już w marcu 2016 r., odpowiadając na pytania rzecznika praw obywatelskich, minister sprawiedliwości twierdził, że procedura delegacyjna – i to zarówno jeśli chodzi o delegacje do MS, jak i sądów wyższych instancji – jest dziurawa. Nie przewiduje możliwości zaskarżenia odwołania. Przepisy miały szybko ulec zmianie. Do dziś ich nie ma.

– Problem w tym, że choć co do zmian jest pełna zgoda, trwają prace nad rozległą reformą sądownictwa. Nie zostały podjęte jeszcze ostateczne co do niej decyzje – mówi wiceminister Łukasz Piebiak. I wyjaśnia, że rozważana jest możliwość wprowadzenia jednolitego stanowiska sędziego sądu powszechnego oraz spłaszczenie struktury sądów z trzech szczebli do dwóch.

– Gdyby te założenia uzyskały akceptację, przepisy o delegacjach stałyby się zbędne, bo to w sądach, w ramach podziału czynności, zapadałyby decyzje co do tego, kto ma orzekać w pierwszej instancji, a kto w drugiej. Do czasu podjęcia kluczowych decyzji odnośnie do reformy kwestia zmiany przepisów o delegacjach sędziów nie może zostać rozstrzygnięta – zapewnia wiceminister Łukasz Piebiak.

Pomysłów na reformę delegacji było sporo. Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia od kilku lat namawia do ograniczania delegacji, głównie do Ministerstwa Sprawiedliwości. – Sędzia mógłby pójść na delegację do resortu na dwa lata. Po tym czasie miałby zdecydować, czy chce być sędzią czy urzędnikiem, i swoją decyzją odblokować etat albo wrócić do orzekania – uważa Iustitia.

Temat niejasnych przepisów dotyczących delegacji sędziów wypłynął miesiąc temu, gdy minister sprawiedliwości cofnął delegację dla sędzi Justyny Koski-Janusz z Sądu Okręgowego w Warszawie. Sędzia ta kilka lat temu orzekała w sprawie Zbigniewa Ziobry, gdy oskarżał Jaromira Netzla o zniesławienie (chodziło o słowa Netzla przed komisją śledczą do spraw wyjaśnienia tzw. afery gruntowej). Minister Ziobro proces ten przegrał. Sędzia Koska-Janusz zdecydowała, że to on będzie musiał ponieść koszty postępowania sądowego. Wyrok podtrzymał sąd drugiej instancji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA