fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Razem

Zandberg: Biedroń miał zrezygnować z mandatu? Niefortunna wypowiedź

Fotorzepa/ Jakub Mikulski
- Ja mam poczucie, że to już jest trochę nudna historia, odświeżanie jakiejś jednej niefortunnej wypowiedzi sprzed paru miesięcy - powiedział Adrian Zandberg z partii Razem, zapytany o zapowiadaną przed wyborami do europarlamentu rezygnację z mandatu. Lider Wiosny ostatecznie tego nie zrobił, nie będzie też startował w jesiennych wyborach.

Robert Biedroń ogłosił w poniedziałek, że nie wystartuje w wyborach do Sejmu w czasie konferencji, w trakcie której przedstawiono skład sztabu wyborczego Lewicy. Biedroń stanie natomiast na czele sztabu wyborczego lewicowego bloku startującego w wyborach.

Dowiedz się więcej: Oficjalnie: Biedroń nie wystartuje w wyborach do Sejmu

Biedroń, który otwierał listę Wiosny w Warszawie w wyborach do Parlamentu Europejskiego (zdobył jeden z trzech mandatów dla Wiosny, która osiągnęła wynik 6,06 proc.) przed wyborami do PE deklarował, że zrzeknie się mandatu eurodeputowanego i wystartuje w wyborach do Sejmu.

Przeczytaj: Biedroń: Wystartuję do Parlamentu Europejskiego i prawdopodobnie nie przyjmę mandatu

Po wyborach Biedroń nie składał już takich deklaracji. Na pytania dziennikarzy, czy zrezygnuje z mandatu eurodeputowanego odpowiadał, że decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.

Zapytany w Polskim Radiu 24 o decyzję Biedronia Adrian Zandberg stwierdził, że powodem jest objęcie przez lidera Wiosny funkcji szefa sztabu połączonego lewicowego komitetu. Na uwagę, że stanowisko to nie wymaga rezygnacji z kandydowania, odparł: - To się zdarza, ale zdecydowaliśmy się wspólnie na to rozwiązanie także dlatego, że polska polityka nie kończy się jesienią 2019 roku. 

- Ja mam poczucie, że to już jest trochę nudna historia, odświeżanie jakiejś jednej niefortunnej wypowiedzi sprzed paru miesięcy. Mnie interesuje to, co będzie się działo teraz - mówił Zandberg.

- Teraz Robert Biedroń siedzi właśnie w biurze na posiedzeniu sztabu i przygotowuje ostatnie szczegóły, dopina prace naszego sztabu, który ruszy po dobry wynik dla listy lewicy do parlamentu - dodał polityk Razem.

Zandberg pytany o formalną stronę decyzji lewicowych partii o wystawieniu wspólnej listy i niezawiązywanie koalicji, która musiałaby w wyborach zebrać 8 procent głosów, by uczestniczyć w podziale mandatów, stwierdził, że "takie rozwiązanie nie ma większego znaczenia". - Według badań społecznych nasza lista ma w tym momencie poparcie na poziomie kilkunastu procent. Jak było i jak będzie rozstrzygną szczęśliwie i rozstrzygnęli wyborcy, a nie dziennikarze w studiu albo polityczni komentatorzy. Mnie interesuje to, żeby lewicowi wyborcy - ci, którzy chcą Polski, która nie wsadza ludziom nosa pod kołdrę i ci, którzy chcą Polski, która jest solidarna, sprawiedliwa społecznie - mieli na kogo zagłosować - tłumaczył.

Źródło: rp.pl/ PR24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA