fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Ana Ursachi: Mołdawia w ręku oligarchy

Ana Ursachi, prześladowana prawniczka z Kiszyniowa
Archiwum
Rząd, sądy i służby w naszym kraju kontroluje jedna osoba – mówi mołdawska adwokat.

Rzeczpospolita: Od 2009 roku Mołdawią rządzi proeuropejska koalicja. Jak wygląda życie w postradzieckim kraju, który od siedmiu lat integruje się z Europą?

Ana Ursachi: Dziewięć lat temu myśleliśmy, że udało się nam obalić komunistyczny reżim Władimira Woronina (prezydent Mołdawii w latach 2001–2009 – red.) i że nareszcie krajem będą rządzili proeuropejscy politycy. Niestety, tak się nie stało. Okazało się, że swoje europejskie marzenie obywatele Mołdawii powierzyli nieodpowiednim ludziom, którzy integrację europejską wykorzystali jedynie do zdobycia pieniędzy. Nie rozwijało się społeczeństwo obywatelskie, prawie nie mamy już wolnych mediów. W połowie spraw, które obecnie prowadzę, miało miejsce łamanie praw człowieka. Pojawili się nawet więźniowie polityczni. Broniłam osób, które bito w więzieniach i których sprawy były fałszowane. W trakcie rządów tak zwanej proeuropejskiej koalicji doszło do niesamowitego wzrostu korupcji w kraju. Dzięki temu cały system sądowy Mołdawii został podporządkowany jednej sile politycznej. Tymczasem średnia krajowa pensja wynosi mniej niż 200 euro, z czego ponad połowa idzie na opłacenie czynszu. Mołdawscy rządzący udawali, że wszystko jest w porządku, a Europa udawała, że nic nie widzi.

Może dlatego, że w ciągu zaledwie kilku ostatnich lat w Mołdawii zmieniło aż siedmiu premierów?

Twarze polityków się zmieniają, ale de facto Mołdawią rządzi najbogatszy obywatel naszego kraju Władimir Płachotniuk. Człowiek ten nie stworzył żadnego przedsiębiorstwa i nie ma żadnego przejrzystego źródła dochodu. Natomiast jest właścicielem czterech wpływowych stacji telewizyjnych oraz nieoficjalnie kontroluje pozostałe media. Uzależnił od siebie większość sędziów i prokuratorów. Kontroluje wszystkich członków rządzącej koalicji, mimo że obecnie nie jest nawet deputowanym. Ma ogromny wpływ na służby mundurowe. Wielu urzędników i polityków łączą z nim sprawy korupcyjne, ale są również tacy, w sprawie których oligarcha posiada kompromitujące dokumenty. Człowiek ten mierzy bardzo wysoko i przez sześć lat był nawet wiceprzewodniczącym parlamentu. Gdyby nie protesty w 2015 roku, zostałby już premierem.

Ale protesty wybuchły wtedy, gdy w listopadzie 2014 roku z systemu bankowego Mołdawii zniknął miliard dolarów. Jaki to ma związek z Płachotniukiem?

Każdy wiedział, kto ma związek z tak zwaną kradzieżą wieku. Pod domem Płachotniuka stali protestujący z plakatem „Zwróć miliard". Ponad 100 tysięcy ludzi wyszło na ulice Kiszyniowa, ponieważ wstrzymano wypłatę zarobków i emerytur, wzrosły opłaty komunalne. Doszło do tego, że szpitale przestały otrzymywać leki.

Przecież w sprawie skradzionego miliarda kilka miesięcy temu na dziewięć lat więzienia został skazany były premier Wład Fiłat.

Fiłat został skazany za to, że wziął łapówkę i dopuścił do tej kradzieży. Ale miliarda nikt nie znalazł. Fiłat był jedynym konkurentem Płachotniuka, ponieważ był twórcą proeuropejskiej koalicji. To on obalił reżim komunisty Woronina. Wiadomo, że łapówkę przyniosła mu osoba blisko związana z Płachotniukiem. Nieprzypadkowo tuż po jego zatrzymaniu w sieci pojawiło się nagranie, na którym został przedstawiony z kochanką w niedwuznacznej sytuacji. Oligarcha pozbył się w ten sposób konkurenta. Prawdopodobnie w podobnych sytuacjach ukrytą kamerą byli nagrywani dyplomaci różnych unijnych krajów, których później szantażowano. Może dlatego przez wiele lat Bruksela nie wiedziała, co się dzieje w naszym kraju?

Czy wielotysięczne protesty zmieniły w jakiś sposób sytuację w Mołdawii?

Niestety, to prawie nic nie zmieniło. Płachotniuk w ciągu zaledwie jednej doby pod presją tłumu mianował nowego premiera i wszystko zostało po staremu. Kiedy protesty ucichły, rozpoczęła się fala masowych represji. Ich ofiarą padł opozycyjny lider Grigorij Petrenko, którego oskarżono o „zorganizowanie zamieszek masowych" i wsadzono na pół roku do więzienia. Prowadziłam jego sprawę i udało się go uwolnić jedynie dzięki temu, że w jego obronie stanęło Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy (PACE) oraz Departament Stanu USA. To nie jest pojedynczy przypadek, takich spraw jest co najmniej kilkanaście. Wszyscy, którzy krytykują oligarchę stają się ofiarami prześladowań, niezależnie od swoich prorosyjskich, prorumuńskich lub proeuropjeskich poglądów.

Podobno pani też usłyszała zarzuty i to bardzo poważne.

Oskarżono mnie o to, że jakoby 20 lat temu stałam na czele zorganizowanej grupy przestępczej, która zabijała i okradała ludzi. Zarzuty te zostały wymyślone po to, by mnie oczernić. Mamy dowody, że ograny śledcze poszukują świadków i proponują materialne wynagrodzenia za fałszywe zeznania. Na razie nic nie mają. Wręcz przeciwnie, ich wysiłki wywołały odwrotny efekt. Ludzie wychodzą demonstrować pod budynkami sądów w mojej obronie. Niestety, w Mołdawii pozostało jedynie kilku sędziów niepowiązanych z oligarchą Płachotniukiem, ale walczyć będziemy do końca. Coraz więcej adwokatów w Mołdawii odchodzi od komercyjnej działalności i zostaje obrońcami praw człowieka.

Czy wygrana prorosyjskiego kandydata Igora Dodona w ostatnich wyborach prezydenckich zwróci Mołdawię w stronę Moskwy? Czy to może być początkiem końca rządzącej koalicji?

Igor Dodon nie jest prorosyjskim czy proeuropejskim politykiem, jest przede wszystkim człowiekiem związanym z Płachotniukiem. Owszem, głosując na niego, ludzie głosowali przeciwko skompromitowanej proeuropejskiej ekipie. Ale w kraju kontrolowanym przez jednego oligarchę nic nie dzieje się bez jego wiedzy. To on przyczynił się do wygranej Dodona, ponieważ należą do niego prawie wszystkie media. Płachotniuk od początku skrycie go popierał, ponieważ konkurentka Dodona Maia Sandu groziła mu więzieniem i lustracją. Dlatego nie słyszymy dzisiaj, by Dodon krytykował Płachotniuka, ponieważ boi się powtórki tego, co spotkało byłego premiera Fiłata. Poza tym prezydent w Mołdawii nie ma dużych uprawnień i wykonuje symboliczną rolę. Będzie słuchał się Moskwy, ale liczył ze zdaniem oligarchy, który ma większość w parlamencie.

Jak w tej sytuacji powinna zachować się Europa, który chyba już od dłuższego czasu nie ma pomysłu na Mołdawię?

Przede wszystkim Bruksela nie powinna wspierać finansowo rządu, które kompromitują europejskie wartości, nie respektuje praw człowieka i prześladuje ludzi za ich poglądy polityczne.

Sylwetka

Ana Ursachi prowadzi w Mołdawii swoją praktykę adwokacką od 17 lat. Gdy w sierpniu założyła ruch społeczny „Nu maatem" („Ja się nie boję"), prokuratura w Kiszyniowie postawiła jej zarzuty o dokonanie przestępstw kryminalnych. Znana międzynarodowa organizacja zajmująca się obroną praw człowieka Amnesty International stanęła w jej obronie i twierdzi, że te zarzuty mogą być motywowane politycznie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA