fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Nowelizacja ustawy o broni nadal w sejmowej zamrażarce

Na 1000 osób przypada w Polsce 3,5 pozwolenia na broń.
Rzeczpospolita, Tomasz Jodłowski
Mija pół roku, odkąd nowelizacja ustawy o broni trafiła do sejmowej zamrażarki. Sprawa dzieli posłów PiS.

Polacy są obecnie jednym z najbardziej rozbrojonych narodów Europy. Na 1000 osób przypada 3,5 pozwolenia na broń, choć np. w Czechach ten współczynnik wynosi około 30. Za kilka lat pozwoleń w naszym kraju miałoby być dziesięciokrotnie więcej – tak przewiduje projekt wniesiony do Sejmu przez posłów Kukiz'15, a w rzeczywistości przygotowany przez popularyzatorów strzelectwa, w tym Jarosława Lewandowskiego z miesięcznika „Strzał".

Autorzy projektu chcą m.in. zmniejszyć uznaniowość w dostępie do broni i wprowadzić zasadę, że pozwoleń nie przyznaje już policja, ale starostwa. Co na to Prawo i Sprawiedliwość? Wzbrania się przed złożeniem jasnej deklaracji. Właśnie mija dokładnie pół roku, odkąd projekt trafił do zamrażarki.

Zamrażarka, która była zmorą ubiegłych kadencji Sejmu, przez PiS jest stosowana rzadko i wyłącznie w odniesieniu do najbardziej niewygodnych projektów. Polega na odsuwaniu decyzji o nadaniu numeru druku, co wiązałoby się z formalnym rozpoczęciem prac. Zamiast tego projekt kierowany jest do opinii w instytucjach, organizacjach i komisjach sejmowych.

W przeszłości najbardziej znanym projektem tkwiącym w sejmowej zamrażarce była ustawa o dostępie do leczniczej marihuany. Prace nad nią w końcu ruszyły, jednak poprawka rządowa całkowicie wypaczyła jej sens. Dlaczego obecnie PiS odwleka decyzję o ustawie o broni i amunicji?

– Zwłoka bierze się z potrzeby głębszych konsultacji. Nie chcielibyśmy, aby było w nich pominięte któreś ze środowisk wspierających PiS – mówi poseł tej partii Stanisław Pięta.

Dodaje, że wpływ na postępowanie dotyczące projektu mogły mieć też prace nad dyrektywą w sprawie broni, która została już przyjęta przez Parlament Europejski, a musi jeszcze zostać zatwierdzona przez Radę UE. Problem w tym, że posłowie Kukiz'15 złożyli już poprawkę dostosowującą projekt do dyrektywy.

– Wciąż nie jest ona prawem obowiązującym, więc nic nie stało na przeszkodzie, by prace nad projektem toczyły się od listopada – mówi Andrzej Turczyn z Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni, który brał udział w pracach nad projektem.

Jego zdaniem zwłoka PiS dotycząca nadania numeru druku ma dwie przyczyny: niechęć do rozwiązań proponowanych przez inne kluby, a przede wszystkim brak jasnego stanowiska politycznego dotyczącego zmian w dostępie do broni. Z partii płyną bowiem sprzeczne sygnały.

Z jednej strony za liberalizacją przepisów opowiadają się Stanisław Pięta i szef MON Antoni Macierewicz, choć ten drugi chciałby zmian mocno rozciągniętych w czasie. Z drugiej strony prezes PiS Jarosław Kaczyński na spotkaniu z działaczami partii w Gdańsku miał powiedzieć, że z powodów kulturowych nie jesteśmy wciąż gotowi na przyjęcie takich rozwiązań.

Problemem dla PiS może być niejasny stosunek Polaków do zmiany prawa. W grudniu pisaliśmy w „Rzeczpospolitej" o wynikach sondażu, z którego wynika, że 79 proc. ankietowanych sprzeciwia się łatwiejszemu dostępowi do broni. Z drugiej strony systematycznie rośnie liczba pozwoleń na broń. Na koniec grudnia 2016 roku w Polsce było legalnie zarejestrowanych 424,7 tys. sztuk.

Skoro liczba pozwoleń rośnie, może obecne przepisy nie są takie złe? Nie zgadza się z tym Andrzej Turczyn.

– Główną wadliwością obecnej ustawy jest przyznawanie pozwoleń na broń do określonego celu. To tak, jakby prawo jazdy można było uzyskać na dojazd do pracy albo na wyjazd na wakacje – mówi.

Dodaje, że obecne rozwiązania korzeniami sięgają głębokiego PRL, a o tym, że zostaną zmienione, przekonany jest Stanisław Pięta. – Stanie się to drogą spokojnych, rozważnych kroków – przekonuje.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: w.ferfecki@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA