fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

NATO nie narazi się Putinowi

Rada Rosja-NATO jest zawieszona. Ale dialog między sojuszem i Moskwą trwa. Na zdjęciu szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow i sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg, maj 2015 roku
NATO
To już niemal pewne: za rok na szczycie sojuszu nie zapadnie decyzja o budowie stałych baz w Polsce.

Wiadomość pojawia się na kilka dni przed zaprzysiężeniem Andrzeja Dudy, który uczynił ze stałego stacjonowania natowskich żołnierzy swój główny cel w polityce zagranicznej. Minister ds. zagranicznych nowego prezydenta Krzysztof Szczerski powiedział wręcz „Rz", że od zniesienia blokady w tej sprawie zależy utrzymanie strategicznego partnerstwa z Niemcami.

Jednak w wywiadzie dla naszej gazety David Lidington, minister ds. europejskich Wielkiej Brytanii, przyznał: – Doskonale rozumiem obawy Polski i krajów bałtyckich. Ale rzeczywistość jest taka, że będzie bardzo trudno dojść do porozumienia w ramach NATO w sprawie stałego stacjonowania wojsk. Niemcy i Francja zajęły w tej sprawie jasne publiczne stanowisko. A decyzje w NATO wymagają jednomyślnego poparcia. Zdaniem Lidingtona Polska powinna skupić się na maksymalnym wykorzystaniu tego, co jest realne: utrzymaniu tak długo, jak to możliwe, rotacyjnej obecności wojsk sojuszu na terenie naszego kraju.

Stanowisko Lidingtona jest tym bardziej znaczące, że Wielka Brytania to jeden z krajów NATO, które dotąd najmocniej sprzeciwiały się agresywnej polityce Kremla.

Jednak już dwa tygodnie temu zastępca biura europejskiego Departamentu Stanu USA John A. Heffern powiedział „Rz", że na szczycie paktu w lipcu przyszłego roku w Warszawie nie będzie decyzji o budowie stałych baz w Polsce.

– Angela Merkel widzi się w roli pośrednika między Rosją a Zachodem. W jej odczuciu zgoda na budowę baz by to zniweczyła. Już na szczycie NATO w Walii w ubiegłym roku Niemcy zaangażowały się w siły szybkiego reagowania paktu (tzw. szpicę) w zamian za gwarancje, że nie będzie stałych baz – mówi „Rz" Olaf Boehnke, ekspert berlińskiego oddziału European Council on Foreign Relations. – Ale także USA nie chcą baz. Z perspektywy Waszyngtonu konflikt we wschodniej Ukrainie został zamrożony, a budowa baz doprowadziłaby do jego odnowienia. Być może Amerykanie mają dane wywiadowcze o tym, że Rosjanie nie chcą wznawiać ofensywy przeciw Ukraińcom.

– NATO to demokratyczny sojusz, w którym decyzje wymagają jeśli nie jednomyślności, to przynajmniej większości. Tymczasem poza Polską, Rumunią i krajami bałtyckimi stałych baz nikt nie chce – mówi niemiecki ekspert.

Wysoki rangą zachodni dyplomata tłumaczy naszej gazecie: „Budowa baz to byłoby jak włożenie Putinowi palca w oko. A potrzebujemy współpracy z nim w sprawie Iranu, walki z Państwem Islamskim i wielu innych obszarach".

Sygnałem gotowości Putina do podjęcia współpracy z Zachodem jest także to, że Kreml odrzucił trzy tygodnie temu prośbę premiera Grecji Aleksisa Ciprasa o pomoc w wyprowadzeniu kraju ze strefy euro. Moskwa potwierdziła, że jest gotowa respektować zachodnią strefę wpływów w Europie w zamian za uszanowanie jej strefy wpływów.

Polskie władze nie chcą jednak pogodzić się z logiką myślenia, która prowadzi do zaniechania budowy baz na terenie naszego kraju. I to tym bardziej przed październikowymi wyborami do Sejmu, w których ani PO, ani PiS nie chcą uchodzić za partię lekceważącą bezpieczeństwo kraju.

– Został rok do szczytu NATO w Warszawie. Takie decyzje zapadają na najwyższych szczeblach – mówi „Rz" Tomasz Siemoniak, wicepremier i szef MON. – Kolejne kroki to październikowe spotkanie ministrów obrony NATO, grudniowe ministrów spraw zagranicznych. Takich decyzji nie ma, zabiegamy o nie, nie ma co żyć różnymi wypowiedziami, które oczywiście odzwierciedlają dzisiejszy stan spraw. Nie ma po prostu projektu decyzji szczytu, można więc wyrażać różne opinie.

Witold Waszczykowski, bliski współpracownik Andrzeja Dudy w sprawach zagranicznych, potwierdza: – Takie są nastroje na Zachodzie odnośnie do budowy baz.

Ale mówi też twardo: – Nie zgadzamy się z niemieckim rozumowaniem, iż wzmocnienie Polski prowadzi do konfrontacji z Rosją. Nie domagamy się niczego innego, niż to, co przysługuje każdemu członkowi NATO. Nie czujemy się zobowiązani zapisami aktu stanowiącego Rosja–NATO (w którym sojusz obiecał, że nie rozmieści stałych baz na terenie nowych krajów członkowskich – red.), bo został on przyjęty dwa lata przed przystąpieniem Polski do paktu i ma charakter polityczny, nie prawny.

Zdaniem byłego wiceszefa MSZ rząd PiS może uzależnić przyznanie wielomiliardowych kontraktów na modernizację polskiej armii właśnie od rozmieszczenia w Polsce na stałe wojsk.

– Dziś Zachód kieruje się wobec Rosji logiką: jeśli zniszczę termometr, zniknie gorączka. Bardziej obawia się imigracji z południa, problemów strefy euro. Ale jeśli do końca roku się okaże, że umowa z Mińska nie ma szans na realizację, konflikt z Rosją może zaognić się na nowo. Nas nie stać na to, aby być mądrymi po szkodzie. Polska miała zbyt tragiczną historię – mówi Witold Waszczykowski.

Niemcy: Sojusz źle traktuje Moskwę

Niemcy wystąpiły o wznowienie prac Rady Rosja–NATO. Powiedział o tym agencji DPA ambasador RFN w Radzie Północnoatlantyckiej Martin Erdmann.

Rada ostatni raz spotkała się na szczeblu dyplomatów w czerwcu 2014 r. Pakt zdecydował się na jej zawieszenie po zajęciu przez Rosjan Krymu i okupacji części Donbasu. To był najbardziej symboliczny gest NATO po wybuchu kryzysu na Ukrainie.

Jednak zdaniem Erdmanna „coraz więcej krajów sojuszu rozumie, że brak dialogu z Rosją jest poważnym obciążeniem". Niemiecki dyplomata uważa, że działania sojuszu w ostatnim roku były „bardzo jednostronne". NATO koncentrowało się na budowie sił szybkiego reagowania (tzw. szpicy), patrolowaniu przestrzeni powietrznej nad państwami bałtyckimi, ćwiczeniach w krajach wschodniej flanki sojuszu.

– Postanowienia szczytu w Walii zakładały, że z jednej strony będziemy planowali i wprowadzimy w życie środki zabezpieczające naszych północno-wschodnich sojuszników, ale z drugiej strony utrzymamy dialog z Rosją. Gdy idzie o ten drugi punkt, nie osiągnęliśmy jeszcze tego, co chcieliśmy, czyli powrotu do rozmów z Moskwą – powiedział Erdmann DPA. Przyznał także, że „doskonale rozumie" opinie tych, którzy uważają, że „Rosja jest niepotrzebnie nadmiernie prowokowana".

Niemiecki dyplomata przyznał jednak, że decyzja o wznowieniu prac Rady Rosja–NATO będzie możliwa tylko pod warunkiem jednomyślnego poparcia ze strony wszystkich krajów sojuszu. Tymczasem, wskazał Erdmann, sprzeciwiają się temu „wschodni sojusznicy". Niemiec nie wymienił jednak żadnego państwa.

Zdaniem zastępczyni rzecznika NATO Carmen Romero, mimo zawieszenia pracy Rady Rosja-NATO, sojusz wciąż prowadzi dialog z Moskwą. W szczególności sekretarz generalny paktu Jens Stoltenberg spotkał się z szefem rosyjskiej dyplomacji Sergiejem Ławrowem oraz rosyjskim ambasadorem przy NATO Aleksandrem Gruszko. —j.bie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA