fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Nie tak szybko z polexitem

Fotorzepa/ Danuta Matłoch
Wyjście z UE byłoby jak zdjęcie parasola ochronnego regulacji, które może są zawiłe, ale chronią nas przed zagrożeniami z zewnątrz – twierdzi szef portalu Biznesalert.pl.

Unia Europejska bywa deprecjonowana ze względu na wiele zawiłych regulacji na czele z mityczną krzywizną banana. Rozwiązania prawne są skomplikowane, bo dotyczą skomplikowanych form działalności na terenie Wspólnoty z jednej strony, a z drugiej są efektem niejednokrotnie trudnego kompromisu między instytucjami unijnymi a państwami członkowskimi. Ślimak jako ryba wodna bronił interesów francuskich producentów, a krzywizna banana premiowała owoce z Europy.

W dobie kampanii do Parlamentu Europejskiego zwolennicy opuszczenia Unii zwykli dworować sobie z eurokratów podróżujących z bankietu na bankiet, by rozmawiać o nieistotnych kwestiach. Jednak tuż przed majówką doszło do zdarzeń, które pokazują znaczenie dobrych regulacji wspólnotowych, na które istotny wpływ może mieć także Polska. Pierwszy przykład to rewizja dyrektywy gazowej. Chociaż nie udało się w jej toku zatrzymać spornego projektu gazociągu Nord Stream 2, to pozwoli ona podporządkować go prawu europejskiemu, a przede wszystkim spierać się na jego gruncie przed sądem. Rewizja zaproponowana przez Komisję, wywalczona przez prezydencję rumuńską, Polaków, Duńczyków i innych sceptyków budowy gazociągu z Rosji, przeszła pomimo prób jej stępienia podjętych przez największych graczy zaangażowanych finansowo w Nord Stream 2, jak Francja i Niemcy. Dopóki nie zostanie rozstrzygnięte, w jaki sposób ma obejmować gazociąg, nie będzie on mógł rozpocząć dostaw. Nord Stream 2 AG – spółka odpowiedzialna za projekt i należąca w stu procentach do Gazpromu – już odgraża się sądem. I dobrze, na tym gruncie dojdzie do niezależnej oceny stanu rzeczy w zgodzie z przepisami unijnymi. Zresztą do sądu wybiera się także ukraiński Naftogaz, który tak jak polski UOKiK twierdzi, że Nord Stream 2 zagraża rozwojowi rynku Europy Środkowo-Wschodniej przez gruntowanie pozycji Gazpromu.

Ten multilateralny system regulacji działa też w sektorze naftowym w przypadku innej instytucji. Tak jak UE w gazie, tak Międzynarodowa Agencja Energii w ropie wymaga gromadzenia zapasów na wypadek przerwy w dostawach. Polska i inne kraje są zobowiązane utrzymywać rezerwę wystarczającą na pokrycie dostaw przez 90 dni. Dzięki temu ostatni problem z dostawami ropy rosyjskiej przez Białoruś nie jest nam straszny. Jakość ropy z Rosji obniżyła się, więc Białorusini, a potem Polacy i Niemcy zatrzymali dostawy tego surowca do czasu naprawienia usterki powodującej zbyt wysoki poziom organochloryny służącej normalnie do odsiarczania mieszanki REBCO. Polacy mogą skorzystać z zapasów albo sięgnąć po dostawy z innego kierunku przez naftoport w Gdańsku. To także argument za dalszym rozwojem infrastruktury importowej jak wspomniany obiekt czy terminal LNG w Świnoujściu, który otrzyma dofinansowanie unijne na rozbudowę. Projekty gazowe, naftowe i elektroenergetyczne ważne dla Polski znalazły się na unijnej liście projektów wspólnego zainteresowania i mogą liczyć na dofinansowanie połowy kosztów konstrukcji. Tak było w przypadku gazoportu.

Powyższe przypadki składają się na apel o ponowną refleksję na temat różnorakich krzywizn banana w legislacji unijnej. Przy umiejętnej polityce Polska może obrócić ją na swą korzyść, co dobrze widać w sektorze energetycznym. Nie tak szybko z tym polexitem!

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA