fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Wybory do PE: Największy rywal to konkurent z listy

Dla polityków PiS najcenniejsze jest poparcie ze strony Jarosława Kaczyńskiego
Tomasz Jastrzebowski/REPORTERt
Największym rywalem jest jak zwykle konkurent z listy.

Tylko krew, pot, łzy i trud – obiecywał podczas swojej premierowskiej mowy inauguracyjnej Winston Churchill. Miał na myśli wojnę, ale to pasuje również do polityki. W kampanii do Parlamentu Europejskiego wojny między kandydatami toczą się jednak przede wszystkim w obrębie list i dużych bloków wyborczych. Dwa z nich w niej dominują, a jeden – Koalicja Europejska – to sojusz pięciu partii. Jednocześnie zbyt brutalna rywalizacja może działać na niekorzyść całej formacji. Dlatego kandydaci w kampaniach indywidualnych na jednej liście rywalizują bardziej na pomysły, liczbę spotkań i rozdanych ulotek, a ciosy zadają sobie w bardziej aksamitnych rękawiczkach. W PiS prezes Jarosław Kaczyński na jednym z zamkniętych spotkań przed startem najważniejszego etapu kampanii przestrzegał wręcz, że „kolejność na listach jest dobrze przemyślana”. W kończącej się już kampanii europejskiej nie brakowało wyróżniających się kampanii indywidualnych. Większość wyróżniała się na plus. Chociaż jak zwykle wielu polityków uznało, że przebić się można tylko w niekonwencjonalny sposób. Dzięki mediom społecznościowym dziennikarzom łatwiej śledzić zarówno dobre, jak i złe pomysły.

Zdjęcie z Tuskiem

Rywalizacja na listach Koalicji Europejskiej to konkurencja między przedstawicielami pięciu partii. W niektórych miejscach – jak na Lubelszczyźnie – zwycięstwo lub porażka jednego z kandydatów może nawet przesądzić o dalszych losach Koalicji. Tam Krzysztof Hetman z PSL (jedynka całej Koalicji Europejskiej) rywalizuje z Joanną Muchą z PO (numer dwa). W ostatnim z serii spotów Hetmana chwali jego ojciec. Wcześniej europosła PSL popierali zwykli ludzie z Lublina i okolic. Jego sztab stawia na kontrast z kampanią Muchy, która przyjmuje poparcie od znanych polityków PO i celebrytów. Dobry wynik Muchy w mieście może skompensować mobilizacja elektoratu Hermana na terenie całej Lubelszczyzny.

Bartosz Arłukowicz, kandydat (nr 2) w woj. zachodniopomorskim, zdeklasował konkurencję w okręgu – na swojej liście – w inny sposób. W poniedziałek na jego profilach społecznościowych pojawiło się stylizowane na plakat wyborczy (bez żadnego logo czy hasła) zdjęcie Arłukowicza z Donaldem Tuskiem. „Dziękuję panie premierze!” – tak podpis widniał pod fotografią, która natychmiast stała się hitem w mediach społecznościowych. W woj. zachodniopomorskim jedynką jest europoseł SLD Bogusław Liberadzki, który na takie wsparcie Tuska liczyć nie może. Arłukowicz prowadzi bardzo intensywną kampanię, w internecie publikuje materiały oznaczone jako #BartekTeam. Kampania Arłukowicza jest jedną z najbardziej aktywnych i widocznych w całej KE. Podobnie jest z kampaniami Andrzeja Halickiego, Kamili Gasiuk-Pihowicz czy – startującego z nr 7 pod hasłem „007 dla Europy” – Pawła Pudłowskiego. Bardzo zaangażowany jest też nr 10 na stołecznej liście KE Władysław Teofil Bartoszewski, rekomendowany przez PSL.

Bartosz Arłukowicz zdystansował konkurencję w okręgu
Marek Szandurski

W samej Koalicji coraz częściej krytykowana jest oparta na mediach tradycyjnych kampania warszawskiej „jedynki”, czyli Włodzimierza Cimoszewicza. W przeciwieństwie do kolegów, byłych premierów Leszka Millera i Marka Belki, trudno odnotować też jego aktywność w mediach społecznościowych. Politycy SLD wszystko tłumaczą strategią Cimoszewicza, którego kampania ma być kierowana do starszego elektoratu. W KE mało kogo to jednak przekonuje. Ale oczywiście sztabowców konkurencji Cimoszewicza mało ta jego niska aktywność martwi. W samej KE nikt do końca nie jest pewny, jak Koalicja zadziała w niedzielę i jak rozłożą się głosy na poszczególnych kandydatów z różnych partii. Jak wynika z naszych informacji, ostatni sondaż dla Polskapress, który pokazał niespodzianki w niektórych okręgach (z Pomorza dostają się Magdalena Adamowicz i Jarosław Wałęsa, ale już nie „jedynka”, czyli Janusz Lewandowski), wywołał bardzo żywą dyskusję w ramach Koalicji, przede wszystkim Platformy. Dla polityków KE samo utworzenie wspólnej listy z tak różnych środowisk jest dużym sukcesem. Niedzielne wybory zweryfikują, na ile rzeczywiście tak jest. – Nie wszyscy na listach z każdej partii pracują tak samo jak na listach PiS. Tam widać zaangażowanie u każdego – mówi nasz rozmówca z PO, który wskazuje na przykład Cimoszewicza i kilku innych kandydatów, którzy na listach KE są mniej widoczni. Politycy SLD, z którymi rozmawialiśmy, odpierają jednak te zarzuty. – To zawiść tych, którzy znaleźli się na dalszych miejscach – komentuje jeden ze sztabowców Sojuszu „w terenie”. Bo w wielu miejscach, nie tylko w Warszawie, politycy SLD są wyżej niż ci związani wiele lat z PO.

Kosztowny black hawk

Chęć przebicia się za wszelką cenę w szumie – tym generowanym w mediach społecznościowych przez innych kandydatów – prowadzi do fatalnych skutków. Ostatnio przekonał się o tym Marek Opioła, poseł PiS startujący z nr 10 w woj. mazowieckim. Z punktu widzenia mechaniki kampanii wyborczej i kalendarza takie miejsce to tylko sposób na budowanie rozpoznawalności przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi. Kampania Opioły stała się we wtorek znana ogólnokrajowo, gdy do internetu trafił spot, w którym kandydat PiS wykorzystał policyjny helikopter. Rzecznik komendanta głównego policji poinformował, że helikopter został użyczony „w bieżącej pracy przewodniczącego Komisji do spraw Służb Specjalnych”, którym (jeszcze) jest Opioła. Reakcja PiS była szybka. Szef MSWiA Joachim Brudziński zapowiedział we wtorek, że na najbliższym posiedzeniu Sejmu Opioła zostanie odwołany z funkcji. Spot został usunięty z internetu, ale szkody – również dla ogólnokrajowej kampanii PiS – zostały już wyrządzone.

Bardzo zaangażowany Władysław Teofil Bartoszewski (z prawej), rekomendowany przez PSL. Na zdjęciu z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem
PAP/Rafał Guz

Zgodnie z oczekiwaniami największa rywalizacja na listach PiS jest w okręgu świętokrzysko-małopolskim. Tam znani politycy – Beata Szydło, Patryk Jaki, Ryszard Legutko, Arkadiusz Mularczyk i Dominik Tarczyński – silnie konkurują o mandaty. Zwłaszcza że PiS liczy na maksimum cztery. Wiele w Małopolsce zależy od tego, czy mandat zdobędzie kandydat Konfederacji, która podbiera częściowo elektorat PiS.

Dużo dzieje się też w PiS na Podlasiu, gdzie trwa bardzo zaciekłe starcie między Krzysztofem Jurgielem a europosłem Karolem Karskim. Jak na standardy partyjne jest jednak dość spokojnie. Intensywnie jest też na Pomorzu, gdzie o głosy walczą Anna Fotyga i Jarosław Sellin. Zgodnie z symulacjami mandat będzie w tym okręgu tylko jeden.

Dla polityków PiS najcenniejsze poparcie może nadejść od Jarosława Kaczyńskiego i premiera Mateusza Morawieckiego. Adam Bielan, „jedynka” na Mazowszu, w swoich spotach radiowych ma poparcie właśnie tych dwóch polityków. „Adam Bielan, pracowity i skuteczny. Poprzyjcie go państwo w tych wyborach” – mówi Kaczyński w jednym ze spotów.

Wynik wszystkich wewnętrznych pojedynków poznamy już wkrótce. Ale jest jasne, że nikt nie ma pewności w 100 proc., co się wydarzy w niedzielę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA