fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Marek Migalski: Socjalna konserwa

AFP
Kaczyński wygrywa, bo lepiej odczytuje prawdziwe nastroje społeczne niż liderzy opozycji.

Od trzech dni głowimy się nad przyczynami sukcesu PiS w eurowyborach.

Politolodzy, socjolodzy, komentatorzy, publicyści i dziennikarze prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowych powodów, dla których wynik potyczki wyborczej był druzgocący dla Koalicji Europejskiej, a oszałamiający dla Zjednoczonej Prawicy.

Czytaj także:

Chrabota: Wszystko zmieni głosowanie w internecie

Najczęściej wskazywane są w tym kontekście mobilizacja elektoratu partii rządzącej, spór ideologiczny wywołany przemówieniem Leszka Jażdzewskiego i filmem braci Sekielskich, reakcja państwa na powódź, niespójność ideowa ugrupowań składających się na KE, słabość części jej kandydatów oraz leniwa kampania w ich wykonaniu itp.
Zapewne we wszystkich tych sugestiach jest sporo prawdy, ale nigdy nie dowiemy się ostatecznie które i na ile zaważyły na wynikach niedzielnej elekcji. Część z nich nachodziła na siebie, część wykluczała, a jeszcze inne mogły, choć nie musiały wpływać, na decyzje elektoratu. Możliwe, a nawet wielce prawdopodobne, jest i to, że także inne czynniki miały wpływ na ostateczny rezultat, jaki osiągnęło PiS.

Jest jednak jeden zasadniczy powód, dla którego butelki szampana otwierano w niedzielę na Nowogrodzkiej, a nie w sztabie wyborczym KE. Tym powodem jest program partii rządzącej oraz konsekwencja w jego realizacji. Po prostu – ideologia i cele PiS są bliższe wizji świata przeciętnego Polaka, niż idee i cele KE lub Wiosny. Statystyczny Kowalski jest bowiem socjalistycznym konserwatystą, a nie progresywnym liberałem.

Co mam na myśli? Program PiS bazuje na solidaryzmie społecznym w sferze ekonomii oraz na tradycjonalizmie w zakresie aksjologii. I jest to dokładnie to, czego chce przeciętny Polak. Materializuje się to w jego postawie oczekiwania transferów społecznych, aktywnej roli państwa w gospodarce, szerokich świadczeń socjalnych itp. A z drugiej strony w poszanowaniu wartości chrześcijańskich w życiu publicznym, konserwatyzmie obyczajowym i tradycjonalizmie w sferze wartości.

Kowalski pragnie wypełniania przez państwo roli w zabezpieczeniu mu bezpieczeństwa socjalnego oraz zewnętrznego: chce gwarancji pracy, 500 plus, trzynastej emerytury, wcześniejszego do niej prawa. A także nie życzy sobie u siebie imigrantów, obcych, innych dopatrując się w nich zagrożenia dla swego komfortu i bezpieczeństwa.

Chce także swoistego konserwatyzmu obyczajowego – nie przepada za gejami, za nowinkami z zachodu w postaci małżeństw homoseksualnych czy prawa do aborcji i eutanazji, za rygorystycznym rozdziałem państwa i Kościoła. Owszem, lubi sobie ponarzekać na proboszcza czy pośmiać się z wystawności życia niektórych hierarchów, ale swoje dzieci chrzci, posyła na lekcje religii, sam zaś uczestniczy przynajmniej kilka razy w roku w mszy świętej i przyjmuje kolędę.

Jest więc socjalistycznym konserwatystą – łączy upodobanie do wysokich transferów socjalnych ze strony państwa z poszanowaniem wartości chrześcijańskich w życiu publicznym. I dokładnie takie model ustrojowy proponuje mu PiS – paternalizm polityczny, solidarystyczną gospodarkę, bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne, a jednocześnie konserwatyzm w życiu społecznym. I dlatego właśnie to partia Kaczyńskiego wygrywa kolejne wybory i pewnym krokiem zmierza do swej drugiej kadencji w latach 2019-2023.

Na jej tle opozycja wydaje się jakby importowana z innego kraju. Zwłaszcza Wiosna, choć i politycy KE jawić się muszą przeciętnemu wyborcy jako dziwacy chcący wprowadzić do Polski zachodnie nowinki. Zgadzają się na relokację uchodźców, związki partnerskie, liberalizację ustawy aborcyjnej. W przypadku utraty pracy doradzają wzięcie kredytu, a po powodzi sugerują, że trzeba się było ubezpieczyć. Chcą liberalizmu ekonomicznego i aksjologicznego. Możliwe, że to bardzo dobry program, ale raczej dla Holendrów lub Szwajcarów, a nie dla mieszkańców kraju nad Wisłą i Odrą.

Taki obraz opozycji jest lekko przejaskrawiony i nie dotyczy wszystkich jej członów (wymyka mu się na przykład PSL, który o wiele bardziej przypomina PiS, niż Nowoczesną, Wiosnę, czy nawet PO), ale w zasadniczym rysie właściwie opisuje różnice między obozem rządzącym a partiami tworzącymi KE. I w najdoskonalszy sposób tłumaczy niedzielne zwycięstwo Zjednoczonej Opozycji. Kaczyński lepiej odczytuje prawdziwe nastroje społeczne i skuteczniej zaspakaja oczekiwania większości rodaków, niż liderzy opozycji.

I co ważne – jest w tym wiarygodny, bo naprawdę, nie tylko deklaratywnie, jest wierny programowi swej partii. O ile politycy III RP przyzwyczaili nas do tego, że co innego mówi się w kampanii, a co innego robi po niej, o tyle PiS rzeczywiście realizuje swoje popularne społecznie postulaty. Przez prawie cztery lata swoich rządów zmaterializowało dużą część swoich wyborczych obietnic. Przywódcy PO, SLD czy PSL nie mogą tego o sobie powiedzieć. To także tłumaczy dlaczego od 2015 roku ich popularność maleje, a miłość wyborców do PiS wzrasta.

Być może polityka gospodarcza obozu władzy jest amatorska i doprowadzi do katastrofy finansów publicznych (jak twierdzi opozycja i sprzyjające jej media); być może model ekonomiczny państwa PiS zniszczy oszczędności Polaków; być może konsekwencją prac rządu będzie załamanie się przemysłu i ucieczka z Polski zagranicznych inwestorów. Ale dopóki to się nie stanie, władza PiS będzie trwać – bo odpowiada wyobrażeniom większości Polaków o tym, jak powinno działać państwo i jakie wartości winni wyznawać rządzący. Socjalistyczni konserwatyści będą zatem nadal wybierać sobie do rządzenia socjalistyczno-konserwatywną partię. Także do ich reprezentowania w Europie. I tak właśnie należy przede wszystkich tłumaczyć to, co stało się w niedzielę. Oraz przewidywać to, co będzie miało miejsce jesienią tego roku, w elekcji do Sejmu i Senatu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA