fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Skuteczna „reanimacja” Rzecznika Praw Pacjenta

Fotorzepa
Od kiedy działa w Polsce centralny urząd zajmujący się ochroną praw osób poddawanych diagnozie i leczeniu? Od dekady, czy też dopiero od roku?

Ważna sprawa

Na początku lipca 2008 r. weszła w życie oczekiwana przez wielu ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Jej uchwalenie było niezwykle ważne. W jednym akcie prawnym zgrupowano bowiem rozproszone do tego momentu pacjenckie uprawnienia. Do tego czasu pacjenci mięli do dyspozycji Kartę Praw Pacjenta. Wywieszona w poradniach i szpitalach informowała ona świadczeniobiorców usług medycznych o przepisach poszczególnych ustaw odnoszących się do praw należnych pacjentom. Karta była jednak wyłącznie komunikatem Ministra Zdrowia. Pacjenci nie mieli zatem prawa powoływania się na nią w postępowaniach sądowych. Nie mięli oni również możliwości złożenia skargi do wyspecjalizowanego w sprawach medycznych państwowego organu ochrony praw i wolności człowieka. Z chwilą wejścia w życie ustawy o prawach pacjenta powołano do istnienia Urząd Rzecznika Praw Pacjenta (RPP). Teoretycznie Rzecznik miał być wysoko usytuowanym urzędnikiem, który przy pomocy podległego mu biura podejmowałby liczne działania związane z ochroną praw osób, poddawanych terapii. Praktyka okazała się być jednak inna.

Teoretycznie i praktycznie

W dniu 6 listopada b. r. odbyła się uroczysta konferencja poświęcona dekadzie istnienia w polskim systemie prawnym instytucji pacjenckiego ombudsmana. Przedstawicielka środowisk pacjentów trafnie stwierdziła w trakcie jednej z wypowiedzi, że pierwsze lata urzędowania pierwszego RPP, a więc Krystyny Barbary Kozłowskiej określić można „poszukiwaniem pomysłu na działanie”. To bardzo trafna diagnoza. W środowisku prawników zajmujących się naukowo medycyną omawiany rzecznik był osobą całkowicie anonimowa. W odróżnieniu od Rzeczników: Praw Obywatelskich oraz Praw Dziecka nie podejmował żadnych działań o charakterze np. eksperckim. Próżno szukać w okresie 2008- 2017 ważnych społecznie inicjatyw wspomnianego organu. Symbolem pasywności jego działań był wniosek jaki kilka lat temu podniosły organizacje zrzeszające pacjentów. W jednym z wystąpień stwierdzono, że Urząd Rzecznika Praw Pacjenta pod wodzą Krystyny Kozłowskiej dba w zasadzie o jedno, a mianowicie o dalsze trwanie. Faktem jest, że RPP nie był brany poważnie pod uwagę nie tylko w społecznej debacie dotyczącej medycyny, ale również w jej naukowej odsłonie. Zaskoczeniem był dla wielu czas, w którym odwołano blisko dwa lata temu pierwszą Panią Rzecznik Miało to bowiem miejsce po pierwszym w historii przyznaniu przez RPP kary finansowej za naruszenie przez szpital zbiorowych praw pacjenta. Zaskoczeniem była również informacja o powołaniu jej następcy. Został nim Bartłomiej Chmielowiec, prawnik mający duże doświadczenie w tematyce praw osób ubezwłasnowolnionych, ale nie stricte pacjentów.

Zaskoczenie i działanie

Zdziwienie wyborem nowego Rzecznika dość szybki minęło. Okazało się bowiem, że nastąpiły bardzo szybkie zmiany w działaniu wspomnianego, w zasadzie „umierającego” urzędu. Chmielowiec całkowicie zmienił filozofię działania RPP. Z de facto unikającego rozgłosu organu szukającego naruszeń stał się merytorycznym partnerem w działaniach prawno- profilaktycznych, tzn. mających na celu zapobieganie owym naruszeniom. Urząd pomijający duży wkład do debaty społecznej organizacji pacjenckich, stał się gospodarzem nowych rozwiązań. Infolinia RPP na co dzień obsługiwana przez urzędników, wzmocniona została dyżurami osób reprezentujących np. stowarzyszenia osób doświadczających chorób rzadkich. RPP stał się również partnerem Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego. Wykorzystując dwanaście lat doświadczenia zatrudnionych w Biurze Rzeczników Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego, włączył się on w tworzenie tzw. Centrów Zdrowia Psychicznego, będących podstawą reformowanej psychiatrii środowiskowej. Co niespotykane do tej pory działania takie zaangażowały nie tylko urzędników, ale także pomijanych dotąd w pracach RPP naukowców oraz dziennikarzy piszących o problemach i wyzwaniach polskich pacjentów.

Nie za słodko?

Podobne stwierdzenia brzmią de facto jak pewna laurka dla urzędu, który świętuje dekadę swojego istnienia. Nie można przecież pomijać w tym miejscu kilku kwestii. Po pierwsze omawiany urząd opiera się w swoich działaniach na kompetencjach przede wszystkim prawników, nie mających przecież doświadczenia klinicznego w pracy z pacjentem. Ponadto RPP, w odróżnieniu np. od RPO nie jest organem niezależnym. W drodze ministerialnego konkursu zostaje on powołany przez Prezesa Rady Ministrów. Ustawa o prawach pacjenta określa precyzyjnie zasady wyboru Rzecznika przez premiera. Jego odwołanie nie musi być jednak niczym uzasadnionym działaniem. W piśmiennictwie prawno- medycznym bez trudu można dostrzec krytykę podobnego stanu rzeczy, który nadal przecież trwa. RPP nie ma możliwości twardego zajęcia stanowiska wobec np. wadliwej polityki zdrowotnej rządu. Prof. Ewa Łętowska często wspominając swoje działania jako pierwszego w Polsce Rzecznika Praw Obywatelskich podkreślała, że urzędnik ten musi być całkowicie niezależny od władzy. To daje mu bezpieczną pozycję upominania się o prawa i wolności człowieka. Więcej, chwalony Rzecznik, to w zasadzie kiepski Rzecznik.

Paradygmat ten w ostatnich latach uległ pewnej zmianie. Z całą pewnością niezależność ombudsmana jest cechą kluczową. RPP posiada ten status w stosunku do szeroko rozumianego środowiska medycznego, którego działania na rzecz pacjenta może analizować oraz reagować w chwili stwierdzenia naruszenia. Nie ma go jednak w relacji z premierem, który nie musi się tłumaczyć z jego odwołania. Rok pracy Bartłomieja Chmielowca pokazuje jednak zupełnie nową perspektywę w tym zakresie. Prawa pacjenta dotyczą zjawisk bardzo ważnych i konkretnych. Odnoszą się do zdrowia i życia w sytuacji, w której często towarzyszy człowiekowi lęk i obawa. Niezbędne jest tutaj posiadanie poważnych uprawnień, które Rzecznik ma zagwarantowane w ustawie. Jednocześnie nie tyle konflikt z innymi państwowymi organami jest budujący, ile raczej poszukiwanie wspólnych rozwiązań. Pojawia się tutaj także nowa perspektywa. W ramach społecznych konsultacji RPP pierwszy raz głośno zwrócił uwagę na obszary istotne dla przyszłości polskiej rzeczywistości prawno- medycznej. W projekcie zmiany ustawy o prawach pacjenta pojawiła się wręcz rewolucyjna propozycja. Po konsultacjach z organizacjami pozarządowymi zaproponowano wpisanie do niej pojęcia „obowiązków pacjenta”. Podobna propozycja świadczy o dojrzałym podejściu do tematu interpersonalnych relacji w medycynie. To w istocie podjecie próby społecznego wychowania do praw pacjenta, którego działania niejednokrotnie mogą godzić w dobra i interesy innej osoby.

Co przyniosą kolejne miesiące działania tego urzędu? Nie wiadomo. Wiemy jednak dzisiaj, że taki organ w Polsce istnieje i jak się okazuje działa.

Autor jest doktorem nauk społecznych, socjologiem prawa i bioetykiem, wykładowcą akademickim oraz ekspertem Instytutu Ordo Iuris.. W ostatnich latach opublikował m. in. książki: Prawa pacjenta i ich ochrona. Studium socjologiczne oraz Prawa dziecka jako pacjenta.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA