fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Kasacja RPO ws. zgody sądu na ekstradycję obywatela Ukrainy do Rosji

Fotorzepa, Krzysztof Lokaj
Polskie sądy zgodziły się na wydanie Rosji Viacheslava I. alias Arkadiia K., podejrzanego o zabójstwo w 1997 r. On sam twierdzi, że schronił się na Ukrainie przed prześladowaniami politycznymi w Rosji, a zarzut jest sfabrykowany. RPO wniósł kasację do Sądu Najwyższego. Jego zdaniem sądy pochopnie uwierzyły rosyjskim organom ścigania.

5 kwietnia 2018 r. Sąd Okręgowy stwierdził dopuszczalność prawną wydania Rosji Viacheslava I. alias Arkadiia K. Został on zatrzymany w stycznia 2018 r. na przejściu granicznym w Hrebennem. W lutym 2018 r. wpłynął wniosek Federacji Rosyjskiej o jego ekstradycję. Rosja zarzuca mu, że w 1997 r., „będąc aktywnym członkiem zorganizowanej grupy przestępczej kierowanej przez A.B.", zastrzelił A.A. Sąd uznał, że nie zachodzi uzasadniona obawa naruszenia w Rosji jego wolności i praw. Według sądu dokumenty przedstawione przez stronę rosyjską przeczą twierdzeniom obrony, że zarzut został postawiony z przyczyn politycznych i ścigany nie może liczyć na sprawiedliwe traktowanie w Rosji.

Sądy uwierzyły rosyjskiej prokuraturze

Obrona wniosła zażalenie do Sądu Apelacyjnego. Argumentowała, że sąd bezpodstawnie dał wiarę twierdzeniom Rosji, a nie zweryfikował wersji podejrzanego. Ten zaś twierdził, że nie jest obywatelem Rosji. Uciekł z tego kraju przed prześladowaniami na Ukrainę, gdzie uzyskał obywatelstwo.

16 maja 2018 r. Sąd Apelacyjny utrzymał postanowienie I instancji. Uznał „duże prawdopodobieństwo" popełnienia przez Viacheslava I. zarzuconego mu czynu. Podtrzymał opinię, że nie istnieje obawa naruszenia jego wolności i praw - takie twierdzenia ściganego uznał za gołosłowne. Prokuratura Generalna Federacji Rosyjskiej zagwarantowała bowiem, że „wniosek o wydanie nie ma na celu prześladowania podejrzanego z motywów politycznych". Zdaniem sądu obrona nie przedstawiła argumentów, które podważałyby wiarygodność tego zapewnienia.

Czytaj też: Sąd Najwyższy uchyla ekstradycję Ukraińca do Rosji

Ścigany nie musi dowodzić przeszkody ekstradycyjnej

RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego, uznając że orzeczenie Sądu Apelacyjnego zapadło z rażącym naruszeniem prawa. Sąd nie rozważył bowiem wszystkich okoliczności sprawy. M.in. nie uwzględnił wniosków dowodowych obrony, w wyniku czego bezpodstawnie uznał, że nie ma powodów by odmówić ekstradycji.

Zdaniem Rzecznika doprowadziło to do naruszenia przez sąd art. 604 § 1 pkt 5 i 7 Kodeksu postępowania karnego. Zgodnie z nimi wydanie kogokolwiek do innego państwa jest niedopuszczalne, jeśli: byłoby to sprzeczne z polskim prawem lub zachodzi uzasadniona obawa, że w państwie żądającym wydania może dojść do naruszenia wolności i praw osoby wydanej.

- Przerzucenie na osobę ściganą ciężaru dowodu, że takie przesłanki zachodzą nie jest dopuszczalne. Obowiązkiem sądu jest ustalenie, że zachodzi tzw. przeszkoda ekstradycyjna- wskazał Rzecznik.

Przypomniał stanowisko SN, że gwarancje z art. 604 § 1 pkt 5 i 7 K.p.k. oraz art. 3 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu) obowiązują niezależnie od charakteru przestępstw popełnionych przez osobę ściganą.

- Stanowisko sądów obu instancji, że ścigany po wydaniu Federacji Rosyjskiej nie będzie poddany traktowaniu sprzecznemu z wymogami norm międzynarodowych jest dowolne i arbitralne, bowiem oparte jedynie na bezkrytycznym przyjęciu zapewnień strony wzywającej – napisał w kasacji zastępca RPO Stanisław Trociuk. - Zapewnienie strony rosyjskiej, że wydanie nie ma na celu prześladowania z motywów politycznych, nie może zaś wykluczać uzasadnionej obawy, że w Rosji może dojść do naruszenia wolności i praw wydanej osoby.

Konflikt ukraińsko-rosyjski i akcja FSB w tle

Kasacja podkreśla, że obrońca Viacheslava I. nie zarzucił wprawdzie sądowi I instancji, że oceniając wyjaśnienia ściganego, nie uwzględnił sytuacji politycznej między Ukrainą a Federacją Rosyjską. Sąd nie dysponował jednak żadnym raportem międzynarodowych organizacji, dotyczącym łamania praw człowieka w Federacji Rosyjskiej, zwłaszcza wobec obywateli Ukrainy.

Rzecznik przytoczył wyjaśnienia Viacheslava I., które polskie sądy uznały za niewiarygodne. Mówił on m.in., że:

- w dniu zarzucanego mu zabójstwa A. A. 21 lipca 1997 r. przebywał na wakacjach z rodziną w Turcji;

- zmienił swe dane personalne ok. 20 lat temu i zamieszkał na Ukrainie, gdyż był poszukiwany i prześladowany przez władze rosyjskie za przynależność do opozycji wobec Władimira Putina i organizowanie zgromadzeń politycznych, wspólnie z kilkoma znajomymi, w tym A. B. i V. S. Współpracownik A. B. powiadomił rosyjskie służby specjalne o zleceniu mu przez A.B. zabójstwa V. S. i Viacheslava I. Dlatego, jako potencjalna ofiara, I. dla bezpieczeństwa trafił do aresztu, a służby zaaranżowały jego zabójstwo, opisane w mediach (postawiono mu nawet nagrobek);

- zarzut zabójstwa A.A. został sfabrykowany przez stronę rosyjską na potrzeby wyborów. Viacheslav I. nieoficjalnie kierował kampanią wyborczą V.S, który chciał zostać deputowanym. Z powodu kilku zamachów na życie V.S., Viacheslav I. zaczął się bać o swoje życie i wyjechał na Ukrainę. Zdaniem ściganego rosyjskie służby zainscenizowały jego śmierć oraz V.S. celem zmuszenia A.B. do przekazania akcji firmy aluminiowej współpracownikowi Władimira Putina.

Oba sądy oceniły jako niewiarygodne zeznania I., że został uznany przez władze rosyjskie za osobę zmarłą i skorzystał z pomocy ukraińskich służb specjalnych. Tymczasem w ocenie Rzecznika okoliczność ta - także w kontekście aktualnej sytuacji politycznej pomiędzy Ukrainą a Federacją Rosyjską - mogła mieć znaczenie dla wykazania realnego ryzyka traktowania sprzecznego z art. 3 Konwencji i powinna być wyjaśniona.

Trybunał ustalił co innego

Sąd Okręgowy rozpatrujący wniosek o ekstradycję oddalił wniosek obrońcy Viacheslava I. o dołączenie do materiału dowodowego nośnika pamięci z filmem z pobytu ściganego z rodziną w Turcji w lipcu 1997 r. Nie chciał też wystąpić do strony rosyjskiej o informację, czy ścigany został w 2002 r. uznany za zmarłego, czy po 2002 r. wydano mu dokumenty tożsamości, czy wykonywane czynności procesowe.

Według RPO pierwszego wniosku nie można było oddalić jako nieprzydatnego, skoro za jego pomocą można było udowodnić pobyt oskarżonego w Turcji w czasie popełnienia zarzucanego mu czynu.

- Sąd Apelacyjny z jednej strony wskazuje na brak dowodów, że Viacheslav I. był zaangażowany w działalność polityczną i że nie ma podstaw do obawy, że może dojść do naruszenia jego wolności i praw. Z drugiej zaś strony, akceptując oddalenie wniosków dowodowych obrony, sąd uniemożliwia ich przedstawienie. Pozbawiło to ściganego możliwości wykazania, że w przypadku wydania, może dojść do naruszenia jego wolności i praw - wskazuje w kasacji Stanisław Trociuk.

Prokuratura Generalna Federacji Rosyjskiej w odpowiedzi na pismo Ministerstwa Sprawiedliwości o dodatkowe informacje przekazała, że w sprawie o zabójstwo A.A. skazano trzech sprawców. Wskazali oni I. jako współsprawcę. Zdaniem rosyjskiej prokuratury prawdopodobnie w sposób oszukańczy otrzymał on obywatelstwo ukraińskie.

Z kolei z ustaleń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie A.B. przeciwko Rosji wynika, że A.B. – prezes zarządu Fabryki Aluminium w Krasnojarsku i członek parlamentu regionalnego - został skazany w czerwcu 2002 r. za zlecenie zabójstwa wspólnika biznesowego V.S. Zleceniodawca nie wykonał tego i zawiadomił o tym Federalną Służbę Bezpieczeństwa. Dla uzyskania dowodu, że A.B. chciał zamordować V.S. FSB zainscenizowała zabójstwo V.S. i jego partnera biznesowego Viacheslava I.

- Wzięcie pod uwagę wszystkich tych okoliczności mogłoby doprowadzić sąd do odmiennego wniosku niż ten, który zapadł - uważa RPO.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA