fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Referendum w Warszawie wisi na włosku

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Z inicjatywy Piotr Guziała trwa próba odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz przez mieszkańców stolicy.

„Jeśli chcecie wspólnie z nami uczciwego miasta, odsuńmy od władzy skompromitowaną Prezydent" – to fragment listu, który ma otrzymać 850 tys. mieszkańców stolicy. Na razie wysłano ich około 350 tys., pozostałe mają trafić do mieszkańców w rozpoczynającym się tygodniu. W pismach zawarta jest prośba, by warszawiacy podpisywali się na specjalnych kartach i odsyłali je w załączonych kopertach. Inicjatorem akcji jest warszawski radny Piotr Guział, ustawiający się w ostrej opozycji do Hanny Gronkiewicz-Waltz. Cel? Zorganizowanie referendum, w którym zostanie ona odwołana.

Powodem jest oczywiście afera związana z reprywatyzacją warszawskich gruntów i kamienic. W związku z nią złożono już trzy wnioski o referendum. Autorem pierwszego było Stowarzyszenie Oburzeni Antoniego Guta, jednak inicjatywa upadła, bo nie udało się zebrać wymaganej liczby podpisów.

Kolejna próba Guziała

We wrześniu Guział złożył na sesji Rady Warszawy nastęny wniosek, jednak utknął on z powodów proceduralnych. Dlatego 6 października podjął jeszcze jedną próbę wraz z przedstawicielami stowarzyszeń lokatorskich oraz działaczami społecznymi. To właśnie pod tym wnioskiem trwa zbiórka podpisów.

Przez dwa miesiące, czyli do 5 grudnia, komitet ma czas, by zebrać ich 132 tysiące. Jakie są na to szanse? Guział nie ukrywa, że jak dotąd plany inicjatorów krzyżowała pogoda. – Na dworze nie ma szans zebrać podpisów. Przez pierwszy miesiąc ciągle padało, teraz mamy przymrozki – zauważa.

Jednak jego zdaniem dzięki wysyłce listów zbiórka się powiedzie, bo jak dotąd komitet zebrał już ponad połowę podpisów, czyli 80 tysięcy. Nie wierzy w to warszawski poseł PO Marcin Kierwiński. – Skoro pan Guział decyduje się na kosztowną wysyłkę, prawdopodobnie konfabuluje, że ma już połowę – mówi.

W dodatku jeśli zbiórka się powiedzie i do referendum dojdzie, przed inicjatorami będzie stało jeszcze trudniejsze zadanie – zadbanie o to, by w głosowaniu była wystarczająca frekwencja.

By referendum w sprawie odwołania prezydent stolicy było ważne, do urn musiałoby pójść aż 351 tys. osób, czyli trzy piąte liczby wyborców, którzy uczestniczyli w wyborze prezydent Warszawy w 2014 roku. O tym, jak trudne jest to zadanie, świadczy przykład z 2013 roku. Wtedy też odbyło się referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy, również z inicjatywy Guziała, i zabrakło 46 tys. głosów, by było wiążące.

Kluczowe zaangażowanie PiS

Dlatego obecna inicjatywa nie ma większych szans powodzenia, chyba że swoich wyborców zmobilizuje PiS. A partyjne władze jak dotąd unikają otwartego poparcia pomysłu referendum. Powód? – Nie chcemy upolityczniać tego referendum, bo to inicjatywa obywatelska. Nie chcemy tworzyć wrażenia, że tylko PiS jest przeciwne Hannie Gronkiewicz-Waltz i PO – mówi poseł PiS Jarosław Krajewski.

Warszawski poseł Michał Szczerba z PO podejrzewa, że prawdziwe powody są inne. Jego zdaniem PiS obawia się ostrej kampanii referendalnej. – Jej głównym tematem byłaby reprywatyzacja, a lata 2002–2006, czyli okres rządów PiS w stolicy, są bardzo niewygodne dla tej partii, bo był to już czas kontrowersyjnych zwrotów kamienic – tłumaczy.

W dodatku zdaniem Szczerby ewentualne odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz nie skończyłoby się przedterminowymi wyborami, lecz wprowadzeniem przez PiS komisarza, co dla tej partii wcale nie byłoby komfortową sytuację. – Miałby przeciw sobie całą radę miasta – zauważa.

W PiS mówi się też o tym, że wciąż nie zapadła decyzja, kto mógłby być z ramienia tej partii komisarzem lub kandydatem na prezydenta. Bardziej jasna sytuacja jest po stronie opozycji. Z ramienia Platformy kandydował będzie były minister administracji Rafał Trzaskowski albo była marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, a z Nowoczesnej – Paweł Rabiej, który od niedawna jest rzecznikiem tej partii.

Lepsze grillowanie niż referendum?

– Władze PiS nie podjęły decyzji w sprawie referendum, bo bardziej zależy im na jak najdłuższym grillowaniu Hanny Gronkiewicz-Waltz i agonii PO – uważa Piotr Guział. Jego zdaniem w tym celu PiS zapowiedział powołanie komisji weryfikacyjnej w sprawie reprywatyzacji, która ma zacząć działać dopiero za kilka miesięcy.

Jarosław Krajewski twierdzi, że jego partia takiego celu nie ma. – Jeśli chodzi o element, który często nazywany jest grillowaniem PO, mogę powiedzieć, że Platforma grilluje się sama – mówi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA