fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo i Sprawiedliwość

Przed kongresem PiS: Prezes układa puzzle

Według części polityków PiS Jarosław Kaczyński chciałby wymienić Beatę Szydło. Niektórzy uważają, że zrobi to już w lipcu.
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Lipcowy kongres PiS ma być pretekstem do zmian w rządzie. Jaki cel miałyby roszady w połowie kadencji?

Informacje, które docierają do opinii publicznej w sprawie możliwej rekonstrukcji rządu, można traktować w dużej mierze jako balony próbne, które mają przetestować reakcje na rozmaite posunięcia. Nie będzie dużą przesadą stwierdzenie, że osobą, która dziś ma największą wiedzę na temat tego, jak głęboka będzie zmiana w rządzie, jest Jarosław Kaczyński. Ale nasi rozmówcy wskazują, że wciąż rozważane są rozmaite warianty zmian, które mają nastąpić na początku wakacji.

Pewne jest bowiem to, że wtedy odbędzie się kongres i jeśli jakieś zmiany mają nastąpić, to na nim zostaną ogłoszone. Dlaczego? – Ludzie będą na wakacjach, mniej ich będzie interesowała polityka. A nowi ministrowie będą mieli dwa miesiące na to, żeby wejść w swoje resorty i być gotowym, by po wakacjach stanąć przed opinią publiczną z konkretnymi propozycjami – mówi jeden z polityków PiS.

Kongres ma też pozwolić na w miarę miękkie zmiany. Zamiast krytykować ministrów, którzy odchodzą – oznaczałoby to bowiem, że wybierając ich do rządu, Jarosław Kaczyński i Beata Szydło popełnili błąd – będzie można sprzedać wyborcom opowieść o zamknięciu pierwszego etapu rządów, zrealizowaniu pierwszej części obietnic, a do kolejnego etapu, do kolejnych wyzwań, potrzebne są inne osoby.

Najważniejsze pytanie dotyczy oczywiście tego, jak głęboka ma być rekonstrukcja, a dokładnie, czy obejmie również stanowisko premiera.

Część naszych rozmówców z PiS zwraca uwagę, że i tak przed wyborami w 2019 roku musi dojść do zmiany na stanowisku szefa rządu. – Jeśli Szydło będzie premierem w dniu wyborów, stanie się naturalnym kandydatem na premiera w kolejnej kadencji, a tego prezes nie chce – twierdzi nasz rozmówca.

Pytanie tylko, czy to właściwy czas na odwołanie szefowej rządu. Zaufanie do niej jest wciąż duże, premier bardzo starannie buduje swój wizerunek, na który pracuje zespół jej najbliższych doradców – Elżbieta Witek, Paweł Szefernaker i Witold Olech, oraz cały sztab ludzi w Kancelarii Premiera. Jest lubiana i oceniana wyżej niż PiS, co stanowi dla partii spory atut. Mówiąc językiem speców od wizerunku politycznego, Szydło się jeszcze politycznie nie zużyła i kierowanie przez nią rządem wciąż ma dla PiS więcej zalet niż wad.

Ale po konfliktach w rządzie różne frakcje suflują władzom PiS rozmaite rozwiązania. Jednym z nich byłoby odwołanie Szydło, przejęcie władzy przez Kaczyńskiego, ale z powodu jego słabego wizerunku tuż przed wyborami mogłoby dojść do desygnowania na premiera Mateusza Morawieckiego. Inny z wariantów zakłada powołanie go na miejsce Szydło już teraz.

Pytanie, co zrobić wówczas z panią premier. Część polityków obozu władzy twierdzi, że Beata Szydło miałaby zostać marszałkiem Sejmu, formalnie drugą osobą w państwie (teoretycznie byłby do awans, bo w myśl konstytucji premier jest osobą numer cztery). Jej zalety pomogłyby rozładować napięcie w parlamencie i wygasić w nim kilka sporów. Obecnego marszałka nikt by szczególnie nie żałował, a na pocieszenie mógłby dostać posadę np. szefa komisji przygotowującej projekt nowej konstytucji.

Lista ministrów, którzy mieliby stracić stanowisko, jest bardzo długa i łatwiej wymienić tych, którzy na pewno w rządzie zostaną. Swego stanowiska mogą być pewni przede wszystkim wicepremier Morawiecki, minister rodziny Elżbieta Rafalska, szefowa MEN Anna Zalewska czy wicepremier Piotr Gliński. Trudno też sobie wyobrazić wyrzucenie z rządu koalicjantów – wicepremiera Jarosława Gowina czy Zbigniewa Ziobrę.

Niskie notowania w PiS mają ministrowie środowiska, rolnictwa, zdrowia. Choć akurat odwoływanie Konstantego Radziwiłła w chwili wdrażania sieci szpitali i likwidacji NFZ może zakończyć się chaosem. Tradycyjnie uważany za pewniaka do rekonstrukcji Witold Waszczykowski wcale nie ma w tej chwili – według części naszych rozmówców – tak niskich notowań. Udało mu się sprzedać członkostwo Polski w Radzie Bezpieczeństwa ONZ jako sukces, obóz władzy podtrzymał tę narrację, co wzmocniło jego pozycję.

Niewiele wskazuje też na to, że stanowisko miałby stracić Antoni Macierewicz. Choć po wymuszonym odejściu Bartłomieja Misiewicza i Wacława Berczyńskiego jest mocno osłabiony, nic nie wskazuje na to, by Kaczyński chciał go upokarzać do końca. To mogłoby naruszyć kruchą równowagę sił, która jest teraz w PiS. Bo to w tej chwili z punktu widzenia władz partii rzecz najważniejsza – tak dopiąć personalne puzzle, by nikt za bardzo nie wyrósł, a równocześnie nikogo ważnego zbyt nie upokorzyć, by nie przestał być lojalny.

Ale ważniejsze od zmian personalnych będzie to, co PiS będzie miał do powiedzenia Polakom po kongresie. Z naszych informacji wynika, że Kaczyński jest namawiany do tego, by zamykać pola sporów politycznych, które prowadzi jego partia, wygaszać konflikty i uspokajać sytuację przed kolejnymi wyborami. W myśl tej wersji PiS wygrał wybory w 2015 roku nie dlatego, że skonfliktował się mocno z pozostałymi partiami, lecz właśnie dzięki otwarciu na centrum. By powtórzyć ten sukces – argumentują zwolennicy opcji „na miękko" – trzeba przed wyborami znów złagodzić wizerunek. Przeciwnicy tej koncepcji, zwolennicy drogi „na twardo", uważają z kolei, że PiS służy duża polaryzacja społeczna, a konflikty nie szkodzą PiS w jego elektoracie, tylko wśród tych, którzy nigdy by na partię Kaczyńskiego nie zagłosowali.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA