fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Skoro można zorganizować prywatkę, to tym bardziej powinny być otwarte kościoły

AFP
Jacek Malczewski opublikował w serwisie rp.pl opinię pod tytułem „Państwo, Kościół, Lock(e)down”. Autor argumentuje, że w obecnej sytuacji w kościołach powinny obowiązywać „identyczne obostrzenia”, jak w innych sferach życia społecznego. Powołuje się przy tym na argumenty prawne z ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania oraz przesłanki filozoficzne, cytując w tej mierze głównie Johna Locka. Nie sposób się jednak z tym tekstem zgodzić co do zasadniczej tezy, jakoby kościoły powinny zostać całkowicie zamknięte. I to nie ze względu na prawa boskie, ani nawet naturalne, lecz nasze ludzkie.

Przede wszystkim należy zauważyć, że tolerancja i wolność religijna jest jedną z najbardziej podstawowych wartości. Historycznie ugruntowana została po wojnach religijnych, pierwotnie w postaci ograniczonej zasady cuius regio, eius religio. Obecnie w polskim systemie prawnym zabezpiecza ją art. 53 Konstytucji, który w ust. 5 stanowi, że wolność uzewnętrzniania religii może być ograniczona jedynie w drodze ustawy i tylko wtedy, gdy jest to konieczne do ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób.

Czytaj także: Państwo, Kościół, Lock(e)down

Nietrafny jest zarazem argument, jakoby w kościołach nie obowiązywały podobne ograniczenia, jak w innych sferach aktywności. Weźmy chociażby pod uwagę określone w art. 47 Konstytucji prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego oraz do decydowania o swoim życiu osobistym. Zauważmy, że zgodnie z aktualnie obowiązującym rozporządzeniem w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii dopuszczalne jest organizowanie „imprez i spotkań do 5 osób, które odbywają się w lokalu lub budynku wskazanym jako adres miejsca zamieszkania lub pobytu osoby, która organizuje imprezę lub spotkanie; do limitu osób nie wlicza się osoby organizującej imprezę lub spotkanie oraz osób wspólnie z nią zamieszkujących lub gospodarujących”. Prawo nie wprowadza w tym przypadku zasady dystansowania społecznego, a więc zupełnie legalne jest w obecnym stanie prawnym urządzenie imprezy tanecznej na 6 albo i więcej osób w prywatnym mieszkaniu. Nawet najbardziej przestraszony sąsiad i najgorliwszy dzielnicowy nie mogą przerwać takiego spotkania, ani nikogo za to ukarać, o ile nie dochodzi do innych naruszeń porządku lub spoczynku nocnego.

Innym przykładem jest wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich, wynikająca z art. 57 Konstytucji. Podobnie, jak swoboda uzewnętrzniania religii, jest to uprawnienie tak ważne, że prawodawca nie zdecydował się całkowicie zakazać organizowania i udziału w zgromadzeniach. Pomijając szczegółowe rozważania na temat dopuszczalnych warunków i liczebności zgromadzeń wskazać tylko trzeba, że protesty zorganizowane jako forma sprzeciwu wobec wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, odbywające się w podobnych warunkach epidemicznych – choć z naruszeniem prawa – cieszyły się sporym poparciem społecznym. W tym ze strony specjalistów od zdrowia publicznego, którzy dzisiaj jednoznacznie opowiadają się za ograniczaniem prawa do kultu religijnego.

W istocie warunki uczestniczenia w nabożeństwach są obecnie porównywalne z ograniczeniami obowiązującymi w otwartych placówkach handlowych i usługowych, to znaczy muszą odbywać się w reżimie sanitarnym, z zachowaniem limitu określonej liczby osób na metr kwadratowy powierzchni obiektu. Zdarzające się naruszenia powinny powodować reakcję powołanych do tego służb, a nie odpowiedzialność zbiorową. W mojej ocenie, karkołomna byłaby argumentacja, jakoby udział w nabożeństwach stanowił coś, co często nazywa się w trakcie kryzysu sanitarnego aktywnością non-essential. Nie godzę się na takie postawienie sprawy. Powiedzieć komuś, że jego potrzeba uzewnętrzniania religii jest „nieistotna”, to najzwyczajniejsza zbrodnia na dotychczasowym dorobku cywilizacyjnym Zachodu.

Warto w tej mierze zwrócić uwagę na argumenty prawnoporównawcze. Brytyjska prasa doniosła ostatnio o orzeczeniu szkockiego sądu, które uznało blankietowy nakaz zamknięcia kościołów za niekonstytucyjny i nieproporcjonalnie naruszający podstawowe prawa, opisane choćby w art. 9 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Orzekający sędzia, Lord Braid, w swojej opinii wziął pod uwagę ryzyko przeciążenia służby zdrowia, pojawienie się groźnych wariantów wirusa, a nawet głosy opinii publicznej i niektórych przywódców religijnych, którzy popierali zamknięcia. Sędzia słusznie stwierdził jednak, że „nie ma większego znaczenia to, że niektórzy nie sprzeciwiają się ingerowaniu w ich własne prawa, jeśli inni znajdują się w takim samym położeniu i mają zastrzeżenia”.

Powyższy przykład to najlepszy dowód na to, że upominanie się o podstawowe prawa, także w sferze kultu, to nie jest przejaw polskiego buntowniczego i pieniaczego charakteru narodowego. To po prostu przypomnienie, że życiem społecznym nie rządzą wyłącznie kwestie epidemiologiczne i kontrowersyjne dekrety rządowe. Są sprawy ważniejsze, choć abstrakcyjne, a do nich zaliczyć należy najbardziej podstawowe prawa konstytucyjne, które ograniczać powinniśmy bardzo ostrożnie. Choćby dlatego, żeby ktoś nie chciał zanadto zdławić praw bliskich naszemu sercu. Na koniec chciałbym poczynić zastrzeżenie, którego nie zwykłem robić publicznie. Sam nie uczęszczam z przekonaniem w nabożeństwach religijnych. Niemniej, skoro Autor powołał się na liberalnego filozofa, to i ja powołam się na innego. Kieruje mną maksyma przypisywana Wolterowi: „Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć”.

Autor jest radcą prawnym

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA