fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Jacek Ignaczewski: bezsensowne spory sędziów z delegatami

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
W artykule „Sędziowie delegowani – pożytek czy strata" („Rzeczpospolita" z 11 listopada 2017 r.) delegat Jacek Przygucki, uzasadniając swoją bytność jako sędziego w Ministerstwie Sprawiedliwości, nie dostrzega, że jest instrumentem legalizującym poczynania władzy wykonawczej.

Władzy, która w sposób bezprecedensowy próbowała i pewnie próbować będzie zaorać stuletni dorobek i tradycję Sądu Najwyższego, która narusza trójpodział władzy w państwie, łamie konstytucję, szkaluje sędziów, podważa zaufanie obywateli do sądów, niszczy autorytet sądów i ostatnie skrawki ich niezależności, która zneutralizowała konstytucyjną ochronę praw i wolności obywatelskich, która do lamusa historii przeniosła takie pojęcia, jak: dialog, współpraca, dobro wspólne, tryb legislacyjny, konsultacje społeczne. Doprawdy, nie sposób w polemicznym artykule wymienić wszystkich niegodziwości. A każda potrzebuje zaplecza, czyli bezimiennej rzeszy wykonawców politycznych wizji i dążeń. Co w tej grupie robią sędziowie – strażnicy konstytucji?

Argumentu, że przecież to nie ja imiennie czynię zło, może użyć tylko człowiek, który nie rozumie roli sędziego w demokratycznym państwie prawa. Argumentacja taka była już wielokrotnie stosowana, ale nigdy nie przekonała ludzi myślących.

Sprowadzanie się do roli niemającego na nic wpływu instrumentu nie jest godne sędziego, a w czasach totalnego ataku władzy wykonawczej na sądowniczą – również reprezentanta tej ostatniej. Nie można jednocześnie legitymizować ataku i wypowiadać się w imieniu atakowanych. Nie zauważa delegat Przygucki, że stał się sędzią tytularnym, oderwanym od swych sędziowskich powinności – obiektywizmu, bezstronności i niezależności, bez względu na miejsce swej służby. Stwierdza, że sędzia jest niezawisły tylko podczas orzekania, kiedy konstytucja mówi wprost: „podczas sprawowania urzędu".

Z założenia delegacja MS miała się nie łączyć ze zmianą statusu sędziego. Jeśli się więc głosi powyższe, to trzeba przewidzieć w prawie, że na czas delegacji sędzia zrzeka się urzędu albo przynajmniej zawiesza się jego status. Nad tym jednak delegaci z MS pracować nie chcą.

Podejmując próbę rozważań o prostym „za" lub „przeciw" delegacjom, delegat Przygucki nie dostrzega skali problemu, sięgającego ustrojowych zasad funkcjonowania państwa. Poprzez odwoływanie się do argumentu, że czas pokaże, kto ma rację, zwalnia się nie tylko z obowiązków sędziego, ale i prawnika. Jak sędzia może się odwoływać w swej argumentacji do „Boga i historii", a nie do konstytucji!

W istocie delegat Przygucki w dobie agresywnej i destrukcyjnej wojny egzekutywy z judykatywą, stojąc po niewłaściwej stronie w czasie wielkiej próby, zwalnia się z wszelkiej odpowiedzialności – to nie ja, to oni, poczekajmy, historia rozsądzi, kto miał rację.

Używanie takiej argumentacji dowodzi w istocie potrzeby reformy sądownictwa, w tym przede wszystkim zmian zasad naboru do zawodu sędziego. Tym jednak – jak wiadomo – MS się nie zajmuje. Reaktywowano – odrzucony przez TK – asesorski model dojścia do zawodu, wiodący przez szkołę podległą ministrowi sprawiedliwości.

Rzecz nie sprowadza się do trywialnego pytania, czy delegacja do MS jest dobra czy zła, ale co sędzia, którego powinnością jest strzeżenie konstytucyjnych fundamentów funkcjonowania państwa oraz praw i wolności obywatelskich, robi w instytucji wrogiej – czego sama nie kryje – konstytucji. Bez jej przestrzegania gwarancje praw i wolności obywatelskich są iluzoryczne, zależne wyłącznie od dobrej woli większości parlamentarnej. Nawet jeśli delegat Przygucki wierzy w dobrą wolę swoich politycznych przełożonych, to nie może nie dostrzegać zagrożeń opartych na wierze, a nie na realnych podstawach i gwarancjach.

Delegat Przygucki zarzuca mi koniunkturalne krytykowanie instytucji po tym, gdy zostałem oddelegowany z MS. Spieszę więc donieść, że z funkcji dyrektora departamentu zrezygnowałem po niespełna dwóch miesiącach, zaraz, gdy dostrzegłem, że nie da się pogodzić tego stanowiska z niezawisłością sędziego podczas sprawowanego urzędu, a delegację wypowiedziałem sam z chwilą odrzucenia przez ministra sprawiedliwości proponowanej przeze mnie modernizacji sądownictwa, gwarantującej przestrzeganie konstytucji oraz praw i wolności obywatelskich.

O biurokratycznych i bezproduktywnych strukturach resortu piszę od dziesięciu lat (por. „Wymiar sprawiedliwości – teraźniejszość i przyszłość", Warszawa 2008), czego delegat Przygucki nie odnotował, pozostając w tym okresie w sędziowskim dobrostanie i samozadowoleniu. ©?

Autor jest sędzią sędzią Sądu Rejonowego w Olsztynie i redaktorem naczelnym ImponderabiliówSądowych.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA