fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rynek pracy

Talenty wciąż pilnie poszukiwane

Adobe Stock
Mimo schłodzenia koniunktury gospodarczej niedobory wykwalifikowanych pracowników okazują się rekordowo duże – wynika z badań ManpowerGroup.

Czołówkę zawodów, które są najbardziej dotknięte niedoborem talentów, otwierają w Polsce wykwalifikowani pracownicy fizyczni. To wszelkiej maści fachowcy, tacy jak elektrycy, spawacze czy mechanicy – wynika z najnowszej edycji raportu ManPowerGroup na ten temat, które „Rzeczpospolita" prezentuje jako pierwsza.

Kolejni w zestawieniu znajdują się kierowcy: ciężarówek, pojazdów budowlanych, transportu zbiorowego. Trzecie miejsce to pracownicy produkcyjni: operatorzy produkcji i maszyn.

Czytaj także: Faworyci pracodawców. Kto najłatwiej znajdzie pracę w 2020 roku?

Ciekawe, że wykwalifikowani pracownicy fizyczni to specjalizacje, które od początku realizacji badania w Polsce, czyli od 2008 r., niezmiennie zajmują pierwszą pozycję w rankingu. I co więcej, deficyt talentów w tych zawodach jest najbardziej odczuwalny także w innych 44 krajach objętych badaniem ManPowerGroup. Z kolei niedobór kierowców obejmuje całą Europę.

70 proc. firm ma problem

W Polsce listę zamykają pracownicy restauracji i hoteli, księgowi i finansiści oraz pracownicy biurowi. Ciekawe, że po czterech latach nieobecności na listę wrócili pracownicy służby zdrowia oraz niewykwalifikowani pracownicy fizyczni. Za to w stosunku do 2018 r. – co dosyć zaskakujące – poza rankingiem znaleźli się przedstawiciele IT oraz stanowiska techniczne, na przykład kontrolerzy jakości – podaje ManPowerGroup.

Czytaj także: Rynek pracy pełen zagadek. Płace nie rosną, pracowników nie ma

– Polskie organizacje w różnym stopniu od lat walczą z niedoborem pracowników o potrzebnych umiejętnościach – mówi Iwona Janas, dyrektor generalna w ManpowerGroup, cytowana w raporcie. – Ale problemy narastają. Dziś aż siedem na dziesięć przedsiębiorstw nie może znaleźć rąk do pracy. W badaniu sprzed dwóch lat było ich pięć na dziesięć – podkreśla. Oznacza to, że wzrasta odsetek firm mających trudności w rekrutowaniu pracowników.

Skąd ten wzrost? Jak wyjaśnia Janas, to splot kilku niezbyt optymistycznych dla polskich pracodawców trendów na rynku pracy. To m.in. kurcząca się liczba starszych pracowników i jednocześnie malejąca liczba przedstawicieli młodego pokolenia, rosnąca mobilność pracowników (głównie migracje zagraniczne) czy dotychczasowa niezwykle silna poprawa na rynku pracy, co doprowadziło do rekordowo niskiej stopy bezrobocia. Inaczej mówiąc, wolne zasoby pracowników w Polsce są coraz mniejsze. Do tego trzeba doliczyć efekt niedopasowania do rynku pracy edukacji i braku programów, które kształcą uczniów w zakresie praktycznej nauki zawodu.

Pytanie jednak, czy spowolnienie gospodarcze, które już dotarło do Polski, może zmienić ten obraz? Jak wynika z badań firmy rekrutacyjnej Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy", liczba ofert pracy nie rośnie już tak dynamicznie jak rok temu. Firmy zwiększają zatrudnienie mniej chętnie.

Teoria a rzeczywistość

– Spadek dynamiki ofert pracy w połączeniu z innymi trendami jest pierwszym sygnałem, że siła tzw. rynku pracownika może słabnąć, a sytuacja w 2020 r. zacznie przesuwać się w kierunku równowagi w większości sektorów – zaznacza Agnieszka Wójcik, menedżer w firmie Antal. A to wymaga nowego podejścia zarówno od pracodawców, jak i pracowników.

– Zmiana koniunktury na rynku pracy może nieco ułatwić pracodawcom pozyskiwanie kandydatów, którzy odpowiadają ich oczekiwaniom –mówi Mateusz Żydek z Randstad Polska. – Mniej ofert pracy sprawia, że na jedną statystycznie będzie przypadać więcej kandydatów, co dawałoby większe szanse na znalezienie osoby najlepiej dopasowanej do wymagań. Oczywiście to statystyka, bo rzeczywistość może pokazać, że na stanowiska wysoko wyspecjalizowane wciąż niemal niemożliwe będzie pozyskanie odpowiednio przygotowanego kandydata – zauważa Żydek.

Ekspert dodaje, że w czasach schłodzenia koniunktury firmy niechętnie obniżają wymagania. Jeśli mają problem z rekrutacją, najczęściej zostawiają stanowisko nieobsadzone.

Robot pomoże

Dominik Malec, dyrektor regionalny w ManpowerGroup, zauważa, że antidotum na problemy z dostępem do pracowników są m.in. inwestycje w automatyzację procesów.

Grzegorz Bartol, wiceprezes firmy Bartex: – Brakuje nam rąk do pracy, wskaźnik bezrobocia w naszej gminie wynosi jedynie 1,8 proc. W takich warunkach jedyną sensowną rzeczą jest modernizacja i podniesienie wydajności dzięki robotom. Właśnie instalujemy dwa urządzenia, sądzimy, że pozwolą nam zaoszczędzić pracę ośmiu pracowników – mówi Bartol. —współpraca  Aleksandra Ptak-Iglewska Katarzyna Kucharczyk

Tomasz Walenczak dyrektor ManPowerGroup

Wzrost odsetka polskich firm, które mają trudności z obsadzeniem miejsc pracy, wiąże się głównie z ograniczonym dostępem do zasobów pracy. Technologia wymusza na pracownikach nieustanne zdobywanie nowych umiejętności. Nie wszyscy nadążają, rośnie grupa osób niedopasowanych do potrzeb pracodawców. Rynek pracy w Polsce będzie reagował na sytuację gospodarczą, firmy ostrożnie będą podchodzić do wszelkich inwestycji w kapitał ludzki, zwłaszcza w I kwartale 2020 r.

Ostra faza spowolnienia już za nami

W 2019 r. polska gospodarka urosła o 4 proc., po 5,1 proc. w 2018 r. – oszacował wstępnie Główny Urząd Statystyczny. To wynik rozczarowujący na tle prognoz, które ekonomiści formułowali jeszcze w grudniu. Wtedy przeciętnie oceniali, że wzrost PKB Polski wyhamował do 4,2–4,3 proc. Z drugiej strony na początku 2019 r. wśród ekonomistów dominowały prognozy, że zakończy się on wzrostem PKB o 3,8 proc., a najwięksi optymiści oczekiwali wyniku na poziomie 4–4,1 proc. Środowe dane GUS sugerują, że gospodarka wyraźnie straciła impet pod koniec ubiegłego roku. Ekonomiści przeciętnie szacują (oficjalne dane opublikowane zostaną za miesiąc), że PKB zwiększył się w minionym kwartale o 2,9 proc. rok do roku, najmniej od trzech lat – po 3,9 proc. w trzecim kwartale. W świetle tych prognoz roczna dynamika PKB miałaby zmaleć w ciągu trzech miesięcy aż o 1 pkt proc. Ostrzej polska gospodarka zahamowała tylko w I kwartale 2016 r. – w związku z załamaniem inwestycji, podyktowanym cyklem wydatkowania unijnych funduszy. Wtedy kolejne kwartały przyniosły stabilizację wzrostu PKB w okolicy 3 proc. rocznie. Tego samego ekonomiści spodziewają się w najbliższym czasie. A to oznacza, że nawet przyjmując najbardziej pesymistyczne scenariusze na 2020 r. – zakładające wzrost PKB o 2,5–2,8 proc. – najostrzejsza faza spowolnienia gospodarczego jest już za nami. Tymczasem nawet optymiści nie spieszą się z rewidowaniem swoich prognoz. – Wzrost PKB w 2020 r. o 3,5 proc. jest nadal realny – ocenili w komentarzu do środowych danych GUS ekonomiści z Banku Ochrony Środowiska. Jak wyjaśnili, polskiej gospodarce pomagać powinna m.in. poprawa koniunktury na świecie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA