fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Maciej Nowak: Chaos z prawem własności

Maciej Nowak
Rzeczpospolita, Robert Gardziński
Ustawodawca daje sprzeczne sygnały, jeśli chodzi o wolność dysponowania nieruchomościami. Raz zachęca do swobodnego wycinania drzew, a kiedy indziej praktycznie zabrania obrotu gruntami rolnymi – pisze radca prawny.

Przy okazji dyskusji nad prawem do ścinania drzew na prywatnych działkach powróciło odwieczne pytanie: jakie powinny być optymalne granice prawa własności i co dokładnie może, a czego nie może zrobić na swojej nieruchomości właściciel. Żyjemy w czasach dużej presji urbanistycznej, licznych konfliktów przestrzennych i coraz większych możliwości technologicznych. Stosowanie kalek liberalnych manifestów z minionego wieku nie odpowiada tym wyzwaniom.

Z jednej strony w społeczeństwie niezwykle popularne jest hasło „moja działka – moja sprawa", w myśl którego, jeżeli jestem właścicielem nieruchomości, to żaden urzędnik nie może zabronić mi ścinania drzew, zabudowy ani niczego innego. Właśnie takie stanowisko przyjmują obrońcy niedawnej nowelizacji ustawy o ochronie przyrody. Niestety, taki pogląd bez dodatkowych zastrzeżeń wydaje się dziś nadmiernie populistyczny. Skoro bowiem powinniśmy mieć prawo robić co tylko chcemy na swoich działkach, to za niepotrzebne, wręcz szkodliwe należy uznać przepisy zapewniające ochronę dziedzictwa kulturowego, ochronę przyrody czy ładu przestrzennego. Bądźmy konsekwentni. Obrońcy własności zapewne odpowiedzą, że nie o taką wolnoamerykankę im chodzi i że w podstawowym zakresie pewne ograniczenia powinny jednak funkcjonować.

I w ten sposób dochodzimy do sedna sprawy. Jaki jest ten „podstawowy" zakres możliwych ograniczeń właściciela nieruchomości i czy zbyt szerokie korzystanie ze swoich praw nie szkodzi innym. A szkodzić może na różne sposoby. Przykładowo, szeroka zabudowa, zwłaszcza na terenach wartościowych przyrodniczo, znacząco obniża wartość – również estetyczną – tych terenów. Do tego dochodzą argumenty typowo środowiskowe, ekonomiczne, a nawet zdrowotne.

Obecne ustawodawstwo jest dosyć chaotyczne. Niespodziewanie większość rządowa stwierdziła konieczność liberalizowania wycinki drzew i ekspresowo przeprowadziła odpowiednią ustawę. A jednocześnie istnieją przepisy umożliwiające – w imię różnorakich celów publicznych – ograniczanie prawa własności, a nawet jego odbieranie. Wśród przykładów można podać ustawę o gospodarce nieruchomościami, ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym czy stosunkowo nową ustawę o rewitalizacji. Nic nie przebije jednak ograniczeń wprowadzonych do obrotu gruntami rolnymi. Ustawodawca daje więc sprzeczne sygnały. Raz zachęca do swobodnego wycinania drzew, a kiedy indziej praktycznie zamyka rynek nieruchomości na wsi. I takie rozchwianie postępować będzie dalej, jeżeli nie uda się przeprowadzić szerszej debaty na temat optymalnego zakresu prawa dysponowania nieruchomościami.

Jeżeli rozważamy możliwość swobodnej wycinki, zastanówmy się, jak to wpłynie chociażby na działania deweloperów. Jeżeli krzyczymy „moja działka – moja sprawa", zastanówmy się, jak takie absolutne prawo zdegraduje naszą przestrzeń, różne cenione przez nas funkcje tej przestrzeni. I czy przypadkiem zbytnia swoboda na konkretnych działkach nie doprowadzi do niszczenia istotnych wartości publicznych, w tym tak łatwo lekceważonych wartości przyrodniczych. Przy czym nie chodzi tu bynajmniej o inżynierię społeczną ani zbyt szerokie zwiększanie roli państwa. Chodzi o konkretne odniesienie się do stanu faktycznego i prawnego. Konkludując, przy definiowaniu możliwych ograniczeń prawa własności nieruchomości warto widzieć cały las, a nie pojedyncze drzewa.

Autor jest wykładowcą na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym w Szczecinie.

„Rzeź drzew trwa" >C1

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA