fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Nowacka o Rzeszowie: W takie przypadki nawet dziecko nie uwierzy

Jerzy Dudek
W Rzeszowie „przypadkiem" są wybory i „przypadkiem" są masowe szczepienia – mówi Barbara Nowacka, posłanka KO.

Podczas konferencji prasowej nie zostawiła pani suchej nitki na kadrach sanepidu. Chodzi m.in. o wakaty na stanowiskach szefa pomorskiego oddziału tej instytucji i samego głównego inspektora. Czy otrzymała pani już jakieś informacje od rządu w tej sprawie?

Od dłuższego czasu apelujemy o wyjaśnienie sytuacji. Szczególnie tej na Pomorzu, bo jest ona kuriozalna. Potwierdzone zostało, że dotychczasowy szef pomorskiego sanepidu został zwolniony z przyczyn wprost wynikających z nacisków rzecznika rządu, pana Piotra Müllera. Rzecznik domagał się bowiem od niego zmiany na stanowisku w jednym z oddziałów sanepidu na osobę ze sobą związaną. Efekt? Jest trzecia fala pandemii, a na Pomorzu nie ma osoby odpowiadającej za funkcjonowanie sanepidu, czyli w dużej mierze za organizację szczepień i dbanie o nasze bezpieczeństwo. Co więcej, nic nie wiadomo o tym, żeby był rozpisany jakikolwiek konkurs na to stanowisko. Wczoraj z posłanką Agnieszką Pomaską złożyłyśmy podpis na wniosku i oczekujemy odpowiedzi od pana wojewody Drelicha na pytanie o to, na jakim etapie jest wyłanianie osoby, która będzie kierowała pomorskim sanepidem. To samo dotyczy zresztą sanepidu krajowego, którym kieruje osoba zaledwie „pełniąca obowiązki".

Czyli dotychczasowy szef sanepidu na Pomorzu został odwołany, bo domagał się tego rzecznik rządu?

Tak mówił w wywiadzie poprzedni szef sanepidu. Obecnie pracuje w urzędzie marszałkowskim, w którym odpowiada za ochronę zdrowia, i nie chce robić z tego historii politycznej.

Może po prostu sanepid jako instytucja nie jest potrzebny, bo państwo i rząd przejęły na siebie obowiązku Inspekcji Sanitarnej?

Patrząc na to, jak zorganizowane są szczepienia, to naprawdę przydałaby się do tego wyspecjalizowana jednostka. Wiadomo, że rząd uważa, że pan Michał Dworczyk wszystko załatwi – świetnie i wspaniale. Jednak szczepienia idą za wolno w porównaniu z tym, ile mamy dostępnych szczepionek. Są chętni i są szczepionki, ale idzie to opieszale, bo blokuje to system stworzony przez Michała Dworczyka. Byliśmy bardzo krytycznie nastawieni do poprzedniego szefa, pana Jarosława Pinkasa – to nie jest tak, że płaczemy po tym, że już nie pełni tej funkcji. Przypomnę, że to pan Pinkas w ubiegłym roku w lutym, kiedy był pytany przez posłów i senatorów opozycji, jak Polska ma przygotować się do pandemii, poradził, by potrzymali „lód w majtkach". Taki to był poziom, który reprezentował sobą GIS. Teraz sytuacja jest o wiele poważniejsza. System szczepień w Polsce nie działa dobrze. Wszystkie usterki i awarie są bardzo widoczne. A rząd nie chce powołać nikogo na te ważne stanowiska. Jest za to pan Saczek – pełniący obowiązki szefa GIS-u, który zajmuje się ściganiem doktora Grzesiowskiego za wypowiedzi, które mu się nie spodobały.

Czy sądzi pani, że sytuacja, z jaką mieliśmy do czynienia przed świętami, kiedy nagle okazało się, że osoby w wieku 40+ i 50+ mogą się zapisywać i dostają szybkie terminy na szczepienia, to był – rzeczywiście jak mówi rząd – „błąd systemu"?

To był kawałek wielkiego bałaganu. We wtorek minister Dworczyk z premierem i ministrem Niedzielskim powiedzieli, jak będzie wyglądał harmonogram szczepień rozpisany rocznikami na konkretne dni, i nagle w środę w nocy okazuje się, że 40-letni człowiek może się spokojnie zaszczepić już następnego dnia. Czyli szczepionek jest pełno i są działające punkty. Po czym wycofano możliwość szczepienia dla większości osób powyżej 40. roku życia. Pytanie, co dzieje się z tymi wszystkimi szczepieniami, które były dostępne tymczasowo w postaci szczepionek. Rozumiem, że dlatego było to otwarcie systemu, bo nie było innych chętnych. Jestem zwolenniczką powszechnych szczepień i jak najszerszego udostępniania ich ludziom. Ale póki te dawki są reglamentowane, to trzeba spojrzeć na grupy priorytetowe. Dla rządu grupą priorytetową są prokuratorzy, ja jednak uważam, że grupami priorytetowymi dla sprawiedliwego państwa powinny być osoby, która wymagają najlepszego zabezpieczenia. Oczywiście lekarze i cały personel ochrony zdrowia, który został już zaszczepiony, a także nauczyciele. Ale np. chorzy na cukrzycę typu I, chorzy na różne choroby kardiologiczne i ciężkie choroby płucne nie mają dobrego dostępu do szczepień, a zdrowi czterdziestolatkowie szczepią się, i to szczepionkami uważanymi za najbezpieczniejsze.

Widać tu zgrzyt. Jest też kwestia Rzeszowa, w którym „przypadkiem" są wybory i „przypadkiem" są tam też masowe szczepienia. W takie przypadki to nawet dziecko nie uwierzy.

Ja dodam, że przypadkiem w Rzeszowie doszło – jak powiedział szef prywatnej kliniki, która organizuje punkty szczepień – do próbnych szczepień Johnson & Johnson, o czym rząd nic nie wie i nazywa te informacje fake newsem... Wspomniała pani o zdrowym czterdziestolatku, czy to była aluzja do Szymona Hołowni?

To była ogólna uwaga co do zdrowych czterdziestolatków. Aczkolwiek obserwowałam burzę wokół szczepienia Szymona Hołowni i mówiąc szczerze – byłam zdumiona, że człowiek, który tak ostro krytykował dwa dni wcześniej ministra Dworczyka za chaos i luki w systemie – nagle z tej luki korzysta. Rozumiem, każdy dba o swoje zdrowie, wydaje mi się jednak, że od polityków wymagamy więcej. Chociażby odpowiedzialności za własne słowa.

—współpraca Karol Ikonowicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA