fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Integracja na siłę sposobem na segregację

Adobe Stock
Szkoły będą musiały przyjmować uczniów z wszystkich warstw społecznych – wynika z projektu ustawy. W ten sposób rząd chce przeciwdziałać segregacji szkodzącej świętemu projektowi integracji.

Przegłosowanie projektu w parlamencie oznaczałoby ograniczenie „wolnego wyboru szkoły" w imię równości.

Dwa lata temu rząd powołał Komisję Szkolną, której zadaniem było przedstawienie pomysłów, jak podnieść poziom umiejętności uczniów w szwedzkich szkołach i wpłynąć na równe szanse dzieci w osiąganiu zadowalających wyników w nauce. Bezpośrednią przyczyną utworzenia Komisji było zapewne międzynarodowe badanie PISA, koordynowane przez OECD (Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju). Z raportu wynikało, że szwedzcy nastolatkowie są daleko w tyle za swoimi rówieśnikami w świecie, jeżeli chodzi o umiejętność rozwiązywania zadań z matematyki, zasób wiedzy przyrodniczej i rozumienie tekstów. Raport obnażył też większe niż przeciętnie w OECD różnice w poziomie wiedzy wynikające z socjoekonomicznego statusu uczniów.

Otóż Komisja doszła do wniosku, że dotychczasowy system rekrutacji do placówek nauczania jest błędny i niesprawiedliwy. Nie daje bowiem wszystkim uczniom takich samych możliwości dostania się do renomowanych szkół. Do niektórych popularnych szkół rodzice zapisują dzieci, gdy są jeszcze niemowlakami, co uderza w emigrantów lub adoptowane latorośle. W wielu też gminach stosuje się zasadę rejonizacji. Ponieważ chętnych do nauki w atrakcyjnych szkołach jest zawsze więcej niż miejsc, wybiera się do nich przede wszystkim uczniów mieszkających najbliżej.

I tak, by znieść segregację, Komisja przedstawiła postulaty wprowadzenia nowej struktury przyjmowania uczniów. W efekcie przede wszystkim w klasach od VII do IX znaleźliby się uczniowie z różnych środowisk społecznych.

Zmiana prawa polegałaby na tym, że rodzice nie mogliby umieścić swojego dziecka na liście oczekujących, dopóki nie skończył czterech lub pięciu lat. Zapobieganiu segregacji służyłoby też zagwarantowanie przez gminy miejsc w szkołach atrakcyjnych dla uczniów, którzy skończyli np. VI klasę i w normalnych okolicznościach nie mieliby szansy na kontynuowanie w nich nauki. „Szkoła będzie lepsza dla wszystkich, jeżeli spotkają się w niej uczniowie różnego pochodzenia, dzieci które mieszkają w willach, i dzieci dorastające w blokach (w domyśle, w etnicznych enklawach) , tak jak to było wcześniej w Szwecji – argumentował potrzebę reformy mister edukacji Gustav Fridolin.

Zdaniem ministra wolny wybór szkoły będzie istniał nadal. Tylko że teraz będzie „sprawiedliwy dla wszystkich" i zostanie uwzględniony przy planowaniu nowych obiektów. Rząd zapowiedział również zbudowanie placówek oświaty w strategicznych punktach i w atrakcyjnych dzielnicach. Prawdopodobnie po to, by szkoły zobligowane do przyjmowania szerszego spektrum uczniów nie musiały zmuszać np. nastolatków z zamożniejszych dzielnic do rezygnowania z nauki w szkołach w pobliżu ich miejsca zamieszkania. Trudno to sobie wyobrazić.

Pozostaje kwestia, jak szybko rząd wprowadziłby w życie ten projekt. Gdyby polegał on na wznoszeniu nowych szkół z gotowych modułów, to może by się to udało przeprowadzić, choć i tak trudno nie pomyśleć o tym, jaki to by spowodowało chaos. Tym bardziej że np. ślimaczy się budowanie modułowych domów dla nowo przybyłych uchodźców i niektórzy z nich mieszkają w oczekiwaniu na własne lokum w hotelach...

O potrzebie zmian niech świadczą fakty. Od 1950 r. do szkół uczęszczało 2 mln dzieci. Ich liczba wzrośnie w 2020 r. do 2, 5 mln. Szwecja przechodzi największy boom budowy placówek nauczania od czasów wprowadzenia systemu szkół podstawowych. Do 2025 r. powinno tu powstać do ok. 1200 nowych podstawówek. W wielu zaś starych trzeba przeprowadzić remont. I chodzi o to, żeby przy tych ogromnych wyzwaniach nie dopuszczać, by segregacja mieszkaniowa przekładała się na segregację szkolną. 10 proc. szkół w kraju odpowiada za przyjmowanie aż połowy dzieci emigrantów, co przyczynia się do pogłębiania różnic między uczniami.

Forsowanie sprawiedliwości i zwalczanie socjalnych problemów kosztem części uczniów nie budzi jednak aprobaty opozycji. I cała nadzieja w tym, że reforma nie przejdzie. Segregacja to bowiem efekt politycznego fiaska, bo rząd pozwalał na jej ekspansję przez kilka dekad. Fenomen przełożył się na wzrost przestępczości i gorsze wyniki uczniów. „Nie ruszaj naszych dzieci, Fridolin" – apelował publicysta „Svenska Dagbladet", Gudmundson.

Autorka jest dziennikarką, wieloletnią korespondentką „Rzeczpospolitej" w Szwecji

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA