fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Tajemnicze targi o dymisję Mariana Banasia

Marian Banaś pismo z rezygnacją miał wysłać do Sejmu w piątek, ale tam nie dotarło
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Marian Banaś w ostatniej chwili wycofał się ze złożenia rezygnacji. Czym gra prezes Najwyższej Izby Kontroli?

Dziwne wydarzenia rozegrały się w piątek przed południem – do gabinetu marszałek Sejmu Elżbiety Witek został wysłany kierowca Banasia z Najwyższej Izby Kontroli. Miał pismo od prezesa. Z dokumentu, do którego dotarł „Dziennik Gazeta Prawna", wynika, że szef Izby złożył dymisję. Jednocześnie wskazał, że wyznacza wiceprezesa Tadeusza Dziubę do zastępowania go „od chwili złożenia rezygnacji". Dziennik podał w poniedziałek, że Witek odesłała oświadczenie o dymisji.

Kierowca wraca

Tymczasem Andrzej Grzegrzółka, dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu, tłumaczy „Rzeczpospolitej", że do sekretariatu marszałek Sejmu nie wpłynęło pismo od Mariana Banasia. – Marszałek Sejmu nie mogła się więc z nim zapoznać ani go odesłać. Nie spotkała się też z kierowcą z NIK – wyjaśnia.

Z naszych nieoficjalnych źródeł w NIK wynika, że przed południem kierowca wysłany z kopertą, w której była rezygnacja, dotarł do Kancelarii Sejmu, ale „na miejscu coś się wydarzyło". – Kierowca odebrał telefon i wrócił do siedziby NIK, nie doręczając pisma marszałek. Wszystko wskazuje na to, że była to gra samego prezesa Banasia – on sam mógł zadzwonić do kierowcy, odwołać go i wstrzymać tym przekazanie koperty z dymisją do marszałek Sejmu – twierdzi nasze źródło.

Za taką wersją przemawiają fakty. Po godz. 15 (w piątek) CBA poinformowało, że rano złożyło zawiadomienie do prokuratury w sprawie majątku Banasia. Godzinę później prezes NIK wydał oświadczenie, w którym kategorycznie zaprzeczył zarzutom, że „zatajał swój stan majątkowy i ma nieudokumentowane źródła dochodów". Banaś podkreślił też, że ze spokojem czeka na finał tej sprawy. Wygląda na to, że mistyfikacja z rzekomym złożeniem rezygnacji odbyła się pomiędzy pierwszym a drugim oświadczeniem, jakie w piątek zostały zamieszczone na stronie internetowej NIK.

Gwarancje dla rodziny?

Nasze źródła w PiS potwierdzają, że gra toczyła się głównie o syna Banasia – Jakuba, a strony (partia, służby i sam Banaś) „targują się". O co?

Z nieoficjalnych informacji wynika, że prezes NIK próbuje wyjść z opresji z jak najmniejszą szkodą dla siebie i swojej rodziny. Czy dymisję uzależniał od gwarancji zachowania stanowiska dla swojego syna, który jest dyrektorem w Banku Pekao SA?

W piątek w tym zrepolonizowanym banku miało dojść do czystek personalnych – nie tylko dymisji prezesa Michała Krupińskiego. Bank odmówił nam jednak odpowiedzi na pytania, czy Jakub Banaś nadal pracuje, powołując się na „prawo pracy i ochronę danych osobowych". Sam Jakub Banaś zapytany e-mailem m.in. o komentarz do kontroli majątku jego ojca, która objęła z racji powiązań również jego działalność biznesową, odpisał nam: „Podtrzymuję przekazane już wcześniej Paniom moje stanowisko, iż jestem osobą prywatną i nie udzielam informacji mediom".

Wieczorem, 2 grudnia, "Dziennik Gazeta Prawna" podał informację, że Jakub Banaś został odwołany ze stanowiska w Pekao.

Analizy prokuratury

Dwa zawiadomienia dotyczące Banasia – złożone przez CBA w efekcie kontroli i wcześniejsze, jakie skierował generalny inspektor informacji finansowej – trafiły do Prokuratury Regionalnej w Białymstoku.

Paweł Sawoń, zastępca prokuratora regionalnego w Białymstoku, mówi tylko, że „obecnie trwa analiza obu doniesień". Marian Banaś miał nie podpisać protokołu ostatecznie kończącego kontrolę i nie stawił się w CBA. Z informacji „Rzeczpospolitej" wynika, że część ustaleń CBA w sprawie przepływów finansowych dotyczy syna Banasia, który kieruje fundacją i prowadzi spółkę doradztwa strategicznego. Siedzibą fundacji jest krakowska kamienica, którą Marian Banaś wynajmował od 2014 r. osobom związanym z półświatkiem.

Co robiły służby

Tymczasem Koalicja Obywatelska domaga się od premiera Mateusza Morawieckiego przekazania pełnego kalendarium tzw. afery Banasia z informacją, od kiedy służby zajmowały się tą sprawą, m.in. kiedy postępowanie było przedłużane i na jaki okres. Opozycja stawia zarzuty, że od miesiąca gotowy raport do prokuratury leżał i czekał.

– Oczekujemy informacji, kiedy pan Banaś ustosunkował się do pierwotnej treści raportu, kiedy ten raport został ukończony, kiedy i do kogo trafił. Czy trafił od razu na biurko pana premiera Morawieckiego, czy trafił do innych polityków PiS – mówi poseł KO Marcin Kierwiński.

Sugeruje, że raport został ukończony już miesiąc temu, leżał u premiera i czekał na decyzję. – Tylko na decyzję kogo? Czy jest nieformalny ośrodek poza polskim rządem, poza służbami, poza ministrem koordynatorem? – pyta Kierwiński.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA