fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Sprawa sekstaśm: były agent na wolności

Zbigniew Ziobro już dwa latat temu twierdził, że sprawa rzekomych sekstaśm to tzw. fake news
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Wojciech J. nie przyznał się do zarzutów i zaprzecza, by wymyślił istnienie sekstaśmy z marszałkiem Sejmu. Nie został jednak aresztowany.

Dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju – warszawska prokuratura zastosowała wolnościowe środki zapobiegawcze po postawieniu zarzutów Wojciechowi J., byłemu agentowi CBA. Podejrzany jest m.in. o składanie fałszywych zeznań na temat zdobycia sekstaśmy oraz kradzieży jej z sejfu w siedzibie CBA. A także o ujawnienie tajemnicy państwowej w wywiadzie dla mediów i podczas posiedzenia sejmowego zespołu stworzonego przez Platformę Obywatelską.

– Wojciech J. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, ale składał i składa wyjaśnienia – mówi „Rzeczpospolitej" Katarzyna Skrzeczkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Śledztwo wykazało, że J. nigdy taśmy nie posiadał – według prokuratury były funkcjonariusz CBA konfabulował, ponieważ chciał zdyskredytować Marka Kuchcińskiego, ówczesnego marszałka Sejmu. Śledczy uważają, że afera miała wpłynąć na zmianę władzy w kraju i awans J. w służbach. Było to bowiem kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi w 2019 r.

Kopie taśm są na Ukrainie?

Najprawdopodobniej nigdy nie poznamy dowodów, które pozwoliły prokuraturze postawić taką tezę – większość materiału w śledztwie jest bowiem niejawna, co oznacza, że również proces będzie utajniony.

Prokuratura nie wyklucza, że wystąpi o zbadanie podejrzanego pod kątem poczytalności. Decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.

Obrońca byłego agenta, mec. Beata Bosak-Kruczek mówi „Rzeczpospolitej", że teza śledczych o tym, że J. „zmyślił" sekstaśmę jest absurdalna, a o wiarygodności J. świadczy m.in. „cały ciąg logiczny pism i dokumentów jakie składał od stycznia do maja 2018 r. do szefa w CBA Ernesta Bejdy, a nawet do premiera Morawieckiego, informując o swoich ustaleniach dotyczących sekstaśm". – Po tym zaproponowano mu stanowisko agenta specjalnego w CBA. To brak logiki, bo jeśli mu nie dali wiary, to dlaczego proponowali mu awans – pyta adwokatka. I dodaje: – Mój klient opowiedział o sprawie mediom dopiero rok później, wiosną 2019 r. kiedy widział, że jest ona zamiatana pod dywan – zaznacza.

Wojciech J. został ściągnięty do CBA w 2016 r. po odejściu Pawła Wojtunika przez nowego szefa tej służby Ernesta Bejdę. J. publicznie potwierdził – na posiedzeniu zespołu śledczego PO ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa w 2019 r. – że widział nagranie pochodzące z agencji towarzyskiej na Podkarpaciu. Poza tym zapewniał, iż kilka osobowych źródeł informacji potwierdziło mu, że takich sekstaśm są tysiące i że nagrani na nich są m.in. funkcjonariusze publiczni oraz politycy – taśmy miały służyć do szantażu, a ich kopie wywieziono na Ukrainę w bezpieczne miejsce (agencje należały do związanych z polskimi służbami dwóch braci – Ukraińców).

O tym, że sekstaśmy istnieją, miał mówić – według relacji Wojciecha J. – ówczesny szef CBA.

Były agent twierdzi, że nagranie – sekstaśmę z politykiem PiS – dostał od „swojego źródła" i „pokazało mu je na laptopie".

Zielona koperta znika z sejfu

Nagranie – płytę DVD – Wojciech J. miał umieścić w sejfie, w tzw. bezpiecznej kopercie, ale „następnego dnia wszczęto wobec niego procedurę kontrolno-sprawdzającą i odsunięto go od tajnych materiałów". J. cztery miesiące pozostawał w dyspozycji szefa CBA, a kiedy wrócił, „zastał naruszone plomby od sejfu, a koperta i zielona teczka, w której przechowywał dane o swoich źródłach informacji, zniknęły". Zarówno CBA, jak i dziś prokuratura twierdzą, że J. kłamał – taśmy nigdy nie miał.

– Jeśli stawia się tak poważne zarzuty, trzeba położyć dowody na stół – mówi poseł Marek Biernacki, były koordynator służb specjalnych przy premierze.

A Tomasz Siemoniak, poseł KO, wskazuje: – Cała ta sprawa jest dziwna i opinia publiczna powinna poznać prawdę. Służby Mariusza Kamińskiego nie są wiarygodne, podobnie jak prokuratura, dlatego mam wątpliwości w tej sprawie.

Siemoniak dodaje, że komisja, która słuchała Wojciecha J. dwa lata temu, nie weryfikowała tego, co mówi, ale pozwoliła mu przedstawić swoją wersję zdarzeń. – J. był i jest osaczony przez machinę państwa – mówi Siemoniak.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA