fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Baron paliwowy obciąża byłego prezesa sądów z Podkarpacia

sala sądu (fot. ilustracyjna)
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Były prezes sądów z Podkarpacia z zarzutami korupcji. Obciążył go baron paliwowy, który wcześniej wsypał polityka PSL i prokuratorów.

Edward L. miał przyjąć korzyści warte 30 tys. zł, w tym – oprócz pieniędzy – wycieczkę na Wyspy Kanaryjskie dla córki, alkohol i sponsoring sędziowskich spotkań integracyjnych – twierdzi Śląski Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach.

L. to wieloletni sędzia i były prezes podkarpackich sądów, obecnie sędzia Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie w stanie spoczynku. Teraz usłyszał zarzuty – dowiedziała się „Rz".

Wniosek o uchylenie L. immunitetu wpłynął do Sądu Dyscyplinarnego w lipcu 2019 r., jednak prawomocna decyzja w tym zakresie zapadła dopiero w tym roku, co pozwoliło 1 października postawić sędziemu zarzuty. Według naszej wiedzy na pierwsze wezwanie do prokuratury L. się nie stawił (z przyczyn zdrowotnych – był w szpitalu), na kolejne przybył z adwokatem.

„Podejrzany nie przyznał się do zarzucanych mu przestępstw i odmówił składania wyjaśnień" – odpowiada nam prokuratura. Łapówki, o które jest podejrzany L., mają związek z pełnieniem funkcji publicznej, co jest zagrożone karą do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Edwarda L. miał sponsorować w latach 2003–2009 biznesmen Marian D., baron paliwowy z Leżajska. Czym sędzia miał się mu odwzajemniać? Prokuratura zasłoniła się tajemnicą.

Marian D., który obciążył sędziego, to kluczowa postać w podkarpackiej aferze korupcyjnej. Łapówkami chciał on kupować sobie „przychylność" w prowadzeniu interesów, zyskał też „szerokie znajomości w środowisku polityków, sędziów, prokuratorów i funkcjonariuszy służb specjalnych" – twierdzi prokuratura. W zamian liczył na załatwienie różnych spraw: np. posady sędziego dla córki, pomyślnego wyroku w sprawie podatkowej, kontraktów paliwowych. Za pieniądze D. chciał „przepchnąć" w stolicy ok. 20 spraw.

Za pośrednictwo w ich załatwieniu Marian D. miał dawać gotówkę, sztabki złota, drogie trunki i nie brać opłat za roboty budowlane. Jedną sztabkę agenci CBA znaleźli w 2014 r. w mieszkaniu księdza Roberta M., proboszcza katedry polowej.

Rekordową korzyść – blisko milion złotych – biznesmen miał wręczyć Janowi B., szefowi klubu parlamentarnego ludowców (polityk od 2015 r. ma zarzuty).

Biznesmen pogrążył też dwoje wysoko postawionych prokuratorów: Zbigniewa N. i byłą prokurator apelacyjną w Rzeszowie Annę H., która kilka dni temu została skazana na 3,5 roku więzienia przez Sąd Okręgowy w Tarnowie. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro uznał, że wyrok jest za łagodny, i zapowiedział kasację. Sąd obniżył Annie H. karę, bo ocenił, że 60 tys. zł, jakie przyjęła od Mariana D., było pożyczką na budowę domu, a nie łapówką.

Zeznania biznesmena przyczyniły się też do skazania byłego szefa Delegatury UOP w Rzeszowie Janusza W.

Rozliczanie podkarpackiej ośmiornicy zaczęło się od śledztwa CBA i podsłuchów. Biznesmen zaczął sypać, bo mimo szczodrego opłacania nie wszystko toczyło się tak, jak chciał – np. nie uniknął zapłaty 2 mln zł podatku od obrotu paliwami. Pogrążył kilkadziesiąt osób. Sam też został skazany – w 2017 r. na cztery lata więzienia i grzywnę (poddał się karze).

Sędzia Edward L. to znana w regionie postać świata prawniczego. W przeszłości prezes Sądu Rejonowego w Sandomierzu, od 2001 r. przez sześć lat prezes Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu, następnie sędzia Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie.

W swojej karierze miał epizod w Ministerstwie Sprawiedliwości, gdzie ponad dekadę temu był wicedyrektorem Departamentu Wykonania Orzeczeń i Probacji. Niewiele brakowało, by w 2009 r. został wiceministrem sprawiedliwości – chciał go na swojego zastępcę ówczesny szef resortu, minister Andrzej Czuma. Ale nominacja Edwarda L. została wstrzymana przez anonim wysłany do ministra, którego autor przypomniał, że sędzia L. w 2002 r. był jednym z uczestników imprezy w Hamerni koło Lubaczowa, podczas której w stawie utopił się jeden z sędziów. O sprawie było głośno, także dlatego, że obiekt, w którym spotkali się prominentni sędziowie, należał do rodziny oskarżonego mężczyzny. Chociaż utonięcie uznano za nieszczęśliwy wypadek, z którym sędzia L. nie miał żadnego związku, to przypomnienie wydarzenia z przeszłości utrąciło nominację L. na wiceministra.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA