fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Izrael: Urząd premiera lub więzienie

AFP
Jeżeli Beniaminowi Netanjahu nie uda się utworzyć rządu po wygranych w kwietniu wyborach, może trafić za kratki z powodu korupcji.

Tysiące osób demonstrowało w sobotę w Izraelu przeciwko planom premiera Netanjahu przeprowadzenia przez nowo wybrany Kneset specjalnej ustawy zmieniającej warunki immunitetu poselskiego. Dotyczyłaby także premiera, któremu grozi proces i więzienie z powodu udziału w trzech aferach korupcyjnych.

Chodzi o oskarżenia dotyczące przyjmowania kosztownych podarunków oraz próbę szantażu wydawcy dziennika „Jediot Ahronot", a także korupcyjne propozycje składane firmie Bezeq Telecom Israel.

Planowana ustawa miałaby rozszerzać zakres immunitetu w taki sposób, aby postawienie w stan oskarżenia urzędującego premiera nie miało żadnych skutków prawnych.

Oznaczałoby to, że Beniamin Netanjahu nie musiałby się obawiać przedstawienia formalnego oskarżenia przez prokuratora generalnego Avichaia Mandelbita. O swym zamiarze prokurator zawiadomił po ponadrocznym śledztwie już przed wyborami do Knesetu.

Tymczasem czas nagli. W najbliższą środę Beniamin Netanjahu powinien przedstawić skład swojego rządu. Jeżeli tego nie uczyni, muszą się odbyć nowe wybory do Knesetu. Wówczas nie będzie żadnej nowej ustawy dotyczącej immunitetu, co dla Netanjahu oznacza najgorszy z możliwym scenariuszy.

Ważą się jednak nie tylko losy Netanjahu, ale i w pewnym sensie Izraela. Chodzi o to, czy pod rządami Netanjahu kraj zmierzać będzie nadal w kierunku państwa wyznaniowego. – Od czasu drugiej świątyni nie było jeszcze przywódcy, który dałby haredim (ortodoksyjni Żydzi – przyp. red.) tyle co Netanjahu – twierdzi Avigdor Lieberman.

Lieberman i jego partia Nasz Dom Izrael sprzeciwiają się potwierdzeniu prawa do odmowy służby wojskowej, przysługującego studentom jesziw, czyli religijnych szkół dla ortodoksyjnych Żydów. Zastrzeżenia do poprzedniej regulacji miał Sąd Najwyższy, co zaowocowało projektem nowej ustawy. Chodzi o co najmniej 55 tys. obywateli państwa żydowskiego. O ich prawa dbają skutecznie dwie partie religijne gotowe wejść do tworzonej przez Netanjahu koalicji rządowej – Szas oraz Zjednoczony Judaizm Tory.

Sprzeciw zgłasza Avigdor Lieberman. Jego partia zdobyła 9 kwietnia w wyborach pięć miejsc w Knesecie. Netanjahu ma wprawdzie zapewnione poparcie kilku ugrupowań, w tym dwu religijnych wspomnianych wcześniej. Daje to jednak razem z 36 głosami posłów Likudu w sumie 60 głosów w 120-osobowym Knesecie.

Bez partii Liebermana utworzenie rządu wydaje się niemożliwe.

Dodatkowo przywódca Naszego Domu Izrael żąda także stanowiska ministra obrony. Odszedł z niego sam jesienią ubiegłego roku w proteście przeciwko zbyt jego zdaniem łagodnemu kursowi rządu przeciwko Hamasowi rządzącemu Strefą Gazy. Netanjahu musiałby więc podporządkować się w tej sprawie Liebermanowi.

Nie sposób wykluczyć, że Beniaminowi Netanjahu uda się przekonać Avigdora Liebermana do udziału w koalicji, w której zresztą działał w ostatnich latach wspólnie z partiami religijnymi. Znajdujący się pod ścianą premier nie ma innego wyjścia, jak ulec żądaniom wszystkich koalicjantów. – Jeżeli dostaną to czego chcą, nie ma powodów, aby nie zgodzili się na uchwalenie ustawy amnestyjnej, o co zabiegają zwolennicy premiera – mówi „Rzeczpospolitej" Avi Scharf szef „Haarec Online".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA