fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Edouard Philippe premierem: Francją rządzą tenisista i bokser

Edouard Philippe – najpierw piłkarz, potem bokser, a dziś premier
AFP
Nowy premier Francji Edouard Philippe jest fanem sztuk walki, sam od dawna intensywnie trenuje boks.

Po jego nominacji okazało się, że we Francji u władzy jest duet, który lubi sport i daje tego dowody nie tylko na trybunach.

Prezydent Emmanuel Macron w młodości grał w piłkę nożną i wciąż na bardzo dobrym poziomie gra w tenisa, a Edouard Philippe powiedział na antenie Radia France Bleu Normandie: „Zacząłem trenować boks późno, ale mam z tego przyjemność, jakiej sobie nawet nie wyobrażałem. Nie mogłem startować w zawodach, przede wszystkim nie prezentuję wystarczającego poziomu, a oprócz tego byłoby dziwne, gdybym przyszedł do merostwa ze złamanym nosem lub podbitym okiem. Ale przyjmuję i zadaję ciosy, zresztą więcej przyjmuję, niż zadaję".

Premier Francji marzył też o karierze piłkarza, lecz – jak cytuje jego wypowiedź dziennik „L'Equipe" – „nie byłem wystarczająco szybki, by być napastnikiem, ani wystarczająco potężny, by być obrońcą, ale gra w pomocy, gdzie się dużo biega i wszystko organizuje, to bardzo mi się podobało".

Z kolei dziennik „Le Figaro" cytuje następującą wypowiedź premiera: „Zanim poznałem boks, lubiłem futbol. Jako dziecko marzyłem o zostaniu zawodowym piłkarzem. Byłem fanem Platiniego, Giresse'a i Tigany".

Philippe jest od roku 2010 merem portowego Havru, gdzie powstał najstarszy klub sportowy we Francji Le Havre AC (1872, sekcja piłkarska 1894), któremu zawsze kibicował.

To przywiązanie do sportu, tak manifestacyjnie podkreślane przez rządzących, może przynieść Paryżowi konkretnie korzyści. Wizytę w stolicy kończy właśnie komisja MKOl oceniająca kandydaturę Paryża jak organizatora letnich igrzysk w roku 2024. Paryż w ciągu ostatniego ćwierćwiecza czterokrotnie kandydował i zawsze wybory przegrywał. Teraz jedynym kontrkandydatem jest Los Angeles.

We Francji zrodziła się nadzieja, że porażka Marine Le Pen i wpadki prezydenta Donalda Trumpa zwiększają szanse Paryża, dla którego piąta porażka byłaby klęską. Choć tym razem nie byłaby ona definitywna. Przegrany w walce o igrzyska 2024 ma otrzymać te w roku 2028, ale tą propozycją nie jest tak naprawdę zainteresowane żadne z miast.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA