fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Byli posłowie pod kontrolą

Fotorzepa/erzy Dudek
Radosław Sikorski przed odejściem wprowadził legitymacje dla byłych parlamentarzystów.

W Polsce jest obecnie około 3 tys. byłych posłów, nie licząc tych, którzy zasiadali w Sejmie PRL. Dochodzi do tego około 400 byłych senatorów. Dotąd do budynków Sejmu mogli wchodzić, posługując się swoimi dawnymi legitymacjami parlamentarnymi.

Zmienił to były marszałek Radosław Sikorski. W czerwcu, jeszcze zanim złożył rezygnację, zaktualizował zarządzenie dotyczące poruszania się po Sejmie. Odtąd warunkiem wejścia jest wyrobienie przez straż marszałkowską karty wstępu byłego posła lub byłego senatora.

Kłopotliwy duplikat

Powód? Wiceszef Kancelarii Sejmu Jan Węgrzyn tłumaczy, że to rodzaj pomocy dla byłych parlamentarzystów. – Z kadencji na kadencję przybywa byłych posłów. Niestety niektórym zdarza się zgubić legitymację, wskutek czego mają problem z wejściem do Sejmu, a nie zawsze jest możliwe wyrobienie duplikatu – wyjaśnia.

Dodaje, że w przeszłości Kancelaria Sejmu korzystała z usług Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. W pewnym momencie, by skrócić terminy potrzebne do druku legitymacji, kupiła własne maszyny. To dlatego wyrobienie niektórych dawnych wzorów nie jest już możliwe.

– Sygnały o problemach z wyrobieniem duplikatu docierały również do nas – mówi prof. Jerzy Jaskiernia, były minister sprawiedliwości z SLD i marszałek Stowarzyszenia Parlamentarzystów Polskich. – Nowe dokumenty są elementem wskazującym na szacunek dla byłych parlamentarzystów – uważa.

Jednak nieoficjalnie mówi się, że inicjatywa Radosława Sikorskiego ma też zwiększyć kontrolę nad byłymi politykami. Niektórzy wykorzystują dawne dokumenty, by wchodzić do Sejmu w celach, które mogą budzić kontrowersje.

Przykładowo w 2012 roku były poseł LPR Krzysztof Bosak pojawił się w Sejmie, by z działaczami Ruchu Narodowego podczas posiedzenia Komisji Finansów rozwinąć transparent z protestem przeciw paktowi fiskalnemu.

Najgłośniejsza sprawa dotyczyła satyryka Janusza Rewińskiego. W 2010 roku zaczął kręcić na sejmowych korytarzach program TVP „Siara w kuluarach". Wchodził na legitymację byłego posła, którym był z ramienia Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Po tym, gdy na jego ekipę poskarżyli się politycy i sejmowi dziennikarze, cofnięto jej prawo wejścia do Sejmu. Rewińskiemu zakazano wstępu w ramach wykonywania działalności gospodarczej.

Teraz straży marszałkowskiej będzie łatwiej kontrolować ruch takich osób. Sejmowe władze dowiedzą się też, ilu byłych posłów odwiedza parlament. Oprócz zdjęcia i nazwiska na kartach wstępu znajdzie się bowiem kod kreskowy, skanowany przy wejściu do Sejmu.

Ograniczyć lobbing

W dodatku karta wstępu nie będzie upoważniać do wejścia na posiedzenia komisji sejmowych, co utrudni działanie byłym posłom, pracującym jako lobbyści.

Jednym z nich jest Radosław Parda, były poseł LPR, a obecnie prezes firmy New Solutions. Działa na rzecz firm z sektora pożyczkowego i mówi, że w Sejmie pracuje jako oficjalnie zarejestrowany lobbysta. – Gdy wyrabiałem kartę lobbysty, straż marszałkowska pytała: „Po co to panu, skoro jest pan byłym posłem?". Ja jednak w swojej pracy dbam o klarowność – zapewnia.

Jednak nie wszyscy byli parlamentarzyści to robią. Przykładowo były poseł PiS Artur Zawisza pojawiał się na komisjach sejmowych bez wpisu do rejestru. Reprezentował interesy branżowe stacji kontroli pojazdów, a później firm zajmujących się gospodarką odpadami.

– Tak naprawdę nowe regulacje dotyczą kilkudziesięciu byłych posłów, którzy zazwyczaj nieregularnie przychodzą do Sejmu – ocenia Radosław Parda, który złożył już wniosek o nowy dokument.

Prof. Antoni Kamiński, były prezes Transparency International Polska, mówi, że to krok w dobrym kierunku, jednak kolejnym powinno być całkowite odebranie nieaktualnych legitymacji byłym posłom. Powód? W Sejmie tajemnicą poliszynela jest to, że niektórzy byli politycy wykorzystują takie dokumenty przy kontrolach drogowych. – Pozostawienie nieaktualnych legitymacji w rękach posłów nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia, jedynie stanowi zachętę do nadużyć – uważa prof. Antoni Kamiński. – Tą sprawą powinien zająć się Sejm nowej kadencji – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA