Rynek pracy

Maleją szanse Polski w rywalizacji o Ukraińców

pexels.com
To ostatni dzwonek, by zawalczyć o pracowników z Ukrainy, których zaczynają już rekrutować Niemcy. Podbierają ich też Czesi i Słowacy, kusząc wyższą płacą i dwuletnim kontraktem.

– Już teraz Czesi zabierają nam coraz więcej pracowników z Ukrainy, a wkrótce przyjdzie czas na Niemcy, do których może wyjechać duża część fachowców – ostrzega Marian Przeździecki, dyrektor ukraińskiego oddziału agencji zatrudnienia Work Service. Jak przyznaje, pomimo ogromnego zapotrzebowania ze strony krajowych firm, coraz trudniej jest ściągać Ukraińców do pracy w Polsce.

Po pierwsze, na Ukrainie, szczególnie w zachodnich regionach, też rosną braki kadrowe, a po drugie, w tym roku znacząco wzrosła konkurencja o jej mieszkańców ze strony Czech i Słowacji, które zliberalizowały procedury wjazdowe. Potwierdzają to inne agencje specjalizujące się w rekrutacji ukraińskich pracowników. Krzysztof Inglot, szef Personnel Service, która ma już trzy spółki na Ukrainie, przyznaje, że w tym roku na dużo większą skalę niż wcześniej rekrutują tam firmy czeskie i słowackie.

Czeska ofensywa

– Pomimo zapowiedzi uproszczenia procedur dla Ukraińców nic się nie zmienia. Stoimy w miejscu, podczas gdy inne kraje zaczynają się na nich otwierać – mówi Michał Wierzchowski, dyrektor agencji zatrudnienia EWL, która w tym roku chce sprowadzić z Ukrainy ponad 15 tys. pracowników. Niedawno otworzyła też biuro w czeskiej Pradze. Chce tam skorzystać z boomu na ukraińskich pracowników.

W Czechach, gdzie zarobki są o około jednej trzeciej wyższe niż w Polsce (a w motoryzacji nawet o 50 proc.), Ukraińcy mogą teraz łatwo dostać wizę do pracy na 90 dni, a potem pracodawca może ich zatrudnić w ramach rządowego programu Režim Ukrajina na 24-miesięczną kartę pracy. Pulę kart zwiększono w tym roku dwukrotnie do 20 tys. W przyszłym ma być znów podwojona.

Wprawdzie na taką długoterminową wizę do Czech Ukraińcy muszą czekać nawet do roku (podobnie jak na zezwolenie na pracę w Polsce...), lecz system „nieformalnych przyspieszeń" pozwala ją załatwić w 2–3 miesiące. W dodatku po roku pracy można ściągnąć do Czech rodzinę. Czeska minister pracy i polityki społecznej Jaroslava Němcová w tym roku już dwukrotnie odwiedziła Ukrainę, a podczas ostatniej, wrześniowej wizyty zapowiedziała wprowadzenie szybkiej ścieżki administracyjnej dla pracowników w wybranych zawodach, m.in. opiekunek. Już teraz Ukraińcy łatwiej mogą uzyskać prawo do dwuletniego pobytu na Słowacji, gdzie płace są o ok. 20 proc. wyższe niż w Polsce.

Większym problemem może się wkrótce stać konkurencja Niemiec, które od stycznia 2019 r. mają szerzej otworzyć rynek pracy dla migrantów zarobkowych spoza Unii, w tym z Ukrainy. Jak twierdzi Marian Przeździecki, niemieccy pośrednicy już werbują potencjalnych kandydatów do pracy, kusząc zarobkami rzędu 1400 euro netto miesięcznie za 170 godz. pracy (to dwukrotnie więcej niż w Polsce za 240 godz. pracy). Według niego Niemcy szukają nie tylko fachowców – ale także pracowników bez kwalifikacji i znajomości niemieckiego – ten warunek Niemcy mogą zresztą pominąć wobec przekraczającego 1,6 mln deficytu rąk do pracy za Odrą.

Potrzebna stabilizacja

Marian Przeździecki twierdzi, że Polska przestała być liderem otwartości na pracowników z Ukrainy. – Spadliśmy na ostatnie miejsce w regionie. W dodatku ustępujemy konkurencji pod względem płacowym, a warunki mieszkaniowe pracowników też często mamy gorsze – wyjaśnia. Według niego głównym problemem jest ograniczony do pół roku czas pracy w Polsce według uproszczonej procedury wizowej na tzw. oświadczenie. Deklaracje Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej, że jesienią zostanie on wydłużony do roku, nie zostały na razie zrealizowane.

– Jeśli tego nie zrobimy i nie wprowadzimy ułatwień, które zachęcają do stałej pracy i osiedlania się pracowników z Ukrainy, to wkrótce ich stracimy – przekonuje Marian Przeździecki. Zaznacza, że obecny system oświadczeń wspiera napływ niewykwalifikowanych sezonowych pracowników ze Wschodu, a zniechęca do przyjazdu do Polski fachowców, którym zależy na stabilnym zatrudnieniu i osiedleniu wraz z rodzinami. – Powinniśmy wydłużyć pracę na oświadczenie do nawet 18 miesięcy i stworzyć Ukraińcom zachęty do legalnej pracy i ściągania rodzin – twierdzi Krzysztof Inglot.

Jak przypomina szef Work Service na Ukrainie, starający się o dłuższy pobyt w Polsce Ukraińcy czy Białorusini nie mają żadnych preferencji – są traktowani tak samo jak przyjezdni z Bangladeszu czy Nepalu, choć są nam bliscy kulturowo i szybko się adaptują. Gdyby mogli zamieszkać w Polsce na dłużej wraz z rodzinami, mieliby większą motywację do podnoszenia kwalifikacji. Nie zmienialiby też tak często pracy dla 1–2 zł podwyżki stawki godzinowej, co stało się zmorą wielu firm, zwłaszcza w budownictwie.

Opinia

JACEK PIECHOTA, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej

Naszym atutem w konkurencji o pracowników z Ukrainy jest bliskość geograficzna i kulturowa, i fakt, że wielu z nich zna warunki życia w Polsce. Mimo to realnym zagrożeniem jest konkurencja ze strony krajów, gdzie płace są wyższe. W dodatku polityka migracyjna naszego państwa jest mało czytelna, nie skraca się czas oczekiwania na zezwolenia na pobyt i pracę, a niektórzy politycy łączą migrację zarobkową z zagrożeniem migracyjnym. Potrzebna jest otwarta deklaracja rządu, że Ukraińcy są w Polsce mile widziani. Warto też pokazywać pozytywne przykłady ich zatrudniania i integracji, co robimy w kampanii społecznej „Partnerstwo i zatrudnienie".

Pracują i wspierają gospodarkę

Do 11,5 mld dolarów mają wzrosnąć w 2018 r. transfery pieniężne od Ukraińców pracujących za granicą – szacuje Narodowy Bank Ukrainy W ub. roku ukraińscy migranci przekazali do kraju 9,3 mld dol.(ok. 9 proc. PKB). Jak szacuje Ministerstwo Spraw Społecznych Ukrainy, 3,2 mln obywateli tego kraju pracuje stale za granicą, a kolejne 9 mln sezonowo. Spora część obu tych grup trafia do Polski, gdzie liczbę pracowników z Ukrainy szacuje się na 1,8–2 mln. Jak ostrzega Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, odpływ z polskiego rynku pracy nawet części z nich (w umiarkowanym wariancie – 500 tys.) może obniżyć nasz PKB o 1,6 proc., co stanowiło 1/3 jego wzrostu w ub. roku. Organizacje pracodawców i ekonomiści apelują od kilku lat o spójną politykę migracyjną Polski. Jej niemal gotowy latem projekt jesienią wrócił do uzgodnień międzyresortowych. – Polityka migracyjna dotyczy wielu tematów, więc uzgodnienia muszą potrwać – wyjaśnia Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL