fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Dramat w podstawówce w Wawrze

Fotorzepa/ Łukasz Solski
O możliwości ataku nożownika w szkołach, już w styczniu, po zabójstwie Adamowicza, na łamach „Rzeczpospolitej" ostrzegał Marek Michalak.

To była jedna z najbardziej szokujących informacji ubiegłego tygodnia. W piątek w godzinach przedpołudniowych w jednej z warszawskich podstawówek uczeń ósmej klasy z zimną krwią zabił swojego kolegę z gimnazjum. Z doniesień medialnych wynika, że zadał mu sześć ciosów nożem na oczach uczniów. Mimo szybkiej interwencji nauczycieli i ratowników chłopiec zmarł.

– To jest tragedia, bo zginął młody człowiek. Okoliczności tej sprawy oraz wniesienia noża na teren szkoły są badane. Śledztwo jest prowadzone bardzo intensywnie – ocenił minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro podczas konferencji prasowej. Niewykluczone, że nieletni nożownik sądzony będzie jak dorosły.

Na miejsce udał się także prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, który na prośbę policji nie chciał jednak udzielać szczegółowych informacji.

Dyrekcja szkoły jest wstrząśnięta tragedią. Jak podaje w specjalnym oświadczeniu, zostało uruchomione wsparcie psychologiczne dla wszystkich osób dotkniętych tragedią.

O konieczności takiego wsparcia mówi także resort edukacji. W specjalnym oświadczeniu MEN czytamy: „W tej chwili najważniejsze jest zapewnienie pomocy psychologicznej uczniom i rodzicom, a także całej społeczności szkolnej. Przez cały weekend do dyspozycji pozostają specjaliści z poradni psychologiczno-pedagogicznej w Wawrze."

Szybkość, z jaką zorganizowano wsparcie dla uczniów ze szkoły dotkniętej tą tragedią, cieszy, ale także dziwi. To dlatego że uzyskanie wsparcia dla dzieci z problemami obecnie niemal graniczy z cudem.

Według zapewnień MEN od 2019 r. w każdej szkole miał być psycholog. Obecnie pracuje on w co drugiej placówce. W kolejce do poradni pedagogiczno-psychologicznej uczniowie czekają miesiącami.

Brakuje też oddziałów psychiatrii dziecięcej, a tym, które są, często grozi zamknięcie z powodu braku lekarzy ze specjalnością psychiatrii dziecięcej. Psychiatrzy odchodzą z pracy, twierdząc, że przy takim przepełnieniu (dzieci na oddziałach ostrych leżą nawet na materacach na podłodze) nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa pacjentom. A, jak wskazują nauczyciele, problemy ma coraz więcej młodych ludzi. To agresja, depresja czy próby samobójcze. Dlatego też zamiast zastanawiać się, w jaki sposób uczeń wniósł na teren szkoły ostre narzędzie, warto zastanowić się, czy zrobiono wszystko, by taki pomysł w ogóle w jego głowie się nie pojawił.

Nie można wykluczyć, że wpadł na to po zabójstwie Pawła Adamowicza podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Były rzecznik praw dziecka Marek Michalak zwracał wówczas na łamach „Rzeczpospolitej" uwagę na to, że brutalny atak na prezydenta Gdańska widziały dzieci obecne podczas finału i przed telewizorami. I trzeba im pomóc poukładać to wszystko w głowie. „Nie można pozwolić na to, by takie agresywne zachowania, które widzą w mediach, przeniosły do swojego życia" – mówił Michalak. Zapytaliśmy wówczas MEN, czy planują w związku z tą tragedią jakieś specjalne działania.

Odpowiedziano nam wtedy, że resort nie będzie się zwracał do szkół, by przeprowadzono w nich zajęcia związane z przeciwdziałaniem mowie nienawiści. W opinii MEN są one już wpisane w nową podstawę programową i dodatkowo nic robić nie trzeba. Po tragedii w warszawskiej szkole warto zadać pytanie, czy to jest słuszne stanowisko.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA