fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Stanisław Obirek: Kościół z kobiecym głosem

Stanisław Obirek
Fotorzepa/ Radek Pasterski
Jeśli hipotetyczny ogólnopolski synod miałby mieć jakikolwiek sens, musiałby wyjść poza tradycyjny paradygmat katolicyzmu jako instytucji kształtowanej przez bezżennych mężczyzn – pisze teolog i antropolog kultury.

Gdy prymas Jakub Uchański zastanawiał na początku lat 60. XVI wieku nad zwołaniem synodu narodowego, wzbudził przerażenie nuncjusza papieskiego Giovanniego Commendoniego i kard. Stanisława Hozjusza. Lęk był uzasadniony, możliwość powstania Kościoła narodowego była realna. Przykłady Niemiec, Szwajcarii, Anglii i krajów skandynawskich były zaraźliwe.

W istocie Hozjusz, by zaradzić bolączkom Kościoła ,sprowadził do Polski w 1564 r. jezuitów, którzy stali się najbardziej gorliwymi apostołami kontrreformacyjnych reform wprowadzonych na soborze trydenckim. Uratowali katolicyzm jednak za cenę jego sarmatyzacji, czyli wtopienia go w antyintelektualny etos polskiej szlachty, która zgodnie odwróciła się od nazbyt wymagających nowych reformacyjnych Kościołów. Udało się to przede wszystkim dzięki poparciu władzy królewskiej i wracających do starego wyznania potężnych rodów magnackich z Radziwiłłami na czele.

Dzisiaj katolicyzm znalazł się również w krytycznej sytuacji, a kryzys, jaki dotknął wiele Kościołów lokalnych, znowu każe myśleć o systemowych środkach zaradczych. W odróżnieniu od XVI w. również papież Franciszek zachęca lokalne Kościoły do wejścia na drogę synodalną. Czy również w naszym kraju zwołanie synodu narodowego nie byłoby dobrym pomysłem? Tak sugeruje Tomasz Krzyżak, pisząc w „Rzeczpospolitej”, że „od pewnego czasu w Kościele – tak po stronie świeckich, jak i duchownych – podnoszą się głosy, by zwołać ogólnopolski synod, by po debacie i rozeznaniu znaleźć właściwy kierunek. Rok 2021 przynosi szansę i warto, by głosy wiernych i biskupów wreszcie się spotkały” („Ucieczka znad przepaści”, 30 grudnia 2020 r.). Pomysł wydaje się sensowny, jednak należy się dobrze zastanowić nie tylko nad szczegółami, ale również rozejrzeć się, jak z kryzysem próbują radzić sobie inni. Wszak kryzys to nie jest nasza polska specjalność, ale jest to problem katolicyzmu globalnego.

Krzyżakowi wtóruje Tomasz P. Terlikowski, który przypominając dorobek Wojtyły, Wyszyńskiego i Blachnickiego zauważa, że „na razie jesteśmy na etapie końca tamtej formy i braku pomysłu na nową” („Koniec epoki Wyszyńskiego”, „Plus Minus” z 2 stycznia 2021 r.). Z tymi pomysłami nie jest tak źle. Pojawiają się, i to od dawna, przynajmniej od Soboru Watykańskiego II. Jednak mijająca epoka Wyszyńskiego i Jana Pawła II była czasem, kiedy zdecydowanie je odrzucano. Może warto przynajmniej do niektórych powrócić, tym bardziej, że inne Kościoły lokalne nie próżnują.

Sporo podpowiedzi można też znaleźć w dokumentach papieża Franciszka, zwłaszcza w dwóch encyklikach „Laudato si” z 2015 r. i „Fratelli tutti” ogłoszonej w roku minionym. Obie wyznaczają trajektorie, po których katolicyzm w wielu krajach już od dawna się przemieszcza. Ta pierwsza zwróciła uwagę na zagrożenia związane ze zmianami klimatu i zagrożeniem ekologicznym, a druga uświadamia katolikom, że w rozwiązywaniu problemów dzisiejszego świata nie są osamotnieni i powinni większą uwagę zwrócić na inne religie, zwłaszcza islam.

Po jakie rozwiązania sięgają inne Kościoły? Oto dwa przykłady z ostatniego czasu: Niemcy i Irlandia. Oba Kościoły przeżyły wstrząsy podobne do tych, jakie w chwili obecnej przeżywa Kościół polski. Zwłaszcza Irlandia nie może się pozbierać po prawdziwym szoku, jakim było ujawnienie systemowej plagii pedofilii wśród kleru, o czym pisali w specjalnych listach do wiernych tego Kościoła Benedykt XVI w 2010 r. i Franciszek w 2018 r. Stąd zapewne nacisk na rozliczenie się z tą ciemną kartą własnej historii. Niemcy w propozycjach zmian idą najdalej, zapewne dlatego, że sekularyzacja od lat jest przedmiotem tamtejszej teologii. Wybrany w marcu 2020 r. przewodniczący episkopatu Niemiec Georg Bätzing określił siebie jako konserwatystę, który kocha swój Kościół i dlatego chce, by się on zmieniał. Jego zdaniem  najważniejsze obszary, w których musi dojść do zmian, to stosunek do osób LGBT i zwiększenie roli kobiet w Kościele łącznie z dopuszczeniem ich do święceń diakonatu i kapłaństwa.

Bätzing zdaje sobie sprawę, że w samym Watykanie droga Kościoła niemieckiego napotyka na opór, gdyż musi się on liczyć również z konserwatywnymi głosami. Jednak jego zdaniem ktoś te zmiany musi zacząć i to właśnie Niemcy powinny robić. W praktyce oznacza to potrzebę zmiany nauczania na temat praw LGBTQ. Kościół katolicki twierdzi, że seks homoseksualny jest „z natury nieuporządkowany”, ale osoby LGBTQ mają być traktowane z „szacunkiem, współczuciem i wrażliwością” i bez dyskryminacji. Jego zdaniem również powinien się zmienić stosunek do osób, które nie mogą zawierać małżeństw katolickich. Poparcie dla osób homoseksualnych i żyjących w ponownych związkach powinno przybrać widoczne formy publicznego błogosławieństwa.

Bätzing opowiada się również nie tylko za zwiększeniem roli kobiet w Kościele, ale jasno stwierdza, że argumenty przedstawiane przez tradycyjną teologię, która sprzeciwiała się dopuszczeniu ich do święceń, są coraz mniej przekonujące. Jak przekonuje, „w teologii istnieją dobrze rozwinięte argumenty przemawiające za otwarciem posługi sakramentalnej również dla kobiet”. Drogę synodalną proponowaną przez bp. Bätzinga ostro krytykuje były prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Müller.

Ciekawe słowa padają również z ust nowego przewodniczącego episkopatu Irlandii Dermonta Farella, który 29 grudnia zastąpił na tym stanowisku Diarmuida Martina. Za najważniejsze osiągnięcie swego poprzednika, który został przewodniczącym episkopatu Irlandii w 2004 r., uznał publikację w 2009 r. druzgocącego raportu Murphy'ego na temat niewłaściwego traktowania zarzutów wykorzystywania seksualnego przez duchownych. Przypomnijmy, że w tym raporcie sędzia Yvonne Murphy stwierdziła, że ??w Dublinie panowała powszechna kultura wykorzystywania i że reputacja Kościoła i unikanie skandali były ważniejsze niż ochrona dzieci. Zdaniem Farella przywódcza siła jego poprzednika objawiła się przede wszystkim w ochronie dzieci i w tej sprawie zajmował wyjątkowo bezkompromisową pozycję. Farell uznał, że największym wrogiem Kościoła jest samozadowolenie, a staje się on wiarygodny tylko wtedy, gdy jest bezpiecznym miejscem dla najbardziej zranionych. W istocie, jego zdaniem „może istnieć tylko wtedy, gdy istnieje w nim zobowiązanie do prawdy, prawdziwej przejrzystości i trwałej opieki nad ofiarami”.

Powyższe głosy hierarchów z Niemiec i Irlandii znajdują poparcie w refleksji teologicznej. „Czas skończyć z obowiązkowym celibatem i ograniczeniem kapłaństwa do mężczyzn” – to postulat wyrażony przez wielu teologów katolickich na całym świecie. Jeśli hipotetyczny ogólnopolski synod miałby mieć jakikolwiek sens, musiałby wyjść poza tradycyjny paradygmat katolicyzmu jako instytucji kształtowanej przez bezżennych mężczyzn. Głos należy oddać przede wszystkim świeckim, w tym zwłaszcza kobietom.

Stanisław Obirek – teolog i antropolog kultury, profesor nauk humanistycznych, pracownik Ośrodka Studiów Amerykańskich na UW, były jezuita.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA