fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Trump rozpoczyna trudną walkę o reelekcję

AFP
Prezydent zainicjował we wtorek w Orlando kampanię wyborczą, która ma mu zapewnić drugą kadencję. Ale o wiele większe szanse na zwycięstwo ma na razie demokrata Joe Biden.

Złe wiadomości zaczęły napływać w marcu. Donald Trump najpierw nie chciał dać wiary kolejnym niekorzystnym sondażom, które zostały przeprowadzone na potrzeby jego sztabu wyborczego, potem zwolnił pracowników, którzy byli odpowiedzialni za ich przeprowadzenie. Jednak nawet przychylna republikanom telewizja Fox News podaje, że gdyby wybory odbyły się dziś, wygrałby je z ogromną przewagą (49 do 39 proc.) kandydat demokratów, były wiceprezydent za czasów Baracka Obamy.

Dowiedz się więcej: Sondaż: Trump przegrałby w wyborach z pięcioma demokratami

– To jest oczywiście bardzo wczesny etap w procesie desygnowania nowego prezydenta, nie wiemy nawet, kto zostanie ostatecznie kandydatem demokratów. Ale Biden jest bardzo popularny, w szczególności z powodu pięknego życiorysu w służbie publicznej – mówi „Rzeczpospolitej" Leslie Vinjamuri, dyrektorka departamentu amerykańskiego w londyńskim Chatham House.

Chodzi nie tylko o dwie kadencje u boku Obamy, ale także trzy dekady spędzone w Senacie.

Trump wybrał Florydę na miejsce, gdzie rozpocznie kampanię wyborczą, bo bez tego stanu niezwykle trudno mu będzie uzyskać reelekcję. W pięciu z sześciu ostatnich wyborów prezydenckich wynik głosowania rozstrzygnął się tu różnicą mniejszą niż 5 proc. (w przypadku George'a W. Busha w 2000 r. było to ledwie kilkaset głosów).

Zdecyduje Środkowy Zachód

Miliarder, który w Mar-a-Lago ma swoją letnią rezydencję, liczy, że uda mu się powtórzyć sukces z 2016 r. m.in. dzięki twardej polityce wobec Kuby i Wenezueli, która podoba się licznym emigrantom z tych krajów. Trumpa wspiera także tutejszy republikański senator Marco Rubio, który cztery lata temu był jego rywalem w walce o najwyższy urząd w państwie. To także powinno skłonić wielu Latynosów do poparcia obecnego prezydenta.

Sygnałem, że ma on spore szanse na sukces, były wybory do Kongresu sprzed dwóch lat, w których demokratyczny senator Bill Nelson przegrał poważną różnicą głosów z republikaninem Rickiem Scotttem.

Ale sama Floryda, nawet jeśli stanie po stronie kandydata republikanów, nie wystarczy do zwycięstwa.

– W znacznie większym stopniu wynik wyborów rozstrzygnie się w uprzemysłowionych stanach Środkowego Zachodu, w tym Wisconsin i Michigan. A także w sąsiedniej Pensylwanii. Cztery lata temu to ich niespodziewana utrata przez Hillary Clinton zapewniła zwycięstwo Trumpowi. Ale tym razem może być inaczej – mówi „Rzeczpospolitej" Karlyn Bowman, znana konserwatywna publicystka związany z waszyngtońskim American Enterprise Institute (AEI).

W tej części Ameryki szczególne znaczenie może mieć wynik wojny celnej, jaką Trump wypowiedział Chinom. Nie jest wykluczone, że w dłuższej perspektywie doprowadzi ona do bardziej sprawiedliwych zasad handlu, a nawet powrotu części produkcji do Ameryki. Na razie jednak dla Amerykanów o mniejszych dochodach starcie z Pekinem kojarzy się przede wszystkim ze wzrostem cen podstawowych produktów konsumpcyjnych z importu, zaś dla wielu amerykańskich firm oznacza spadek zysków i ryzyko ograniczenia zatrudnienia.

Odłożyć Twitter

Donald Trump ma w ręku poważne atuty. Jednym z nich jest doskonały stan gospodarki, która rozwija się bez recesji przez jeden z najdłuższych okresów w historii. Inny to największe cięcia w podatkach od czasów Ronalda Reagana.

Dla konserwatywnych, często głęboko religijnych wyborców bardzo ważna była też przeprowadzona przez Trumpa zmiana w składzie Sądu Najwyższego. Dzięki nominacji dwóch relatywnie młodych sędziów (Neila Gorsucha i Bretta Kavanaugha) zdołał on na lata przechylić orzecznictwo dziewięcioosobowego gremium w kluczowych kwestiach cywilizacyjnych. Konserwatywnej części elektoratu niewątpliwie bardzo podoba się także decyzja o przeniesieniu ambasady USA do Jerozolimy.

Poprzednią kampanię wyborczą Trump zaczynał w opozycji do aparatu Partii Republikańskiej, który stawiał na bardziej umiarkowanych kandydatów, jak Marco Rubio czy Ted Cruz. Ale to już przeszłość, bo dziś 80 proc. zdeklarowanych republikanów z góry zapowiada, że poprze obecnego prezydenta. W efekcie tylko były gubernator Massachusetts, umiarkowany William F. Weld oficjalnie ubiega się o partyjną nominację i pozostaje w tym absolutnie bez szans. Aby jeszcze bardziej skonsolidować elektorat, prezydent kazał od przyszłego tygodnia rozpocząć deportację na dużą skalę nielegalnych imigrantów, przede wszystkim z Ameryki Łacińskiej.

Ale właśnie w tej strategii może tkwić podstawowy błąd Trumpa, który zgodnie z badaniami Instytutu Gallupa ani przez chwilę nie był w stanie przekonać do siebie większości Amerykanów.

– Poparcie dla Trumpa waha się w przedziale 37–44 proc. Nie zdołał rozszerzyć kręgu zwolenników na bardziej umiarkowanych wyborców, zresztą nawet się zbytnio nie starał – podkreśla Bowman.

Jest całkiem prawdopodobne, że w 2016 r. największym atutem Trumpa nie był ani program, ani nawet wielkie walory oratorskie, tylko kontrkandydatka, z którą przyszło mu walczyć. Bo nawet dziś, choć na głębokiej politycznej emeryturze, Hillary Clinton ma większy negatywny elektorat niż prezydent.

Biden pod tym względem jest jednak o wiele groźniejszym przeciwnikiem.

– Amerykanie go lubią nie tylko za styl bycia, optymizm, ale także przewidywalność. Znają go od niepamiętnych czasów – podkreśla ekspertka AEI. – Z Trumpem jest odwrotnie: ludzie są zmęczeni jego agresywnością, chaotycznym, zupełnie nieprezydenckim stylem. Gdyby mógł odłożyć Twitter, uspokoić się, przestać prowokować permanentny kryzys, znacznie zwiększyłoby to jego szanse na zwycięstwo. Ale to jest niemożliwe – dodaje Karlyn Bowman.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA