fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Śmiertelna samowola na Rusińskim Wierchu

stock.adobe.com
Właściciel drewnianego pawilonu, którego zerwany siłą wiatru dach zabił trzy osoby nie miał pozwolenia na budowę, a grunt na którym postawiono pawilon był rolnym. Nie mogło na nim więc nic powstać - ustaliła „Rzeczpospolita”.

W poniedziałek przed godz. 11 na stoku narciarskim Rusiński Wierch z Bukowinie Tatrzańskiej silny wiatr zerwał dach z budynku wypożyczalni sprzętu narciarskiego. Uderzył on w grupę osób, które stały na parkingu - to rodzina z Warszawy, która przyjechała tu na ferie. Dwie z nich zginęły na miejscu (15-letnia dziewczynka i jej 52-letnia matka). Trzecia ofiara - 21-letnia córka kobiety - zmarła w szpitalu w wyniku odniesionych obrażeń.

Władze stacji RusińSki wydały oświadczenie, że wypożyczalnia nie należała do nich. „Została ona wzniesiona na prywatnym gruncie poza administrowanym przez Stację Narciarską terenem" - tłumaczą w oświadczeniu.

Jak ustaliła „Rzeczpospolita” drewniany pawilon został wzniesiony bez pozwolenia jakie musi wydać wydział budownictwa starostwa powiatowego w Zakopanem. To wstępne ustalenia służb, które badają przyczynę tragedii jaka w poniedziałek wydarzyła się w Bukowinie Tatrzańskiej. - Taki wniosek nie wpłynął do wydziału - mówi nam osoba zbliżona do śledztwa. Mało tego. Gdyby wpłynął i tak zostałby odrzucony bo grunt na którym postawiono konstrukcję to teren rolny a nie budowlany.

W ubiegłym roku Główny Urząd Nadzoru Budowlanego podał, że według ich szacunków w Polsce może być nawet pół miliona budynków, które są samowolą budowlaną. Najwyższa Izba Kontroli we wrześniu alarmowała, że inspektoraty nadzoru budowlanego nie prowadziły skutecznie postępowań kontrolnych i egzekucyjnych samowolek a działania podejmowano najczęściej dopiero w odpowiedzi na informacje o nielegalnej budowie przekazywane przez osoby trzecie. Jednak, zdaniem NIK postępowania kontrolne lub egzekucyjne wszczynane były z opóźnieniem albo wcale. Nieskuteczność działań organów nadzoru budowlanego wynikała m.in. ze złej sytuacji finansowej i dużej rotacji kadr w inspektoratach nadzoru budowlanego a także uzależnienia od samorządu. Według NIK istnieje duże ryzyko konfliktu interesu, szczególnie w miastach na prawach powiatu, które „wiąże ręce” inspektorom budowlanym.

Także obowiązujące przepisy nie gwarantują skutecznego nadzoru budowlanego w Polsce. 

W żadnym ze skontrolowanych inspektoratów nie stworzono systemu, który pozwalałby na zapobieganie powstawaniu samowoli budowlanych, ich wykrywanie oraz sprawne podejmowanie odpowiednich działań. Według NIK działania kontrolne podejmowano najczęściej w odpowiedzi na spływające do inspektoratów skargi albo w ramach działań sezonowych, gdzie kontrola dotyczyła np. obiektów wypoczynkowych dla dzieci przed feriami letnimi czy zimowymi.

Aż 18 z 22 inspektoratów w trakcie postępowań skargowych naruszało obowiązujące przepisy. Działania - takie jak kontrola czy choćby weryfikacja informacji - były podejmowane dopiero po miesiącu, a w skrajnym przypadku nawet po 1,5 roku od ich wpływu do inspektoratów (PINB Grodzki we Wrocławiu). Zdarzało się, że inspektoraty w ogóle nie reagowały na złożone skargi. Tak było - zdaniem Najwyższej Izby Kontroli - m.in. w PINB Zakopane, który nie zrobił nic w odpowiedzi na 10 z 40 objętych kontrolą skarg, z których 8 dotyczyło samowoli budowlanej. Niektóre ze skarg, wobec których nie podjęto żadnych działań pochodziły z 2015 i 2016 r.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA