fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

1939: Stara propaganda pisana na nowo

22 września 1939 r., Brześć – radzieckie i niemieckie wojska na ulicach miasta
Bundesarchiv
Ofensywa historyczna Kremla: w 1939 roku nie było sowieckiej agresji, to Polska była „zagrożeniem dla ZSRR".

Rosyjski resort obrony uruchomił nową stronę internetową Pakt1939.mil.ru. Jak sama nazwa wskazuje, chodzi o pakt Ribbentrop-Mołotow, od podpisania którego 23 sierpnia minęło 80 lat. Rosyjskie agencje rządowe hucznie ogłosiły: resort ujawnia tajne dokumenty dotyczące wybuchu II wojny światowej. Kreml zaprezentował nową „prawdę historyczną", formułując kłamliwe i nieoparte na żadnych faktach zarzuty pod adresem Polski.

– Poszczególne dokumenty całkowicie zmieniają dotychczasowe rozumienie przyczyn podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow – przekonuje Ministerstwo Obrony Rosji.

Przypuszczenia bez dowodów

Najtajniejszym z ujawnionych dokumentów ma być pochodzący z marca 1938 roku 32-stronicowy raport ówczesnego dowódcy sztabu generalnego Armii Czerwonej Borysa Szaposznikowa adresowany do marszałka ZSRR i ówczesnego komisarza obrony Klimenta Woroszyłowa. Dowódca sowieckiej armii opisuje „prawdopodobnych przeciwników ZSRR" i ich plany.

„ZSRR musi być przygotowany do walki na dwa fronty: na zachodzie przeciwko Niemcom i Polsce oraz częściowo Włochom i prawdopodobnie dołączającym się do nich limitrofom (pogardliwa nazwa państw pogranicznych położonych na peryferiach imperiów – red.) oraz na wschodzie przeciwko Japonii – pisze Szaposznikow. – Polska znajduje się w strefie bloku faszystowskiego, próbując zachować względną samodzielność swojej polityki zagranicznej" – twierdzi i szczegółowo wylicza, ile dywizji, czołgów i samolotów władze II RP skierują we wspólnym ataku z III Rzeszą na Związek Radziecki. Szaposznikow twierdzi, że „niemiecko-polskie siły" nadejdą od strony „południowej części Polesia", i szczegółowo opisuje ich liczebność.

W notatkach Szaposznikow przyznaje, że nie posiada „udokumentowanych danych" i że opisuje polsko-niemieckie plany na podstawie jedynie „prawdopodobnych przepuszczeń".

To jednak wystarczyło, by rosyjskie media rządowe poinformowały, że „Ministerstwo Obrony broni prawdy historycznej" i „walczy z fałszowaniem historii". Sponsorowana przez rosyjską armię gazeta „Krasnaja Zwiezda" zasugerowała nawet, że resort odtajnia dokumenty w związku z „nieobiektywnymi wypowiedziami zachodnich polityków" oraz ze „specyficznymi uroczystościami w Polsce z okazji wybuchu II wojny światowej".

– Ówczesna Polska szukała sojuszu z Hitlerem. Związek Radziecki nie miał wyboru. Jedyną słuszną decyzją było podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow. Po to, by odroczyć wybuch wojny z Niemcami – w Moskwie wszyscy wiedzieli, że ta wojna wybuchnie. Nie chodziło o rozbiory Polski, tylko o to, by uporządkować armię i przygotować się do wojny z III Rzeszą. To oficjalne stanowisko Moskwy – mówi „Rzeczpospolitej" płk Igor Korotczenko, redaktor naczelny rosyjskiego czasopisma „Nacjonalna Oborona". – 17 września 1939 roku Polska już nie istniała, może mieć pretensje jedynie do swoich ówczesnych sojuszników – dodaje.

„Płakali z radości"

Kremlowskie media i analitycy wolą nie mówić o tajnym protokole, który stanowił załącznik paktu Ribbentrop-Mołotow. To ten załącznik zapoczątkował IV rozbiór Polski i podzielił środkową Europę pomiędzy Niemcy i Związek Radziecki. W rosyjskich mediach rządowych nie spotkamy raczej zdjęć np. ze wspólnej niemiecko-sowieckiej defilady w Brześciu, która 22 września miała być uwieńczeniem niemiecko-sowieckiej agresji na II RP. Twarze oficerów Armii Czerwonej ciepło witających się z oficerami Wehrmachtu nie wpisują się w dzisiejszą narrację Kremla.

Wpisuje się natomiast raport głównego politruka Armii Czerwonej generała Lwa Mechlisa, który 21 września 1939 roku pisał do Stalina, że ukraińska ludność wita żołnierzy sowieckich „jak prawdziwych wyzwolicieli" i „płacze z radości".

Odtajniony raport Mechlisa jest kolejnym „sensacyjnym dokumentem" opublikowanym na utworzonej przez rosyjski resort obrony witrynie. „Naszych oratorów ludność słucha szczególnie uważnie, z miłością pozdrawia towarzysza Stalina" – raportował oficer polityczny, ale nie wymienił z nazwy żadnej miejscowości. Podobna narracja rosyjskich politruków dotyczy „wyzwolenia ludności zachodniej Białorusi".

– Ta stalinowska propaganda wciąż jest powszechna i kontynuowana nie tylko w Rosji, ale i na Białorusi. Dla mnie i dla moich przodków jest jasne, kto był agresorem. To nie był żaden pochód wyzwoleńczy. Na ulicach Grodna mordowano ludzi. Żołnierze Armii Czerwonej oszczędzali jedynie tych, którzy mieli „dłonie robotnika" – mówi „Rzeczpospolitej" Andrzej Poczobut, polski dziennikarz mieszkający w Grodnie.

Świadoma polityka

– W 80. rocznicę zawarcia sojuszu Stalina z Hitlerem Rosja usiłuje wprowadzić do obiegu mnóstwo fałszywych i zmanipulowanych informacji, by utrudnić odróżnienie faktów historycznych od rosyjskiej propagandy – mówi „Rzeczpospolitej" Sławomir Dębski, dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. – W ten sposób Rosja przygotowuje się do przyszłorocznej rocznicy zakończenia II wojny światowej. Chce przedstawić światu swoją wizję historii – dodaje.

Od aneksji Krymu zachodni przywódcy ignorowali obchodzony w Rosji Dzień Zwycięstwa. W przyszłym roku będzie inaczej. Udział w uroczystościach w Moskwie 9 maja jako pierwszy z zaproszonych liderów zachodnich potwierdził już prezydent Francji Emmanuel Macron.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA