fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rolnictwo

Ukraińcy zalewają nas swymi kurczakami

Fotorzepa, Michał Walczak
Kość niezgody między UE a Ukrainą ma postać filetu z kością. Dziura w prawie stała się prawdziwą bramą dla sprzedaży drobiu do Wspólnoty. Niemal połowa importu nie jest już obciążona cłami.

Import do Unii Europejskiej nieobjętych cłem kawałków kurczaka z kością sięgnął w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy ubiegłego roku 45,4 tys. ton, podczas gdy cały import z Ukrainy do UE wyniósł w tym czasie 105,5 tys. ton. Handel ułatwiony luką w przepisach powoli wypiera import regulowany kontyngentem. Komisja Europejska rozwiązuje ten problem więcej niż opieszale – od kwietnia ubiegłego roku nic się nie zmieniło.

Kod bez cła

Gdy pierwszy raz pisaliśmy o pozataryfowym imporcie drobiu z Ukrainy w kwietniu ubiegłego roku – zjawisko dopiero się rozkręcało, wynika z danych Eurostatu. W szczytowym momencie od maja do września import tuszek z kością sięgał 5 tys. ton miesięcznie.

– To są dwa zagrożenia, to jest bardzo sprytne wykorzystywanie luki w prawie – mówi Łukasz Dominiak, dyrektor generalny Krajowej Rady Drobiarstwa.

W obrocie międzynarodowym wszystkie produkty, w tym również elementy drobiu, mają przypisane kody CN. Wśród nich jest także właściwy kod, odnoszący się do tzw. pozostałych elementów – takich, które są nietypowe i nie da się ich w inny sposób zakwalifikować.

– Zgodnie z ustaleniami pomiędzy Brukselą a Kijowem produkty z tym kodem nie są objęte żadnym kontyngentem, a rynek unijny nie jest chroniony w tym obszarze barierami celnymi. Części drobiu oznaczone w ten sposób można zatem sprowadzać praktycznie bez żadnych ograniczeń – mówi Dominiak. Jego zdaniem ryzyko płynące z tego kodu zostało na etapie negocjacji umowy z Ukrainą przeoczone. Kwitnący import „pozostałych części z kurczaka" nie jest niezgodny z prawem, jednak to przeoczenie uruchomiło lawinę importu tańszego mięsa z Ukrainy do Unii Europejskiej z ominięciem kontyngentu.

– Do tej pory nie spotkało się to z twardszą reakcją unijnej administracji – przyznaje Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego w Santanderze.

Powolna reakcja instytucji unijnych niepokoi branżę drobiarską. Już w maju 2018 r. holenderscy europarlamentarzyści alarmowali w interpelacji do Komisji Europejskiej, że ukraińscy producenci mięsa drobiowego utworzyli specjalny krój mięsa (czapki piersiowe z małym kawałkiem skrzydła), który mieści się w zerowej stawce celnej. Ukraińskie koncerny, jak MHT, kupiły nawet kilka zakładów mięsnych na terenie UE. „Mięso to jest wywożone do UE i rozcinane w zakładach pomocniczych w różnych państwach członkowskich. Ukraińskie filety z piersi mogą być następnie sprzedawane na rynku UE po niższej cenie niż produkty unijne, dzięki taniej pracy i niskim standardom produkcji na Ukrainie" – napisali. Osobną interpelację złożył też europoseł Czesław Siekierski, który pytał, czy zdaniem KE takie działanie nie jest przypadkiem próbą obchodzenia prawa i unikania opłat celnych. Odpowiedź na oba zapytania brzmiała: KE wezwała Ukrainę do wspólnego zajęcia się sprawą.

Dopiero w listopadzie Rada Europejska udzieliła Komisji mandatu, który upoważnia KE do otwarcia negocjacji porozumienia z Ukrainą, które zmieni istniejącą stawkę celną.

Celem jest zagwarantowanie, by tym razem przywóz mięsa drobiowego z Ukrainy do Unii odbywał się na warunkach zapewniających ochronę producentów unijnych. W tym celu KE chce włączyć dwie linie taryfowe, kod CN 02071370 oraz 02071470, do kontyngentu taryfowego dla mięsa drobiowego. Sam kontyngent ma stopniowo rosnąć, mają też zostać przywrócone bardzo wysokie cła – 100,8 euro za 100 kilo dla importowanego z Ukrainy mięsa, które już ten kontyngent przekracza.

Jak dowiedzieliśmy się w KE, negocjacje mają się wkrótce rozpocząć. Trzy dni temu Cecylia Malmstrom, komisarz ds. handlu, rozmawiała o tym z Pavlo Klimkinem, szefem ukraińskiej dyplomacji.

Import obniża ceny

– Import mięsa drobiowego spoza UE powoduje większą presję na marże na unijnym rynku, który w dodatku charakteryzuje się trwałą wysoką podażą i niskimi marżami – mówi Grzegorz Rykaczewski. Dodatkowo Ukraina kieruje mięso głównie do Holandii, Polski i na Słowację, ważne rynki dla polskich producentów. Eksperci spodziewają się, że efektem dalszego rozwoju importu będzie wzrost aktywności Ukrainy również w innych unijnych państwach – a więc konkurencja z Polską na kolejnych rynkach.

Sytuacji nie ułatwia fakt, że wsparcie dla handlu z Ukrainą w świetle trwającej wojny z Rosją ma wciąż wymiar polityczny. Wojna, oprócz zagrożenia dla kraju, uniemożliwiła też handel ukraińskim producentom żywności. – Wzrost eksportu do krajów UE jest oznaką udanej reorientacji większości naszych eksporterów na nowy rynek po utracie rynku rosyjskiego – powiedziała w ub. roku „Rzeczpospolitej" Olga Trofimtseva, ukraińska wiceminister rolnictwa.

Dla polskiej branży liczy się rynek UE

Import mięsa drobiowego do Polski z Ukrainy wzrósł skokowo – z 2 do 22 tys. ton w ciągu pierwszych 11 miesięcy 2018 r. wobec analogicznego okresu 2017 r. Ukraina awansowała z piątego miejsca na lidera importu, a jego wartość skoczyła z 15 mln zł na 171 mln zł. Pytanie, jaka część tego handlu przypada na omawiane w tekście fragmenty z kością, które nie są objęte cłem. Według Krajowej Administracji Skarbowej spoza UE sprowadzono do Polski w 2018 roku 22,7 tys. ton takiego mięsa. Udział drobiu z importu w krajowej podaży to wciąż zaledwie ok. 2 proc., jednak dla polskich firm ważny jest poziom importu dla całej UE, naszego głównego rynku zbytu. Import do UE na przestrzeni ostatnich lat utrzymywał się w przedziale 5–6 proc. unijnej podaży, głównie z Brazylii i Tajlandii.

Opinia dla „rz"

Jan Wolff, zastępca dyrektora ds. eksportu, SuperDrob

Pomoc dla Ukrainy to decyzja polityczna, jednak dla branży drobiarskiej nie jest to dobre rozwiązanie i ma wpływ na ceny. Ukraińskie firmy są widoczne na targach, mają zakłady w UE i wykorzystują to polityczne zielone światło dla Ukrainy. Przy tym Ukraina handluje nie tylko z UE, więc konkurujemy z nimi także poza Unią Europejską. Nasza branża ma wątpliwości odnośnie do jakości i bezpieczeństwa ukraińskich produktów. Ukraińcy rozmawiają też z Chińczykami, ale na razie mają problem z ptasią grypą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA