fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Marek Kozubal: Skończmy z kłamstwami o historii muzeów

Fotorzepa, Marta Bogacz
To znane rody tworzyły podwaliny polskiego muzealnictwa. Tej prawdy nie mogą przesłaniać spory prawne o zwrot majątków zagrabionych po wojnie przez komunistów – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”.

Od kilku lat trwa spór pomiędzy rodziną Branickich – spadkobiercami właścicieli pałacu w Wilanowie – a dyrekcją mieszczącego się w nim Muzeum Pałacu Króla Jana III. Pomijając zawiłości prawne sporów, które toczą się w sądach różnych instancji, zaskakuje argumentacja używana przez strony.

Przedstawiciele rodziny Branickich mówią o „komunistycznym kłamstwie wilanowskim”. Przeciwnicy przypisują im co najmniej pazerność, a w rzeczywistości oskarżają o chęć odebrania niemal wszystkiego i zamknięcia wspaniałego muzeum na cztery spusty.

W walce przeciwko autorom roszczeń używane są argumenty, które trudno zrozumieć. Pojawiają się twierdzenia, że wojna była dla nich niemal zbawieniem przed bankructwem finansowym. To sugestia typu: „gdyby nie wybuch wojny, państwo i tak by was wywłaszczyło”.

Przypominane są też wydarzenia wyciągnięte z mroków historii, które mogą działać na wyobraźnię. Braniccy przedstawiani są jako zwolennicy Targowicy i stronnicy carskiej władzy. W przekazie podprogowym prezentowani są niemalże jak zwolennicy Putina. Chociaż w rzeczywistości stali się ofiarami polskich komunistów i Sowietów.

Grabież zorganizowana

6 września 1944 r. dekret PKWN o reformie rolnej spowodował przejęcie przez państwo nieruchomości ziemskich powyżej 50 ha (wyjątek stanowiły województwa zachodnie, gdzie limit ten podniesiono do 100 ha). Komuniści zrównali w tamtych latach ziemian ze zdrajcami narodu, a także obywatelami III Rzeszy. Spośród zabranych w latach 1944–1948 przez komunistyczne państwo 3,5 mln ha rozparcelowanych zostało 1,2 mln ha na rzecz 387 tys. chłopskich rodzin. Pozostała ziemia stała się własnością państwa.

Jak wyglądała ta komunistyczna sprawiedliwość? Po zajęciu Warszawy przez Armię Czerwoną Adam Branicki, właściciel dóbr wilanowskich, został aresztowany przez sowiecką bezpiekę. NKWD wywiozło go wraz z najbliższą rodziną do więzienia na Łubiance, a potem do Krasnogorska. W Związku Sowieckim spędzili dwa i pół roku.

Po powrocie do Warszawy we wrześniu 1947 r. został ponownie aresztowany. Po dwóch tygodniach trafił w ciężkim stanie do szpitala w Otwocku. Tam zmarł 2 grudnia 1947 r.

W 1948 r. Urząd Wojewódzki w Warszawie zdecydował o przepadku na rzecz państwa części wyposażenia pałacu w Wilanowie, a niektóre meble, rzeźby, obrazy – nie tylko z wilanowskiego pałacu – trafiły potem do gabinetów komunistycznych sekretarzy.

Kolejny przykład? Przedstawiciele innego rodu, Sobańscy, w 1945 r. zostali wyrzuceni z neorenesansowej rezydencji w Guzowie dosłownie z jedną walizką. Pałac został ogołocony. Okoliczni mieszkańcy palili książki, kradli meble. Już wcześniej z ich pałacu wiele rzeczy zrabowali Niemcy. We wrześniu 1939 r. zjawił się tam sztab z Adolfem Hitlerem, jego oficerowie wiele zabytków wzięli sobie „na pamiątkę”.

Po wojnie komuniści najpierw w pałacu utworzyli szkołę rolniczą, później wprowadziły się tam biura cukrowni, urządzono też mieszkania dla pracowników. W latach 90. XX w. obiekt w stanie skrajnej dewastacji odkupiła rodzina Sobańskich. Część zrabowanych zabytków Michał Sobański odnalazł m.in. w muzeum w Żyrardowie. Władze muzeum nie mają zamiaru ich zwrócić. Sobański teraz sam odbudowuje pałac.

Inni ze swoimi roszczeniami poszli do sądów, jak Braniccy. Procesy zwykle ciągną się od kilku do kilkunastu lat.

Pionierskie zbiory

Z danych Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego wynika, że przed 1939 r. w Polsce było około 20 tys. pałaców i dworów. Wszystkie zostały odebrane właścicielom. Do dzisiaj zachowało się ok. 2,7 tys. parterowych dworów. Z tego ok. 2 tys. znajduje się w stanie daleko posuniętej dewastacji lub pozostały z nich tylko zewnętrzne mury. Jak podkreślają przedstawiciele PTZ, około 180 dworów w Polsce należy do osób prywatnych, w tym jedynie 60 do potomków byłych właścicieli sprzed II wojny światowej.

W trakcie sporów o zadośćuczynienie zapomina się o tym, że zarówno Lubomirscy, Potoccy, jak i Czartoryscy czy Braniccy byli twórcami wielkich kolekcji, które były dostępne dla publiczności. To w oparciu o te zbiory dzisiaj mogą działać muzea. Gdyby nie pasja Izabeli Czartoryskiej i jej bliskich, te placówki pozbawione byłyby tysięcy wspaniałych obiektów. Nie mielibyśmy dzisiaj w Muzeum Narodowym w Krakowie „Damy z gronostajem” Leonarda da Vinci czy „Krajobrazu z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta. Nie pasjonowalibyśmy się też poszukiwaniem zaginionego w czasie wojny „Portretu młodzieńca” Rafaela Santiego.

Profesjonalne muzeum

Dlatego przed niesprawiedliwym osądem warto przypomnieć, co zrobił Adam Branicki, syn Xawerego – właściciela Wilanowa.

„Wychowaniem Adama Branickiego zajmowały się córki powstańców z 1863 r., pani Mochlińska i Wyleżyńska. Zatrudniając je, z jednej strony pomagano ich rodzinom, z drugiej zaś liczono na to, że wychowają dzieci bardzo patriotycznie. I rzeczywiście Adam Branicki opowiadał, iż ogromne znaczenie dla niego i jego rodzeństwa miały opowieści tych pań o katuszach i więzieniu powstańców” – wspomina Maria Wąsowska, przedstawicielka rodziny.

W czasie I wojny światowej Adam zaciągnął się do frontowego oddziału Czerwonego Krzyża. W polowych karetkach zjeździł pola bitew m.in. Wileńszczyzny i Rumunii. Po śmierci ojca w 1926 r., wraz z żoną Marią Beatą z Potockich, stał się dziedzicem dóbr wilanowskich i pałacu.

Dawna rezydencja królów była w złym stanie, dlatego zdecydował się na sprzedaż części dóbr. „Mimo problemów finansowych (…) wilanowski pałac funkcjonował zgodnie z rodzinną tradycją jako muzeum (…) Do wilanowskiej kolekcji dołącza ponad setka historycznych obrazów. Adam Branicki kontynuuje również zakupy dzieł sztuki i pamiątek po królu Janie III Sobieskim. W 1937 r. sprowadza z Paryża XVII-wieczny włoski obraz »Apoteoza Jana III«” – opisuje historyk sztuki Tomasz Igrzycki. Pałac i park można było zwiedzać, prowadzone były prace konserwatorskie.

Jak pisze Igrzycki, „pałac funkcjonował jako sprawne, dobrze zorganizowane profesjonalne muzeum”. W 1932 r. Adam Branicki przekazał na ręce prezydenta Ignacego Mościckiego w formie darowizny zbiory wilanowskiej biblioteki. Było to 50 tys. tomów, w tym modlitewnik królowej Bony, 15 tys. rycin i rysunków mistrzów zagranicznych i polskich, 11 obrazów (m.in. Jordaensa, Bloemana, Caracciego). Wartość ofiarowanych przedmiotów szacowano na 15 mln zł.

Po wybuchu II wojny prywatna część pałacu została przeznaczona na szpital polowy. Rodzina wspierała ruch oporu, w pałacu organizowane były kursy podchorążówki, przechowywano też broń. „Chowano również ludzi: wykupionych przez Adama Branickiego więźniów z Pawiaka, zbiegów z więzień i obozów, jak np. dwóch angielskich pilotów oraz kryjącego się w Wilanowie przez 2 lata francuskiego zbiega, Bernarda de Roqufeille, członków grup dywersyjnych” – opisuje Igrzycki. Starano się ratować przed zagrabieniem przez Niemców dzieła sztuki.

„Gumkowanie” Branickich

Przejęty po wojnie przez komunistyczne państwo pałac stał się jednym z najciekawszych obiektów zabytkowych stolicy, ale już bez rodziny Branickich. Można było odnieść wrażenie, że jej wkład w historię tego miejsca był od tego czasu „gumkowany”. I to dzieje się do dzisiaj.

Spór o zwrot zabranych przez komunistów majątków i dzieł sztuki wynika z zaniechania wielu działań przez państwo. Przede wszystkim z braku sprawiedliwej ustawy reprywatyzacyjnej, która rekompensowałaby poniesione krzywdy właścicieli przedwojennych dóbr.

W Polsce nie obowiązuje prawo, które postawiłoby na jednej szali straty byłych właścicieli, a na drugiej koszty poniesione przez budżet państwa na remonty, zakupy i dbałości o całość posiadanej kolekcji. Stworzenie takiej ścieżki prawnej wygasiłoby wiele konfliktów, uniknęlibyśmy demolowania budżetu państwa oraz niszczenia pamięci o ludziach, którzy dla Polski zrobili wiele wartościowych rzeczy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA