fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Gruzini karzą za niedotrzymanie obietnicy

Tbilisi: pod parlamentem nie ustają protesty przeciwników pociągającego za wszystkie sznurki miliardera Bidziny Iwaniszwilego
AFP
W Tbilisi tysiące ludzie wystąpiło przeciw rządom miliardera Bidziny Iwaniszwilego i jego partii Gruzińskie Marzenie

Demonstranci stali pod budynkiem między namiotami, które inna grupa protestujących rozbiła tam jeszcze w nocy z czwartku na piątek. Namioty blokują ruch po głównej ulicy Tbilisi, prospekcie Szoty Rustawelego. – Tego rosyjskiego oligarchę Iwaniszwilego naród powinien wyrzucić z kraju – mówił jeden z nocujących pod parlamentem.

W niedzielę przed świtem na teren kompleksu parlamentarnego wjechały oddziały specjalne MSW, a szef resortu uprzedził demonstrantów, by nie próbowali się tam wdzierać. Demonstranci go posłuchali – bramę na parlamentarny dziedziniec opletli łańcuchami i zamknęli na kłódki. – Zrobimy wszystko, by sparaliżować jego pracę – zapowiedział jeden z przywódców manifestacji.

Wady systemu większościowego

Drugi w ciągu pięciu miesięcy wybuch społecznego niezadowolenia wywołała czwartkowa debata w parlamencie. Zgodnie z wcześniejszymi obietnicami rządzące Gruzińskie Marzenie powinno było dokonać wtedy zmiany konstytucji, wprowadzając proporcjonalny system wyborczy zamiast mieszanego (propocjonalno-większościowego), ale nie zrobiło tego.

Obecnie spośród 150 deputowanych gruzińskiego parlamentu 77 wybieranych jest w systemie proporcjonalnym (z list partyjnych), a 73 – w większościowym. „Najbardziej wpływowi ludzie na prowincji zawsze są zainteresowani, by władza była po ich stronie. W idealnym wariancie samemu być władzą. System większościowy jest wspaniałym instrumentem realizacji tych pragnień. Przykładowo, na ostatnich wyborach we wszystkich większościowych okręgach wygrali przedstawiciele rządzącej partii" – tłumaczy rosnącą niechęć Gruzinów do obecnego systemu wyborczego analityk Gela Wasadze.

„Jeszcze zabawniejszy przykład: teleportacja większościowych deputowanych z Ruchu Narodowego (Micheila Saakaszwilego – red.) do Gruzińskiego Marzenia Bidziny Iwaniszwilego po wygraniu przez nie wyborów w 2012 roku" – dodaje. Podobnie jak na Ukrainie, wybieranie części deputowanych w systemie większościowym sprzyja politycznej korupcji. Jednym z haseł wyborczych nowego ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego była zresztą likwidacja systemu większościowego.

Gruzińskie Marzenie jeszcze w 2016 roku obiecywało zmianę prawa wyborczego. Ale zostało do tego zmuszone dopiero latem tego roku, gdy w Tbilisi wybuchły rozruchy. Ówczesnych manifestacji nie wywołała jednak niechęć do systemu wyborczego, ale wizyta rosyjskich deputowanych w gruzińskim parlamencie. Jeden z nich, Siergiej Gawriłow (były uczestnik walk z armią gruzińską), zasiadł w fotelu przewodniczącego parlamentu, co doprowadziło Gruzinów do wściekłości. Rozruchy nazwano „nocą Gawriłowa", ale partie opozycyjne szybko przekształciły ludowy bunt w żądania reform politycznych.

Polityczny spektakl

Domagano się zdymisjonowania ministra spraw wewnętrznych, odpowiedzialnego za brutalne tłumienie wystąpień. Iwaniszwili zgodził się, po czym awansował go z ministra na premiera. Szef parlamentu, który dopuścił do skandalu, został odwołany, ale od razu mianowano go sekretarzem rządzącej partii. Pozostał ostatni postulat – zmiana prawa wyborczego – który został odrzucony w czwartek.

W głosowaniu nad projektem wniesionym przez Gruzińskie Marzenie przeciw byli wszyscy „większościowcy" rządzącej partii. – Zwolennicy Saakaszwilego specjalnie obrażali w sali posiedzeń deputowanych większościowych, no a tym puściły w końcu nerwy – tak Bidzina Iwaniszwili tłumaczył, dlaczego nie wypełnił obietnicy. Ale, jak zauważył Gela Wasadze, podejrzewający, że wszystko to z góry zaplanował Iwaniszwili: „Żadne sankcje przeciw buntownikom nie są planowane. Jeśli się pojawią, to jedynie jako odpowiedź na protesty". – Odegrano przed nami spektakl – podobnie uważają przywódcy opozycji.

Nowe żądania opozycji

– No i (Iwaniszwili) wywołał ciężki polityczny i państwowy kryzys – stwierdziła jedna z przywódczyń opozycji Nino Burdżanadze.

Jednak nawet obecnie opozycji nie udaje się zrealizować hasła „Wszyscy przeciw jednemu". Pod parlamentem manifestowali (i cały czas go pikietują) zwolennicy demokratycznych ugrupowań (m.in. Burdżanadze oraz przebywającego na Ukrainie Saakaszwilego). Ale partie narodowe zebrały się w innym miejscu śródmieścia stolicy. „Uważamy za amoralne stawanie w jednym szeregu z »Tbilisi Pride«, homoseksualistami, aktywistami LGBT, liberałami sponsorowanymi przez Sorosa, bo to jest sprzeczne z naszymi wartościami" – wyjaśniło jedno z gruzińskich ugrupowań narodowych, wskazując wyraźnie, że narodowcy od Kaukazu po Bałtyk mają te same problemy.

Już w niedzielę opozycja wysunęła kolejne żądania: dymisji rządu i przedterminowych wyborów (zgodnie z planem powinny odbyć się 31 października 2020 roku) pod nadzorem „apolitycznego gabinetu". – Nie ma mowy o przedterminowych wyborach – odpowiedział natychmiast sekretarz Gruzińskiego Marzenia Iraklij Kobachidze, do niedawna szef parlamentu. – Nie ma też co spekulować o powtórnym głosowaniu (nad projektem zmian prawa wyborczego) – dodał, sugerując, że z punktu widzenia partii rządzącej sprawa jest zakończona.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA