fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rodzina

Koronawirus a kontakty rodzica z dzieckiem

AdobeStock
Mimo apeli rzecznika praw dziecka i stanowiska resortu sprawiedliwości problem alienacji rodzicielskiej w czasie pandemii nie zniknął.

„Apeluję do rodziców, którzy rozstali się i teraz osobno sprawują opiekę nad dziećmi, by w tym wyjątkowo trudnym czasie okazali sobie wyrozumiałość i nie przysparzali dzieciom dodatkowych cierpień. Niestety, w ostatnich tygodniach otrzymuję zgłoszenia w sprawie ograniczania kontaktów z dzieckiem przez rodzica drugiemu rodzicowi pod pretekstem zagrożenia koronawirusem. Jest to naruszenie prawa" – napisał 1 kwietnia na swoim portalu Mikołaj Pawlak, RPD.

Tego samego dnia alarmowaliśmy w „Rz" o narastających w czasie pandemii problemach z egzekwowaniem kontaktów z dziećmi z rozbitych rodzin. Kilka dni później resort sprawiedliwości wydał oświadczenie, w którym jasno podkreślił, że Covid-19 nie stanowi uzasadnienia, żeby nie przestrzegać postanowień sądów ustalających kontakty.

Czytaj także:

– Apele i stanowiska nic jednak nie zmieniły. Rodzice pierwszoplanowi, czyli zazwyczaj matki, które podjęły decyzję o blokowaniu kontaktów, trwają w swoich postanowieniach. Widząc szum medialny, zaangażowały do pomocy prawników, którzy próbują obronić błędną tezę, że Covid-19 uzasadnia niewydawanie dzieci – wskazuje dr hab. Joanna Dominowska, adwokatka zajmująca się sprawami rodzinnymi.

– Kwestia zagrożenia koronawirusem nadal jest flagowym argumentem przeciwko temu, aby osoby uprawnione do kontaktów mogły spotykać się ze swoimi dziećmi. Niestety, uważam, że w większości przypadków jest to jedynie metoda na izolowanie rodzica, a nie realna troska o dobro dziecka – komentuje adwokat Joanna Parafianowicz. I dodaje, że w praktyce nie dość, że kontakty osobiste często nie są realizowane pod pretekstem minimalizowania zagrożenia, to jeszcze rodzic, u którego dziecko przebywa, sprzeciwia się kontaktom pośrednim, np. telefonicznym lub za pośrednictwem aplikacji, takich jak zoom.

– O ile w pewnych okolicznościach obawa przed spotkaniem może zostać uzasadniona, o tyle sprzeciwy w tym drugim obszarze oceniam jako absurdalne – akcentuje Parafianowicz.

Powyższe skłoniło osoby skupione w organizacjach walczących o prawa ojców do napisania petycji do premiera rządu. Podkreślają w niej, że receptą na problemy z egzekwowaniem kontaktów jest szersze stosowanie opieki naprzemiennej. Tak, by sąd, ustalając kontakt z dziećmi, co do zasady ustalał miejsca zamieszkania małoletniego zarówno u ojca, jak i u matki w porównywalnych okresach. Takie rozwiązanie znalazło się w senackim druku nr 63.

„Wystarczy jednomyślnie zatwierdzone na komisjach senackich przepisy włączyć do nowelizacji specustawy Covid-19, o co apelujemy do Pana Premiera" – zaznaczono w liście do Morawieckiego.

Mecenas Dominowska sceptycznie podchodzi do wskazanych rozwiązań. Zaznacza, że już dziś istnieje możliwość orzeczenia przez sąd opieki naprzemiennej, z tym że nie jest to reguła, tak jak chcą autorzy noweli.

– Uważam, że problemu kontaktów podczas epidemii nie należy utożsamiać z kwestią opieki naprzemiennej. Tu chodziłoby raczej o skuteczne egzekwowanie zasądzonych kontaktów, bez względu na to, jak częste one są, oraz o skuteczne karanie za ich niewykonywanie przez którąkolwiek ze stron – wskazuje mec. Dominowska.

W projekcie znalazła się też propozycja sankcji karnych za blokowanie kontaktów. Projekt zakłada m.in., że ten, kto utrudnia lub uniemożliwia wykonanie kontaktów lub sprawowanie opieki nad małoletnim, podlega karze ograniczenia wolności albo jej pozbawienia do lat dwóch.

– Ten przepis jest zbyt ogólnie sformułowany. Jak rozumieć utrudnianie kontaktów? Czy karać powinno się za niewydanie dziecka, które jest chore? W mojej ocenie sprawy kontaktów z dziećmi powinny być też rozpoznawane przez sądy cywilne – komentuje mec. Dominowska.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA