fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo drogowe

Zmiany w przepisach o ruchu drogowym - kiedy kierowca, który przekroczy dozwoloną prędkość o 50 km/h nie straci prawa jazdy

AdobeStock
Żeby starosta uwzględnił stan wyższej konieczności, kierowca będzie musiał go udowodnić.

Od piątku za zbyt szybką jazdę, np. do szpitala czy pożaru, nie grozi już zatrzymanie uprawnień do prowadzenia auta. Kierowca, który przekroczy dozwoloną prędkość o 50 km/h lub więcej na obszarze zabudowanym, nie straci prawa jazdy, gdy to stan wyższej konieczności sprawił, że złamał przepisy. O tym zdecyduje najpierw policjant. Jego decyzję zweryfikuje starosta. Zmiany w prawie o ruchu drogowym właśnie wchodzą w życie.

– Będą nadużycia, kierowcy potrafią wykorzystywać takie sytuacje – uważają oni sami.

– Nie damy się nabrać – zapowiadają policjanci.

18 maja 2015 r. weszły w życie przepisy surowe dla kierowców. Jeden z nich pozwalał policji zatrzymać od ręki prawo jazdy kierowcy, który przekroczył prędkość o więcej niż 50 km/h w terenie zabudowanym. Dokument odsyłał do właściwego starosty. Ten wydając decyzję administracyjną, formalnie zatrzymywał dokument. Za pierwszym razem na trzy miesiące. Jeśli mimo to kierowca prowadził auto i został zatrzymany, ten okres przedłużał się do sześciu miesięcy. Kolejna wpadka kończyła się cofnięciem uprawnień i koniecznością ponownego zdawania egzaminu.

Kilka miesięcy później okazało się, że przepis jest dziurawy. Nie przewiduje bowiem, że kierowca czasem przekracza prędkość, bo np. wiezie rodzącą, człowieka z zawałem serca do szpitala czy jest strażakiem i spieszy się do pożaru.

– To ewidentne niedopatrzenie – uważa prof. Ryszard Stefański, ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa ruchu drogowego. – Nawet kierowca karetki pogotowia czy wozu strażackiego jadący na sygnale w takiej sytuacji nie unikał kary. To absurd.

W październiku 2016 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że przepis musi przewidywać uniknięcie mandatu, gdy zaistnieje stan wyższej konieczności.

Poprawki nieuniknione

Do poprawiania zabrał się Senat. Proponował, aby prawo jazdy nie było zatrzymywane, jeżeli kierowca działał w sytuacji niebezpieczeństwa grożącego życiu lub zdrowiu człowieka, a nie można go było uniknąć inaczej. Sejm poszedł jeszcze dalej.

– Usprawiedliwieniem ma być nie tylko ochrona życia i zdrowia, ale także dóbr prawnie chronionych innych niż życie lub zdrowie ludzkie – uznali posłowie. Chodzi m.in. o strażaka OSP, który został wezwany do akcji i nie wie, czy będzie chronił życie ludzkie czy mienie.

Czym jest stan wyższej konieczności? Jak go rozumieć?

– To działanie w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego życiu lub zdrowiu człowieka – tłumaczy adwokat Krzysztof Bator. – Chodzi o sytuacje, w których tego niebezpieczeństwa nie można było uniknąć inaczej, a poświęcone dobro w postaci bezpieczeństwa na drodze przedstawiało wartość niższą od dobra ratowanego. Przykład? Kierowca wiezie do szpitala osobę, która straciła przytomność. Nie wiadomo, co jej jest. Szpital jest niedaleko, ale na jego trasie stoi fotoradar. Kierowca, który transportuje chorego, może uniknąć mandatu w takiej sytuacji. Bywa, że policja sama eskortuje samochód aż do szpitala.

Najpierw policjant

Czy policja poradzi sobie z oceną stanu wyższej konieczności na drodze?

Profesor Stefański uważa, że takie sytuacje na drodze są wyjątkowe i tak też powinno pozostać.

Nadkomisarz Radosław Kobryś z Komendy Głównej Policji mówi wprost: próby nadużywania przez kierowców tego nadzwyczajnego stanu na pewno się pojawią.

– Już dziś często słyszymy takie tłumaczenia. Od tego jednak jest policja, a potem i starosta, by nie dać się nabrać – mówi „Rz".

Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy KGP, twierdzi, że dla policji niewiele się zmienia.

– Będziemy bacznie przyglądać się zachowaniu kierowców – zapewnia.

Wygląda na to, że policjanci wiedzą już, co robić. Po zatrzymaniu auta za nadmierną prędkość na terenie zabudowanym, policjant musi udokumentować stan wyższej konieczności – jasno spisać, o co w sprawie chodzi, gdzie kierowca się spieszył i czy było to uzasadnione. Później starosta oceni, czy mógł uzasadniać szybką jazdę. Jeśli nie, zatrzyma prawo jazdy.

Podobnie z mandatami z fotoradarów. Nawet jeśli kierowca dostanie wezwanie za zbyt szybką jazdę, to ma szansę wybronić się od mandatu. Swoją wyjątkową życiową sytuację będzie musiał jednak precyzyjnie udokumentować. Najlepiej więc w takiej sytuacji mieć przy sobie zaświadczenie z datą o przyjęciu do szpitala czy wizyty w przychodni. W przypadku służb nie będzie z tym problemu, ich akcje są odnotowywane co do minuty.

21 dni ma starosta na decyzję, czy w przypadku konkretnego kierowcy zaistniał stan wyższej konieczności

35 tys. ?praw jazdy zatrzymała w ciągu roku drogówka za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym

Podstawa prawna: nowela z 12 kwietnia DzU z 27 czerwca 2018 r., poz 1099

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA