fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Sędzia Beata Morawiec: mimo immunitetu służby weszły do mnie tuż po 6 rano

Beata Morawiec
materiały prasowe
To jest represja za całokształt mojej działalności – tak o sprawie, którą prowadzi dziś specwydział Prokuratury Krajowej, mówi Beata Morawiec, prezes Stowarzyszenia Sędziów Themis, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie.

Piątkowy poranek sprzed trzech dni nie należał dla pani do spokojnych?

Nie należał. Zostałam obudzona domofonem o 6.30 rano. Przed drzwiami stało dwóch funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego i prokurator. Chcieli wejść do domu. Mieli nakaz przeszukania.

Czego chcieli?

Oczekiwali wydania służbowego laptopa oraz wszystkich nośników, na których zapisałam i przechowuję moje opracowanie wykonane na zlecenie Sądu Apelacyjnego w Krakowie w 2013 roku. Nie mam nic do ukrycia. Wydałam sprzęt. Jeśli bym tego nie zrobiła, doszłoby do przeszukania domu i pomieszczeń gospodarczych oraz odebrania sprzętu siłą. Nie mówiąc o tym, że doszłoby do rażącego naruszenia prawa i Konstytucji RP poprzez naruszenie mojego sędziowskiego immunitetu. Już samo wydanie przez prokuratora postanowienia zezwalającego na przeszukanie domu sędziego bez uchylenia immunitetu jest takim działaniem.

Zabrali sprzęt i wyszli. Na tym koniec?

Nie. Chwilę później telefonicznie poinformowano mnie, że mam jeszcze wydać wydrukowany dzień wcześniej w pracy egzemplarz opracowania wraz z załącznikami, który był w sądzie. Wydrukowałam go, by zrobić zdjęcia opracowaniu i upublicznić fakt kłamstw PK. Udałam się zatem do pracy, gdzie czekano już na mnie. Wydałam wydrukowany egzemplarz, ale wtedy okazało się, że prokurator pragnie jeszcze zabezpieczyć drukarkę, na której wydrukowałam analizę. Postanowienie prokuratora zobowiązujące mnie do wydania różnych rzeczy nie obejmowało drukarki, która stanowiła własność mojego pracodawcy. Odmówiłam zatem jej wydania i odesłałam prokuratora do dyrektora sądu. Ten zdecydował o wydaniu drukarki funkcjonariuszom na słowo, a ja w to miejsce dostałam nową.

Co bardzo istotne, w sprawie wydała pani funkcjonariuszom służbowego laptopa i prywatnego pendrive'a?

Tak. Jestem praworządnym obywatelem i nie mam nic do ukrycia. Na pendrivie był tylko plik z analizą, która od 14 marca 2013 roku o godz. 19.16 była już gotowa. Prokuratura zainteresowała się nim jednak dopiero wówczas, kiedy upubliczniałam go osobiście na Twitterze.

Ale na służbowym laptopie znajdowało się już wiele innych informacji, również tych objętych tajemnicą sędziowską.

Na laptopie były głównie służbowe informacje. Jakie konkretnie?

Informacje na temat spraw, które mam do rozstrzygnięcia do połowy listopada 2020 roku. To moje notatki stanowiące przygotowanie do rozpraw. Najogólniej mówiąc, chodzi rzeczywiście o sprawy objęte tajemnicą sędziowską. Poza tym w komputerze znajdowały się także dane wrażliwe objęte ochroną RODO. Dane członków Stowarzyszenia Sędziów Themis. Ich dane osobowe, adresy mailowe, telefony komórkowe, rozliczenia składek itd.

Poinformowała pani funkcjonariuszy o zawartości komputera?

Tak. Zarówno przy przekazywaniu laptopa, jak i w trakcie wizyty w sądzie uczulałam prokuratora i funkcjonariuszy na fakt, jakie dane na nim się znajdują. Uzyskałam zapewnienie, że skopiowany zostanie jedynie plik o tytule „Analiza" z 2013 roku. Nie ufałam jednak interweniującym i niezwłocznie ustanowiłam pełnomocnika, który zwrócił się do prokuratora z wnioskiem o dopuszczenie go do czynności kopiowania danych z laptopa. Mimo zapewnień mój pełnomocnik, choć został dopuszczony do czynności biegłego kopiującego dysk, nie miał możliwości zapoznania się z postanowieniem prokuratora o zleceniu biegłemu skopiowania całego dysku twardego, a nie tylko zapisu dotyczącego informacji o analizie, jaką przygotowywałam dla SA w Krakowie. A przypominam, że był to mój laptop służbowy. Skopiowano cały dysk i teraz prokurator może zrobić z nim wszystko.

Ile pani zarobiła na tej analizie dla SA?

Wypłacono mi wynagrodzenie w kwocie 5 tys. zł. Tak wycenił moją pracę mój pracodawca. Kwota ta nie podlegała negocjacji.

Często sędziowie korzystają z takiej formy dorabiania?

To nie jest forma dorobku ani dorabiania, to wynagrodzenie za dodatkową pracę, niezwiązaną z powierzonymi obowiązkami zawodowymi, której efekty są potrzebne osobie potrzebującej wiadomości specjalnych. Dyrektorzy sądów często nie są prawnikami, a zarządzanie tak dużymi przedsiębiorstwami jak sądy nie jest proste. Wskazana umowa była jedyną, jaką zawarłam z SA w Krakowie w mojej 30-letniej karierze zawodowej, i była efektem chęci udzielenia pomocy przy reformie skuteczności egzekucji należności sądowych. Mogłam analizę tę sporządzić, korzystając z wieloletniego doświadczenia wynikającego z faktu sprawowania funkcji przewodniczącego wydziału karnego i prezesa sądu najpierw rejonowego, do którego obowiązków należał nadzór nad tą formą działalności sądu. Na co dzień jestem sędzią orzekającym w sprawach karnych.

Kto podpisał nakaz przeszukania pani mieszkania?

Prokurator Michał Walendzik, prokurator prokuratury rejonowej, który awansował z PR do Prokuratury Krajowej. Myślę, że nie bez powodu ten awans.

Ma pani status osoby podejrzanej?

Nie. Nikt jeszcze nie przedstawił mi żadnych zarzutów. Z portalu internetowego, mało wiarygodnego, dowiedziałam się, że Izba Dyscyplinarna SN zdecyduje o uchyleniu mi immunitetu. Na stronie PK informacja o zamiarze wystąpienia do ID SN pojawiła się dopiero w dniu następnym – w środę ubiegłego tygodnia. Ale to wszystko są zasłyszane informacje, głównie z mediów.

Do mnie nikt – oficjalnie – w tej sprawie się nie zgłosił.

Kiedy i od kogo dowiedziała się pani o postępowaniu, które w tej sprawie prowadzi specwydział Prokuratury Krajowej?

Oficjalnie nikt nigdy w tej sprawie się do mnie nie zgłosił. Wiele miesięcy temu, gdzieś chyba we wrześniu ubiegłego roku, zadzwonił do mnie w tej sprawie dziennikarz Super Expressu. Udzieliłam odpowiedzi, że analiza powstała i sprawa ucichła. Ale to wszystko odbywało się nieoficjalnie.

Mowa jest też o zarzutach korupcyjnych. Miała pani przyjąć aparat telefoniczny od jednego z podsądnych....

Z doniesień medialnych dowiedziałam się, jakoby jakiś Marek B. z polecenia jakiegoś pracownika sądu miał się ze mną spotkać i rzekomo miałabym mu powiedzieć, żeby się nie martwił, bo sędziowie w SO są doświadczeni i na pewno wydadzą sprawiedliwy wyrok. Po czym, gdy zapadł wyrok w jego mniemaniu dla niego korzystny, wydany przez sąd, w którym nie byłam sprawozdawcą jego sprawy, a jedynie przewodniczącym składu orzekającego trzyosobowego, w trakcie jakiejś prezentacji miał mi wręczyć telefon komórkowy. Większych bzdur dawno nie czytałam. To naprawdę absurd. Nie wiem nawet, o kogo chodzi. W czasie, który wskazano, pełniłam funkcję zastępcy rzecznika dyscyplinarnego.

Domyśla się pani, dlaczego teraz wypłynęła ta sprawa?

Powodów może być kilka. I nie jest to z pewnością sprawa gorąca i aktualna. Sygnatura sprawy wskazana na postanowieniu prokuratora, które otrzymałam we wtorek, wskazuje, że postępowanie toczyło się od początku 2019 roku, a z treści jego uzasadnienia, że ustalenia w sprawie uczyniono już w 2018 roku.

Teraz postanowiono podjąć działania w mojej sprawie, bo, jak mogę się domyślać, po pierwsze – istniała konieczność stworzenia tematu zastępczego wobec kryzysu w koalicji i słabnącej pozycji ministra Ziobry. Po drugie – zapowiedziano kolejny etap pseudoreform w wymiarze sprawiedliwości i należy wyeliminować krytyków tych zmian. I w końcu po trzecie – Sąd Okręgowy w Warszawie po wielu miesiącach zdecydował o przekazaniu sprawy cywilnej przeciwko ministrowi, którą wygrałam w I instancji, do Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

To wróćmy do tej starej sprawy. Pani relacje z ministrem Zbigniewem Ziobrą od kilku lat są, powiedzmy, trudne. Pozwała pani przecież ministra do sądu i wygrała...

Tak, na razie w I instancji. Otóż w listopadzie 2017 roku Ziobro odwołał mnie z funkcji prezesa Sądu Okręgowego w Krakowie, o czym poinformował w komunikacie. Treść komunikatu i kontekst, w jakim padły słowa o odwołaniu, naruszyły moje dobra osobiste. Moje nazwisko pojawiło się w komunikacie Ministerstwa Sprawiedliwości na temat afery korupcyjnej w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie. A ja nie miałam z nią nic wspólnego.

Czego się pani wówczas domagała?

Oficjalnych przeprosin na konferencji prasowej i finansowego zadośćuczynienia – 12 tys. złotych – które Ziobro miałby wpłacić na Dom Sędziego Seniora. Minister chciał oddalenia pozwu. Tłumaczył, że podległy mu resort nie odpowiada za wydźwięk artykułów w mediach.

Minister przegrał, ale jednak się odwołał. Wkrótce zapadnie wyrok w II instancji.

Nie wiem kiedy, ale tak się stanie. Postępowanie międzyinstancyjne trwało wiele miesięcy, z różnych przyczyn. Teraz czekamy na termin.

Należy pani do grona tzw niepokornych sędziów. Sądzi pani, że to kara za ostre słowa, w jakich ocenia pani zmiany w wymiarze sprawiedliwości, do których dochodzi w ostatnich latach?

To jest represja za całokształt mojej działalności. Ogólnie mówiąc za brak pokory. Dziś tylko pokorni sędziowie odnoszą sukcesy. Niepokorni są szykanowani.

Ma pani wsparcie środowiska?

Tak. Ogromne. Całe środowisko, i nie tylko, mocno mnie wspiera. Od władz sądu, w którym orzekam, nie otrzymałam i nie oczekuję nawet żadnego dobrego słowa ani wsparcia.

Stawi się pani na posiedzenie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, która zajmie się uchyleniem pani immunitetu?

Dziś jeszcze nie wiem. Zastanowię się w porozumieniu z moimi pełnomocnikami. Moja opinia na temat funkcjonowania ID jest zbieżna z decyzją Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

To może na koniec coś optymistycznego. Sądy w czasie pandemii wróciły do orzekania. Jak ocenia dziś pani kondycję wymiaru sprawiedliwości?

Jako sędziowie robimy co możemy, ale sytuacja wokół wymiaru sprawiedliwości nie sprzyja jego szybkiej pracy.

Brakuje rąk do pracy. Pseudoreforma doprowadziła do odejścia z zawodu najbardziej doświadczonych sędziów. Proces nominacyjny blokowany przez neo-KRS trwa bardzo długo.

Powoli jednak, małymi krokami, staramy się wyjść na prostą, ale jest to bardzo trudne.

Pandemia i izolacja oraz ogromne kłopoty z korespondencją sprawiły, że część spraw nawet możliwych do rozstrzygnięcia oczekiwała na powrót do czasu sprzed izolacji, generując zaległość. Zarówno sędziowie, jak i pracownicy sądów robią co mogą, ale przeszkadza im w tym nie tylko pandemia, ale przede wszystkim błędne decyzje MS. Nastroje w środowisku nie są optymistyczne.

W latach 1996 - 2000 przewodnicząca wydziału karnego w SR dla Krakowa-Podgórza, od 2000 do 2002 r. prezes tego sądu, od 2002 r. w SO w Krakowie, w latach 2015-2017 jako jego prezes. W latach 2002-2010 członek Krajowej Rady Sądownictwa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA