fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

#RZECZoPRAWIE: Wierzbicki o nowelizacji postępowania cywilnego

Przemysław Wierzbicki
rp.pl
W piątkowym programie #RZECZoPRAWIE gościem Anny Wojdy był Przemysław Wierzbicki, wspólnik zarządzający w Wierzbicki Adwokaci i Radcowie Prawni Sp. k. Mówił o tym, czy ostatnia nowelizacja procedury cywilnej usprawni postępowania sądów.

8 września 2016 r. zaczęła obowiązywać duża nowelizacja kodeksu postępowania cywilnego. Czy po miesiącu widzi Pan zmiany w sądach i procesach?

Żadnej takiej zmiany nie sposób tego zauważyć. Duża część zmian jeszcze nie jest wdrożona np. te związane z elektronizacją. Wszelkie zmiany procedury dają się zobaczyć najwcześniej po pół roku. Jest to kolejna zmiana, która ma usprawnić postępowanie ale nie dotyka istoty problemów, które trapią polskie postępowanie cywilne.

 

Co go trapi polski proces cywilny? Jakie są najważniejsze problemy?

Wszystkie zmiany na przestrzeni kilkunastu lat tworzone są przez teoretyków. Są one oderwane od realiów postępowań. W porównaniu do krajów zachodnich w Polsce wypaczona jest rola sędziego. W naszych realiach sędzia jest wyrobnikiem. Musi podołać wielu obowiązkom administracyjnym. W realiach zachodnich sędzia jest osobą, która merytorycznie decyduje. Asystenci wykonują za niego całą pracę: sprawdzają zwrotki, czy świadkowie się stawią, czy rozprawa się odbędzie.

W krajach zachodnich na wymiar sprawiedliwości patrzy się jak na organizację biznesową. Optymalizuje się pracę. Nauka zarządzania pomaga też w działaniach wymiaru sprawiedliwości. W naszych realiach jest to pomijane. Jest mnóstwo rzeczy, które zabierają sędzią czas. Sędziowie powinni być menedżerami. Powinni zarządzać ludźmi, którzy wykonują technicznie proces. Ich najważniejszą rolą powinno być podjęcie decyzji.

Trzeba by zmienić nie tylko kodeks postępowania cywilnego ale i ustawę o ustroju sadów powszechnych.

Trzeba by fundamentalnie zmienić nasz sposób myślenia o procedurze cywilnej. W naszych realiach postępowanie dowodowe w całości spoczywa na sędzi. W realiach anglosaskich te wszystkie czynności wykonuje urzędnik sądowy. Sędzia przegląda tylko protokoły świadków. Jeśli uważa, że jest jakiś bardzo ważny świadek, którego chciałby osobiście zapytać, to może go wezwać na rozprawę.

Sędzia nie wykonuje „czarnej roboty” tylko przegląda zeznania i decyduje. Nie traci godzin na przesłuchanie świadków, którzy nic nie wiedzą o sprawie.

Często procesy trwają latami, bo świadkowie się nie stawiają na rozprawach.

W Polskich sądach sąd musi mieć na każdą sesję minimalną ilość spraw na wokandzie. Sędzia zamiast rozpatrywać sprawę w ciągu tygodnia dzień po dniu. Wraca do tej sprawy po trzech miesiącach. I nie pamięta co wtedy się działo.

Czy nowości czyli wzywanie za pośrednictwem gońców albo mailowo usprawnią postępowanie?

Wątpię. Wynika to z mojej wieloletniej praktyki. Żaby funkcjonowała służba posługująca się gońcami, to trzeba by wprowadzić szereg działań.

A e-mailowo czy telefonicznie?

Jeśli sąd ma rozprawę raz na trzy miesiące, to nie ma znaczenia czy zawiadomi on świadka w ciągu jednego dnia czy dwóch tygodni. Sposób zawiadomienia świadka nic nie zmieni.

Co jeszcze źle działa w sądach?

Złym i nieefektywnym zwyczajem jest mur komunikacyjny pomiędzy pełnomocnikami a sędzią. Wynika to z daleko posuniętymi obawami posądzenia o korupcję.

W Niemczech sędzia potrafi zadzwonić do strony i ustalić termin rozprawy.

W Polsce sędzia wyznacza termin i zawiadamia stronę, strona prosi w piśmie o przesunięcie terminu, pismo jest rozpoznawane, sędzia zmienia termin, po czym okazuje się , że drugiej stronie ten termin nie pasuje.

Albo sędzia narzuca stronom terminy co powoduje irytacje stron, albo panuje bałagan, który kosztuje czas.

Jak ustawodawca miałby to wprowadzić w życie. Czy wystarczyłoby znowelizować kodeks postępowania cywilnego?

Myślę, że potrzebny jest nam nowy kodeks, który zostanie stworzony przez praktyków.

Angielska procedura uznawana jest za najbardziej efektywną i elastyczną. Wielka Brytania na samej dobrze funkcjonującej procedurze cywilnej zarabia kilka miliardów funtów rocznie.

Jeśli ktoś ma bardzo duży arbitraż gospodarczy z pewnością rozważy Wielką Brytanie jako miejsce prowadzenia takiego sporu.

Tamtejsza procedura szybko adaptuje się do nowinek finansowych. Dlaczego Londyn jest centrum finansowym? Dlatego, że ma system prawny, który błyskawicznie dostosuje się do nowych rozwiązań finansowych. W realiach polskich byłoby to niemożliwe.

Czy spraw w sądach cywilnych przybywa?

Tendencja jest cały czas rosnąca. Sądy w Polsce spełniają wiele funkcji, które w innych krajach mają wyłącznie administracyjny charakter. Większość postępowania nieprocesowych w innych krajach jest prowadzona w trybie administracyjnym.

Z każda nowelizacją, gdy jest jakaś sprawa do rozstrzygnięcia, wrzuca się to do postępowania nieprocesowego.

Jest mnóstwo pieniaczy, którzy sadzą się by dokuczyć komuś innemu, a nie by dochodzić sprawiedliwości.

Jest to tendencja zauważalna. Na podstawie słowackiego klienta porównywaliśmy sytuacje w Polsce i na Słowacji.

Przy takim samym poziomie działalności w Polsce klient miał 3-4 razy więc spraw sądowych Z konsumentami i pracownikami. Nie sądzę, że sytuacja prawna i rynkowa była tak różna między tymi krajami.

Co zmienić by pieniactwo się nie rozprzestrzeniało w sądach?

Myślę, że trzeba by twardo egzekwować odpowiedzialność za składanie fałszywych oświadczeń majątkowych przy wnioskowaniu o zwolnienie od kosztów sądowych

Sąd tego nie weryfikuje?

W praktyce nikt tego nie sprawdza, chyba że druga strona ma informację, wiedzę, która przeciwstawi wnioskowi.

Osoby średniozamożne kogą rozmyślnie pomijać pewne składniki majątku by poprzeć swój wniosek o zwolnienie od kosztów sądowych.

Za to płacimy my wszyscy?

Tak. Płacimy czasem w naszych postępowaniach. Sąd zajmując się takimi bezpodstawnymi wnioskami zajmuje swój czas.

Zobacz wideo: Wierzbicki w #RZECZoPRAWIE

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA