fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Wojciech Tumidalski: Sąd Najwyższy ma być mądry i wiarygodny

Sąd Najwyższy
Fotorzepa, Marta Bogacz
Najważniejsze, by nowy prezes Sądu Najwyższego uznawał go za dobro, które trzeba chronić przed polityką, i próbował zasypywać podziały między sędziami.

Znamy już piątkę kandydatów na fotel po Małgorzacie Gersdorf. I wiemy, za kim opowiedziała się 50-osobowa większość z 95 sędziów Sądu Najwyższego. Czy ta miażdżąca przewaga Włodzimierza Wróbla nad kolejną w stawce Małgorzatą Manowską (o połowę mniej głosów) będzie dla tego pierwszego pomocą czy dodatkową przeszkodą w otrzymaniu nominacji?

Profesor Wróbel dla swych studentów jest prawdziwym mistrzem, a dla sędziów może być wzorem. W porywającym wystąpieniu podkreślał, że SN, najważniejszy z krajowych sądów, który orzeka o ważności wyborów, a jego prezes jest też szefem sądzącego polityków Trybunału Stanu, nie może stać się politycznym łupem, pokojem do wynajęcia przez rządzących, bo straci autorytet oraz wiarygodność w kraju i za granicą. To faktycznie kluczowe.

Kogo wybierze Andrzej Duda na krótko przed wyborami? Raz już, powołując Mariusza Muszyńskiego na wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego, odwołał się do argumentu o największym poparciu Zgromadzenia Ogólnego TK dla tego kandydata. Powołać może każdą osobę z piątki przedłożonej mu przez zgromadzenie SN – nawet tę z najniższym, ledwie dwugłosowym poparciem. Czy będzie zaostrzał przekaz do elektoratu, wybierając prof. Manowską, niegdyś zastępczynię Zbigniewa Ziobry, która chodzi w dwóch kapeluszach, bo oprócz orzekania w SN kieruje podległą ministerstwu Szkołą Sądownictwa i Prokuratury? A może prof. Tomasza Demendeckiego, który nie wypiera się znajomości z byłym wiceministrem Łukaszem Piebiakiem? Czy postawi na dystansującego się od polityki prof. Leszka Boska lub szerzej nieznaną prof. Joannę Misztal-Konecką? Przed polityką w sądzie prezydent Duda na razie się nie wzbraniał. Najważniejsze, by nowy I prezes SN uznawał ten sąd za dobro, które warto chronić przed polityką, i choćby próbował zasypać rów między nowymi i starymi. Bo na unieważnienie nominacji sędziowskich do nowych izb raczej bym nie liczył. „Starzy" zrobili wszystko, co było można, by rozegrać tę partię na swoich zasadach. To, co ich adwersarze – a także prowadzący zgromadzenie – uważali za obstrukcję, było przecież tylko korzystaniem z procedury, uchwalanej w ramach kolejnych ustaw naprawczych czy regulaminu nadanego SN – o kuriozum – przez prezydenta. Czemu sąd nie uchwala regulaminu urzędowania Radzie Ministrów? Procedury są ważne, bo gdyby nie one, każdy mógłby zrobić wszystko, a Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN bez procedury i trybu działania byłoby tylko spotkaniem przy kawie i ciasteczkach.

Rzecz idzie o to, by Sąd Najwyższy pod nowym kierownictwem nie poszedł śladem TK, którego wiarygodność i legitymacja do orzekania jest mocno nadwątlona gorszącymi faktami o sposobie zarządzania czy wręcz – jak powiedzą niektórzy – sterowania tą instytucją.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA