fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Ofiary NRD-owskiego bezprawia walczą o swoje prawa

picture-alliance/dpa
Prawie 200 tys. osób siedziało w b. NRD w więzieniu z przyczyn politycznych. Część z nich wciąż walczy o swoje prawa. Okazuje się, że nie jest to takie proste.

Berlin, listopad 1989 roku. Zaledwie kilka dni temu runął Mur Berliński. Dieter Dombrowski z Berlina Zachodniego wybrał się do Berlina Wschodniego, żeby walczyć o swoje sprawa. Ten były obywatel NRD udał się do odległego o 400 metrów od Bramy Brandenburskiej Ministerstwa Sprawiedliwości NRD, żeby złożyć wniosek o unieważnienie ciążącego wciąż na nim wyroku sądowego za niezgodną z NRD-owskim prawem, a raczej bezprawiem, wrogą działalność polityczną i o rehabilitację. Jak można się domyślić, nic wtedy nie uzyskał i odszedł z kwitkiem.

Wyrok, o którym tu mowa, pochodzi z roku 1974. Wydał go sąd okręgowy w Schwerinie za próbę "nielegalnego przekroczenia granicy państwowej", to jest: za próbę ucieczki z NRD do RFN i "nawiązanie wrogich wobec NRD-owskiego państwa kontaktów", cokolwiek to miałoby znaczyć. Za te czyny Dombrowski został skazany na 4 lata więzienia. Odsiedział 20 miesięcy, głównie w cieszącym się złą sławą centralnym więzieniu STASI w Cottbus. Potem, jak wielu innych wschodnioniemieckich więźniów politycznych, został wykupiony przez rząd RFN i zamieszkał w Berlinie Zachodnim.

Dlaczego rehabilitacja jest ważna

Dopiero w trzy lata po jego pierwszej, nieudanej próbie złożenia wniosku o rehabilitację, 4 listopada 1992 roku w zjednoczonych już Niemczech weszła w życie "Pierwsza ustawa o usunięciu skutków bezprawia pod rządami komunistycznymi", która przewidywała rehabilitację osób poszkodowanych przez komunizm na płaszczyźnie formalno-prawnej w postaci, na przykład, anulowania ich wyroków oraz przyznania im zadośćuczynienia materialnego. Dombrowski został nią objęty, podobnie jak prawie 200 tys. innych więźniów politycznych w b. NRD i w roku 1994 został formalnie zrehabilitowany.

"Miałem wtedy wreszcie czarno na białym, że zostałem niesłusznie oskarżony i skazany", powiedział w rozmowie z Deutsche Welle. Dlaczego było to dla niego takie ważne? Bo, jak stwierdził dalej, "nawet jeśli się wie, że nie zrobiło się nic złego, to takie oficjalne zaświadczenie przynosi ogromną ulgę".

Długie, spóźnione skutki bezprawia

W więzieniu w Cottbus Dombrowski siedział z 27 innymi skazanymi w celi o powierzchni 40 metrów kwadratowych. Tak jak oni był narażony na szykany strażników, cierpiał głód i chłód. Przysługuje mu za to 300 euro specjalnego dodatku do zarobków lub emertytury, ale tylko formalnie, bowiem taki dodatek pobierają tylko te ofiary bezprawia w b. NRD, których miesięczne dochody nie przekraczają 1035 euro. W takiej sytuacji jest w tej chwili w Niemczech około 40 tys. osób. Dombrowski, będący dziś posłem ro parlamentu krajowego w Brandenburgii z ramienia CDU, zarabia dużo więcej i nie może korzystać z tego dodatku.

"Moja sytuacja jest raczej wyjątkiem od reguły, niż regułą", mówi Dombrowski. "Wiele osób prześladowanych w b. NRD zostało wyrzuconych poza nawias życia zawodowego i uniemożliwiono im zrobienie kariery. Część z nich zapadła na zdrowiu, niektórzy załamali się psychicznie, albo uzależnili od używek, krótko mówiąc - komunistyczna NRD złamała im życie". Dombrowski, jako przewodniczący "Unii Związków Ofiar Komunistycznej Dyktatury" (UOKG), walczy o ich prawa.

Ciernista droga do sprawiedliwości

Mogłoby się wydawać, że wystarczy odwołać się do obowiązujących w RFN ustaw i przepisów w tej materii, ale w praktyce nie jest to wcale takie proste. Chociażby dlatego, że trzeba udowodnić, że więzieniu panowały takie, a nie inne warunki, znaleźć świadków, którzy potwierdzą, że ktoś został w nim brutalnie pobity i tak dalej, i tak dalej. Wiele osób nie chce do tego wracać, a inni, po złożeniu wyczerpujących wyjaśnień przed komisją przyjmującą wnioski o odszkodowanie materialne za cierpienia doznane w b. NRD, czują się ponownie straumatyzowani.

Dieter Dombrowski przyznaje, że też miał problemy psychiczne i okresy zwątpienia w siebie. Dlatego tak bardzo leży mu na sercu budowa centralnego pomnika ofiar NRD-owskiego bezprawia. Taki pomnik byłby, jak twierdzi, najlepszą formą uznania dla ich cierpień i zasług. Pieniądze, na przykład w postaci odszkodowania za poniesione krzywdy, też się liczą, ale najważniejsze jest, jak mówi, zadośćuczynienie moralne. Świadomość, że się pamięta o ofiarach prześladowań w NRD, i że nie przchodzi się wobec nich obojętnie.

Dombrowski ma nadzieję, że nowo wybrany Bundestag zajmie się tą sprawą i znowelizuje obowiązujące od 25 lat dwie ustawy "O usunięciu skutków bezprawia pod rządami komunistycznymi". Jest to bardzo ważne, ponieważ dochodzenie na ich podstawie roszczeń przez jego ofiary upływa z końcem 2019 roku, a więc już niedługo.

Źródło: Deutsche Welle
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA